Parafia

kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>

Stowarzyszenie OPP

program do pit - darmowy

Kochani,

Życzę wszystkim wspaniałych urlopów z Bożym błogosławieństwem.

Wypoczętych zapraszam na pierwsze spotkanie po wakacjach, które tradycyjnie rozpoczniemy Mszą Św., a następnie spotkamy się i podzielimy powakacyjną radością. 🙂

Strumień Boży 

Moja sprawiedliwość ma być większa niż tych, którzy nie są uczniami Jezusa, bo ma zawierać w sobie miłość do człowieka. W tej sprawiedliwości nie ma osądzania drugiego i wskazywania jego wad i przewin, ale jest nieustanne przyglądanie się sobie samemu: na ile to moje postępowanie nastawia przeciwko mnie drugiego człowieka.

Bo nawet, gdy ktoś mnie krzywdzi, może być w tym element i mojej winy: że w odpowiednim czasie nie powiedziałam „przestań!”, że nie zakreśliłam właściwych granic.

Moja sprawiedliwość ma być na wzór sprawiedliwości Bożej. A On nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie.

Dlatego nieustannie nawiedza nieurodzajną glebę mego serca, nawadnia jej bruzdy, wyrównuje skiby, spulchnia i błogosławi. On wie, że twarda gleba grzechu i egoizmu nie przyjmie wody miłości i miłosierdzia. Wie, że musi zostać „uprawiona” cierpieniem, poznaniem własnej małości i słabości.

Dopiero, gdy strumień Bożej miłości rozleje się w mojej duszy, pojawia się plon i obfity urodzaj dobrych uczynków i pokoju serca.

Wykłady ks Marka Dziewieckiego

” Karykatury Chrześcijaństwa”
http://dfdkalisz.jezuici….php?id=3&sid=17

O HALT
http://www.youtube.com/wa…feature=related

Na naszym wakacyjnym spotkaniu dnia 7 sierpnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej o 18:30, która była również Mszą w intencji członków naszego ogniska. Potem tradycyjnie odbyło się spotkanie w salce starej plebanii. Dyskutowaliśmy o krzyżu, który jest historią naszego życia…

„NA MIARĘ”

W pewnym mieście, w pewnym tramwaju jechał pewien człowiek. Był zwykłym, normalnym człowiekiem, taki powiedzielibyśmy trochę szarak. To, co go wyróżniało to, to, że był bardzo rozżalony swoim losem. Rzeczywiście w jego życiu było sporo nieszczęść, sporo trudności, trochę cierpienia, trochę samotności. No niezbyt szczęśliwe miał życie. Był tym niezwykle przygnieciony. Uważał, że to zbyt dużo, jak na jego barki i ten krzyż, który nosi, to naprawdę coś, co nie powinno mu się przydarzyć. Jechał, patrzył na innych ludzi, zazdrościł im, pomstował na Pana Boga, dlaczego on ma najgorzej. Mówiąc krótko żalił się, żalił się i żalił. Kiedy wysiadł z tramwaju na swoim przystanku i podszedł do domu, zobaczył, że przy drzwiach stoi jakiś starszy jegomość. Przedstawił się jako Pan Bóg. Człowiek więc z dozą pewnej nonszalancji powiedział: „ No wreszcie, bo przydałoby się, żeby ktoś mi pomógł”. Pan Bóg zapytał, czy może wejść i czy mogą porozmawiać. Człowiek się zgodził. Usiedli na kanapie i Pan Bóg powiedział: „W czym mógłbym Ci pomóc?” Człowiek oczywiście wypalił od razu, ze wszystkimi swoimi żalami, troskami i z tym, że jego krzyż jest za ciężki. Pan Bóg powiedział :  „Żaden problem. Możemy to zmienić. Chodźmy.” W jednej sekundzie znaleźli się w wielkiej grocie, w której było setki, tysiące krzyży. Pan Bóg powiedział: „ Tutaj jest miejsce, gdzie można wybrać krzyż. Wejdź i wybierz, jaki Ci się tylko podoba.” Człowiekowi zaświeciły się oczy. Natychmiast zdjął swój własny krzyż, odrzucił go w kąt, pobiegł do komnaty i zaczął szukać. Przymierzał po kolei dziesiątki krzyży. Te, które wydawały mu się bardzo lekkie okazywało się, że są jakieś długie i nieporęczne. Te, które wydawały mu się bardzo małe, kiedy założył je na szyję, okazywało się, że są bardzo ciężkie. Inne go kuły, inne sprawiały, że od razu czuł się bardzo samotnie, inne sprawiały, że tracił nadzieję. Mówiąc krótko, jakikolwiek krzyż by brał, zawsze coś było nie tak, ten krzyż nie pasował do niego. W końcu już trochę zniechęcony zobaczył w rogu, w kącie, taki niewielki, średnich rozmiarów, trochę zużyty już krzyż. Bez nadziei wziął go do ręki, położył go sobie na ramionach i nagle zobaczył, że pasuje idealnie, że wszystko gra. Nie jest ani za ciężki, ani za lekki, że jest dokładnie dopasowany do niego, że wydaje się, że mógłby z czymś takim chodzić do końca życia. Więc podszedł z tym krzyżem do Pana Boga i zapytał: „ Czy naprawdę mogę wziąć właśnie ten?” Pan Bóg uśmiechnął się łagodnie i powiedział: „Oczywiście. Możesz go zabrać.” Człowiek więc wziął go na ramiona i wyszedł z groty. W świetle słońca nagle się zorientował, że to jest jego własny. Ten, który wcześniej rzucił w kąt.

 

Serdecznie zapraszam na ostanie nasze spotkanie w te wakacje. Oczywiście najpierw na Mszę Świętą na godzinę 18:30, a następnie na spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego weekendu,

Magdalena

Na Mszy Świętej, a potem na spotkaniu, mieliśmy gości z innych ognisk. Dziękujemy za niespodziankę i obecność. Pierwszy raz na naszym spotkaniu było dziecko jednego z Sycharków. Myślę, że z tematem akurat trafiliśmy. 🙂

Bajka o zasmuconym smutku 

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. 

Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, 
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, 
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. 
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. 
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: 
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, 
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” 
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. 
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. 
“Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. 
“Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną. 
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? 
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. 
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.” 
odpowiedział smutek łamiącym się głosem. 
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”, 
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” 
Smutek westchnął głęboko. 
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? 
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, 
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. 
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi 
i towarzyszyć im przez pewien czas. 
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. 
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. 
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. 
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. 
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. 
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. 
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. 
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. 
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. 
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” 
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” 
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. 
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. 
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. 
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. 
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, 
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! 
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem 
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. 
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. 
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. 
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. 
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, 
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. 
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. 
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. 
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. 
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. 
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” 
Smutek nagle przestał płakać. 
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: 
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” 
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, 
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” 

Z Panem Bogiem,

Magdalena

Po Uczcie Pańskiej spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem szczęścia. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim pokoju ducha i równowagi w życiu we wszystkich jego obszarach. 🙂

Tajemnica szczęścia 
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. 
Proszę cię jedynie o jedno – powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.
W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? 
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. 
Wróć i spójrz na cuda mego świata – powiedział mędrzec. 
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział. 
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? – spytał mędrzec. 
Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec: 
Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata, przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce. 

Zapraszam serdecznie na kolejne spotkania ogniska w Gdyni, które odbędą się w dniach 10 i 24 lipca. Najpierw spotkamy się na Mszy Św. o godzinie 18:30 w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni, aby następnie przejść do salki znajdującej się w starej plebanii parafii, aby podzielić się sobą z bliźnim. 🙂

Po Mszy Świętej i procesji spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoim rozumieniem piekła i nieba oraz doświadczeniami piekła i nieba w swoim życiu. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim doświadczenia nieba w sobie jeszcze przed śmiercią….:)
 
 
Legenda o piekle i niebie 
 
„Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?” – zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha. 
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogrome kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami. 
To jest piekło – stwierdził mnich. 
Natomiast, abyś zrozumiał, jak jest w niebie, wyobraź sobie taki sam wspaniały pałac w którym jest też tłum ludzi, ale pełnych szczęścia. Tutaj również stoją kotły ze smakowitą zupą i każda z osób trzyma taką samą gigantyczną łyżkę jak te, które znajdowały się w piekle. Ludzie siedzą naprzeciw siebie parami. Jeden nabiera zupę i karmi swojego bliźniego. Jeśli łyżka jest dla niego zbyt ciężka, pomagają mu dwie inne osoby tak, aby mógł spokojnie zjeść tyle, ile potrzebje. Skoro tylko jedna osoba zaspokoi głód, karmią następną. 
To jest niebo – powiedział uśmiechając się zagadkowo mnich. 

Na spotkaniu w  dniu 5 czerwca dzieliliśmy się doświadczeniem modlitwy w naszym życiu, w czym pomógł nam tekst poniżej:

Małe modlitwy 
 
Pewien człowiek miał możliwość zwiedzenia nieba. Jego przewodnikiem był św. Piotr. Pod koniec wędrówki weszli do dużej sali wypełnionej paczkami. Były to paczki o bardzo różnej wielkości – od maleńkich jak pudełka zapałek, aż do ogromnych, jak kontenery. Aniołowie wynosili te paczki z sali. Wtedy człowiek zapytał św. Piotra: 
– Co oznaczają te paczki, które noszą aniołowie? 
– Są to wysłuchane modlitwy ludzi – odpowiedział św. Piotr. 
– To dlaczego są to tylko małe paczki? – pytał dalej człowiek. 
– Dlatego, że o te wielkie ludzie nie proszą – wyjaśnił św. Piotr. 
 
„Modlitwy idą i wracają – nie ma nie wysłuchanej” C. K. Norwid 

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 5 i 19 czerwca. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

Kolejne nasze spotkanie odbyło się dnia 22 maja. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, jak w naszym życiu łatwo przychodzi nam strach, smutek, a jak ciężko skupić nam się na radości i tym, co daje nam Bóg.

 

Posiłek dla diabła

Pewnego dnia diabeł był głodny. Zabrał więc ze sobą worek i wybrał się na polowanie dusz.
Miał apetyt na wyśmienity kąsek. Usadowił się więc między gałęziami liściastego drzewa, które rosło naprzeciw okna pewnego dobrego człowieka i czekał.
Dzień dobrego człowieka był jednak przejrzysty jak kryształ i przebiegał na modlitwach, wypełnianiu dobrych uczynków i szlachetnych myślach. Ani jednego odstępstwa od tej zasady. Apetyt diabła rósł coraz bardziej.
Obawiał się jednak, że nie będzie mógł tutaj nic zdziałać. Aż pewnego dnia, kiedy przypatrywał się tej białej jak śnieg duszy, spostrzegł, że i ona, podobnie jak wszystkie inne, ma jedno malusieńkie pęknięcie. Otóż każdego wieczoru człowiek pojawiał się w oknie i zachwycając się zachodzącym słońcem, pogrążał się przez moment w melancholii i smutku.
Diabłu wystarczyło to w zupełności.
Skupił całą swoją energię na tej chwili; wydrążył ją, rozszerzył i kiedy stała się już dostatecznie obszerna i pusta, wlał do niej wszystkie swoje wypróbowane mikstury: najpierw strach, potem niepewność, a na koniec desperację.
Teraz wystarczyło mu już tylko sięgnąć ręką, aby mieć wspaniałą kolację.

Po Mszy Świętej, w której uczestniczyliśmy, udaliśmy się na spotkanie, na którym zgłębialiśmy problem obojętności na krzywdę bliźniego, a także świadomości naszej grzeszności. Pomogła nam w tym opowieść umieszczona poniżej:

Ostatnie miejsce

Piekło było już prawie całkiem zapełnione, a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób. Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
– Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zająć tylko ktoś z was, kto był największym grzesznikiem, powiedział.
– Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? – zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze.
– A ty, co zrobiłeś? – zapytał go.
– Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
– Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
– Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek – starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym udziału. Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane, a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemnie świństwa i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
– Naprawdę nigdy? – zapytał z niedowierzaniem diabeł – Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?
– Jak najbardziej!
– I naprawdę nic nie zrobiłeś? – powtórzył jeszcze raz diabeł.
– Absolutnie nic!
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: – Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 8 i 22 maja. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

 

 

Podczas kolejnego spotkania poruszyliśmy temat błogosławieństwa i przekleństwa oraz tego, jak ważne jest to, co wypowiadamy, co często wydaje nam się nic nieznaczącymi słowami, rzuconymi ot tak, bez namysłu… A słowo może zabić albo uratować życie…

O sklepiku i supermarkecie

Ubogi Żyd, właściciel sklepiku, wyznał zmartwiony rabinowi swoje obawy i kłopoty. Oto dokładnie naprzeciwko jego „interesu” powstał wielki supermarket, czyli potężna konkurencja, której nie wytrzyma mały sklepik. Od lat należy ten kantorek do naszej rodziny – tłumaczył i jeżeli stracę klientów, oznacza to dla mnie kompletną ruinę, gdyż do niczego innego się nie nadaje.
Rabin słuchał uważnie, a potem odezwał się z namaszczeniem:
– Jeżeli boisz się właściciela supermarketu, będziesz go nienawidził. I właśnie nienawiść stanie się twoją ruiną!
– Co mam więc robić? – zapytał zrozpaczony sklepikarz.
– Każdego ranka wychodź na chodnik – odpowiedział mistrz i błogosław swemu „interesowi”, aby dobrze prosperował. Potem odwróć się i błogosław tak samo sklep naprzeciwko!
– Co?! – nie wytrzymał kupiec – mam błogosławić swego konkurenta i niszczyciela?
– Każde błogosławieństwo – tłumaczył uczony mąż – jakie dzięki tobie stanie się jego udziałem, powróci do ciebie. Ale i wszelkie zło, jakie ściągniesz na niego, wróci do ciebie i zniszczy cię doszczętnie.
Za pół roku zjawił się ten sam sklepikarz, aby rabinowi donieść, że rzeczywiście jak przewidywał musiał zwinąć swój „interes”, ale teraz jest dyrektorem supermarketu i powodzi mu się lepiej niż przedtem!

„Musimy nauczyć się żyć jak bracia,
jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy.” (Martin Luther King)

Spotkanie przeprowadziliśmy w formie uczty Agape i poruszyliśmy temat przyjaźni. Najpiękniej o przyjaźni mówi Bóg, więc wybór tekstu do rozważenia był oczywisty.

 

Prawa przyjaźni z Chrystusem
12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.  (J 15.12-17)

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 27 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Na spotkaniu w dniu 20 marca po Mszy Św. o godz. 18:30 zajęliśmy się trudnym tematem, jakim jest przebaczenie. Pomocny stał się dla nas wzruszający film o przebaczeniu, który znajduje się poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ymjla8mxFSo

Podzieliliśmy się też przemyśleniami na temat darów od Boga, za jakie jesteśmy wdzięczni. W wyniku dzielenia doszliśmy do wniosku, że mało w nas wdzięczności za to, co otrzymujemy. Dużo łask i błogosławieństwa traktujemy, jako coś oczywistego, co nam się po prostu należy, co jest takie oczywiste, że to posiadamy. Wdzięczność rodzi radość i szczęście bycia Dzieckiem Bożym. Dlaczego rezygnujemy z dziękowania Bogu za wszystko?

 

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 20 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Dnia 20 lutego mieliśmy okazję kolejny raz spotkać się po Mszy Św. o godz. 18:30.

Something more – tak śpiewa Nick Vujicic.

Cudowne zdanie, jakie pod koniec pojawia się w utworze zamieszczonym poniżej:

„Jeśli nie otrzymujesz cudu… stań się nim.”

Zapraszam serdecznie do wysłuchania tego kawałka. Można słuchając go zaplątać się w nadzieję…..:)

Na spotkaniu dzieliliśmy się swoimi odczuciami w temacie następujących tekstów:

Jak siebie samego

Co to znaczy: „miłować bliźniego swego jak siebie samego”? Nigdzie nie czytamy: kochaj bliźniego jak swojego anioła, swoją anielicę, tylko: kochaj jak siebie samego. Kiedy kochamy samych siebie? Nie wtedy, kiedy siebie wychwalamy, skarżymy się, że nikt nie zwraca na nas uwagi, że nas krzywdzą, ale wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy grzesznikami, uświadamiamy sobie swoje wady. Kocham samego siebie, jeżeli liczę na Pana Boga, na lekarstwa z Bożej apteki, sakramenty święte, dzięki którym mogę się oczyścić, ochronić, i kiedy czuję, że Bóg jest miłosierdziem i tylko na Niego mogę postawić, bo mnie kocha.
Kochać bliźniego to znaczy widzieć w nim grzesznika, takiego jak ja. Jego też, jak i mnie, może uratować miłość i opieka Boża. On też, tak jak i ja, ma położyć się w klinice Bożej, aby leczono go po Bożemu.
Jeśli w bliźnim widzę grzesznika, który tak jak i ja może liczyć tylko na miłosierdzie Boże i pomoc, to znaczy, że kocham bliźniego jak siebie samego.

Ks. Jan Twardowski
 

„Tylko Duch, jeśli tchnie na glinę może stworzyć człowieka”.
Antoine de Saint-ExupéryZiemia, planeta ludzi

Na kolejne spotkanie zapraszam serdecznie 06.02.2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie. :-D
Kolejne spotkanie planujemy na 20.02.2017r.

 

 

 

Na kolejnym spotkaniu dnia 23 stycznia dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami na temat poniższego tekstu:

Lustro

W dalekim kraju wśród pięknych ośnieżonych górskich szczytów mieszkał pewien człowiek. Dawno temu opuścił miasto, w którym pracował jako profesor na uniwersytecie. Był przez wszystkich szanowany i doceniany jako fachowiec, mimo to nie czuł się szczęśliwy. Po jakimś czasie postanowił zostawić swoją pracę, sprzedał dom, w który mieszkał i udał się w góry, abym tam z dala od cywilizacji podziwiać piękno przyrody i pisać wiersze. Pisanie sprawiało mu wielką radość. Z dala od zgiełku ulic i dymiących kominów czuł, że jest bliżej natury i bliżej Boga. Tam odnalazł swoje szczęście. Wreszcie robił to, o czym marzył.
Do jego chaty rzadko zaglądali ludzie, czasem tylko jacyś zabłąkani turyści, którzy zboczyli z górskiego szlaku, prosili go o nocleg. Jednak rano skoro tylko pierwsze promienie słońca wyjrzały zza górskich szczytów – udawali się w dalszą drogę.
Po kilku latach takiego mieszkania w odosobnieniu, mężczyzna odczuł głęboko potrzebę udania się do miasta. Długo walczył z tymi myślami, w końcu postanowił się tam udać. Wyjął z komody resztki pieniędzy, które pozostały mu jeszcze z czasów, gdy był profesorem na uczelni i poszedł do miasta. Tam na jednym ze straganów kupił sobie lustro, chciał bowiem wiedzieć jak wygląda, a w chacie, w górach nie posiadał tego przedmiotu. W mieście zabawił zaledwie kilka godzin i pośpiesznie wrócił w góry.
Od ostatniej wędrówki do miasta codziennie rano bohater przeglądał się w lustrze, chcąc wiedzieć jak wygląda.
Minęło kilka miesięcy i mężczyzna znów poczuł ochotę na to, by udać się do miasta. Ruszył więc ponownie w drogę, którą pokonywał wcześniej.
Tym razem nie robił zakupów. Przechodząc ulicą spotkał jednego ze swoich kolegów, który też był profesorem na uniwersytecie. Opowiedział mu o tym, że kilka miesięcy temu kupił lustro, aby wiedzieć jak wygląda. Znajomy profesor popatrzył na niego i rzekł:
– Jeśli chcesz wiedzieć naprawdę kim jesteś, nie patrz w lustro, ono pokaże tylko twoje ciało. Patrz na wyraz twarzy człowieka, który z tobą rozmawia. Wtedy ujrzysz swoje wnętrze, i to kim naprawdę jesteś.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 23 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 9 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie opłatkowe, na którym podzielimy się wrażeniami ze świąt, swoimi przemyśleniami oraz wspólnie będziemy kolędować.

Bożego Nowego Roku!!!

Pierwsze spotkanie po oficjalnym otwarciu ogniska miało miejsce 19.12.2016r. Poniżej zamieszczam tekst, nad jakim się pochyliliśmy.

” A skąd wiadomo , czy to dobrze, czy to źle ?”

W biednej ormiańskiej wiosce uciekł chłopu w step ogier ,jedyny żywiciel rodziny.

-Jakiś ty biedny, jak nam ciebie żal-płakali nad nim jeszcze biedniejsi sąsiedzi.

– A skąd wiadomo ,że jak ogier ucieka w step to jest źle??? Zapytał patrząc w niebo chłop

Sąsiedzi speszeni wrócili do domów……….

Na drugi dzień ogier wrócił przyprowadzając ze stepu pięć ogierów.

-Jakiś ty mądry, człowieku , a my tacy głupi, że ciebie żałowaliśmy. Masz teraz tak
dobrze ,masz sześć ogierów

– A skąd wiadomo ,ż e sześć ogierów to dobrze?? znowu patrząc w niebo rzekł chłop.

Sąsiedzi już trochę rozeźleni opuścili jego chałupę . Za jakiś czas jedyny syn chłopa dosiadł najładniejszego ogiera ,a ten poniósł a następnie zrzucił go z grzbietu a chłopak spadając złamał nogę i trzeba było odwieźć daleko do szpitala.
Sąsiedzi znowu przybiegli……………….

– Jakiś ty mądry, jaki mądry…….wszyscyśmy się cieszyli jak jacyś głupi ,a ty…………..

-A skąd wiadomo, że jak syn łamie nogę to jest źle???? Patrząc w niebo rzekł sceptycznie chłop.

Sąsiedzi wrócili do swoich domów wściekli ,klnąc głupiego chłopa.

Za jakiś krótki czas wybuchła wojna. Wszystkich młodych chłopaków ze wsi wzięto do wojska ,a syn chłopa został w domu ….bo miał złamaną nogę.

W dniu 10 grudnia 2016 r. odbyło się w Gdyni uroczyste otwarcie Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej. Dziękujemy wszystkim, którzy byli obecni w tym dniu na otwarciu Ogniska. Dziękujemy osobom, które włożyły trud w przyjazd z daleka do nas. Księdzu Pawłowi dziękujemy za ujmujące i bardzo refleksyjne kazanie o Bożym ogniu miłości.

Na spotkaniu było 36 osób, w tym czterech księży. Jesteśmy Bogu wdzięczni i dziękujemy Mu za Jego obecność i obecność bliźnich, którzy uczestniczyli w oficjalnym otwarciu. Dziękujemy za nieobecnych, którzy otoczyli i otaczają nas i naszą wspólnotę w Gdyni modlitwą. Dziękujemy księdzu proboszczowi Jackowi Socha za pomoc i udostępnienie sali. Dziękujemy Panu organiście za jego obecność i upiększenie muzycznie uroczystości.

Dzięki Woli Bożej mamy nareszcie zaszczyt i możliwość oficjalnego otwarcia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Serdecznie wszystkich zapraszam w imieniu własnym, naszego Księdza Proboszcza i Trójmiejskich Sycharków na tę uroczystość w dniu 10.12.2016r. na godzinę 10:00. Najpierw powierzymy Bożej Opiece nasze Ognisko na Mszy Świętej w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni (godzina 10:00) w Dolnym Kościele, mieszczącego się przy ul. Św. Mikołaja 1. Po uczcie duchowej zapraszamy wszystkich na ucztę dla ciała.

Z Panem Bogiem