Parafia
kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha podzielił się pięknym świadectwem, na które natknął się w czasopiśmie „W drodze”. Opowiada piękną historię miłości, w której widzimy jak dużą wartością jest świadectwo życia, które może zdziałać cuda…Niezbadane są drogi Boga do człowieka i zadziwiające Jego dzieła…

 

TO TYLKO MIŁOŚĆ 
„Uświęca się bowiem niewierzący mąż dzięki swej żonie” napisał św. Paweł w Liście do Koryntian. Krzepiące słowa. Ale czy rzeczywiście tak jest w życiu? Sami się przekonajcie.

Ta historia zaczyna się w miejscu, w którym większość szczęśliwych opowiadań się kończy. 31 lipca 1889 roku dwoje młodych ludzi staje przed ołtarzem paryskiego kościoła Saint-Germain-des-Prés, by ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Oboje mieszkają w stolicy i pochodzą z wyższej burżuazji. Ona ma 23 lata. Wychowana w bardzo katolickiej rodzinie, odebrała wszechstronne wykształcenie – zaskakujące u kobiety na tle opoki. Pasjonuje się literaturą, studiuje języki obce, zna się na sztuce i kocha muzykę Wagnera. On jest o pięć lat starszy. Urodził się w stolicy Szampanii, Reims. Również pochodzi z tradycyjnej rodziny, chodził do katolickiej szkoły i, jak wielu rówieśników, w czasie studiów medycznych w Paryżu stracił wiarę. Imponowali mu wybitni profesorowie, manifestujący materializm i podsuwający wychowankom cały bagaż antyreligijnych argumentów. Medycyny nie wybrał dla niej samej. Od lat interesuje się geografią i marzy mu się kariera w koloniach, do czego przepustką ma być dyplom lekarski. Stosunkowo szybko zdobywa popularność jako dziennikarz – specjalista od kolonializmu. To wtedy spotyka przyszłą żonę. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. On się zachwyca jej kulturą, ona znajduje w nim partnera do rozmów, traktującego poważnie jej zdanie. Po roku biorą ślub.

Jest tylko jedno „ale”. W przeddzień radosnej uroczystości mężczyzna wyznaje narzeczonej, że jest ateistą. Dla dziewczyny to szok. Czy już wtedy pojawiają się dwie snute w skrytości serca misje? Ona postanawia nawrócić męża. On nie pojmuje, że tak światła kobieta może hołdować naiwnej pobożności. Wystarczy jednak kilka poważnych rozmów, a na pewno mu się uda przekonać ją do porzucenia iluzji. Jedno na pewno dominuje: ogromna miłość między nimi. Jeśli historia Elżbiety i Feliksa Leseurów będzie miała szczęśliwe zakończenie, to właśnie dlatego, że ta miłość była dla nich zawsze najważniejsza.

W zdrowiu i chorobie

Miesiąc miodowy w Nadrenii i Luksemburgu szybko się kończy. Jako lekarz w stanie rezerwy Feliks musi się stawić na miesięczne ćwiczenia w garnizonie stacjonującym pod Reims. Dla Elżbiety to okazja, żeby się zaprzyjaźnić z rodziną i przyjaciółmi męża, szczególnie z teściową, z którą przez lata zbuduje szczególną więź. Szczęście i beztroska nie trwają długo. Po miesiącu młoda małżonka zaczyna niedomagać. Nie są to jednak pierwsze symptomy spodziewanej ciąży. Ból z dnia na dzień się nasila i paraliżuje ją. Miejscowi lekarze podejrzewają ropień jelitowy – schorzenie, które przed wynalezieniem antybiotyków często kończyło się śmiercią. Paryscy profesorowie również nie dają dużych szans. Chorobę da się wprawdzie opanować na jakiś czas, ale jej nawroty będą towarzyszyć kobiecie do końca życia.

Ta sytuacja wywraca do góry nogami ich plany i marzenia. Elżbieta nie będzie mogła mieć dzieci. W tych nielicznych miejscach, w których daje upust swoim emocjom, widać, jak bardzo cierpi z tego powodu. Swoją macierzyńską miłość przeleje na siostrzeńców i bratanków. Feliks również stoi na rozdrożu. Choroba żony, nawet jeśli z czasem uda się ją powstrzymać przekreśla marzenia o podróżach i karierze w koloniach. Właśnie w momencie, kiedy został członkiem różnych towarzystw geograficznych oraz dostał posadę redaktora w prestiżowym dzienniku „La République française”. W środowisku społecznym, w którym wierność co najwyżej stanowi przedmiot wodewilowych żartów, Feliks staje przed realnym wyborem. Zostaje z Elżbietą. Bo ją kocha.

W 1895 roku rodzinie Elżbiety nadarza się okazja, by odwdzięczyć się Feliksowi za jego poświęcenie w opiece nad chorą. Starszy krewny przechodzi na emeryturę i zwalnia się stanowisko w dyrekcji jednego z największych towarzystw ubezpieczeniowych, Conservateur. Leseur będzie piastował tę funkcję do końca życia zawodowego.

Pani domu

Zabiegi lekarzy z czasem przynoszą pożądany skutek. Małżonkowie korzystają z tego, by podróżować – najpierw po Francji, a później dalej. Odwiedzą dwukrotnie Rzym, Niemcy, Austrię, Belgię, Rosję, a nawet Maroko. Ukochanym miejscem pozostanie jednak położone w Jurze Jougne, gdzie Leseurowie zbudują dom letni – przez lata wakacyjne ustronie dla całej rodziny.

Poprawa zdrowia to również powrót do życia towarzyskiego. Małżonkowie chętnie chodzą do opery, teatru oraz na koncerty i wystawy. Elżbieta jest piękną, zadbaną kobietą. Umiejętnie maskuje oznaki choroby. Jest oczytana, inteligentna – rozmowa z nią sprawia przyjemność każdemu w salonie. Feliksowi pochlebia popularność żony.

Nasi bohaterowie prowadzą dom otwarty, przez który przewijają się dziennikarze, politycy, artyści – w większości znajomi z pracy i przyjaciele męża. Wszyscy się tu dobrze czują. Pani domu każdego słucha, z każdym znajdzie temat do dyskusji, każdemu okaże serce, niezależnie od poglądów. Feliks ma nadzieję, że to pierwsze oznaki jej „nawrócenia”. Nie polemizuje z wolnomyślicielami, spotyka się z ich żonami ateistkami. To przecież niemożliwe, by obcowała w takim świecie i zachowała dziecinne wierzenia!

Nawracanie

Powrót do zdrowia to również okazja, by każde z małżonków kontynuowało swoją misję nawracania drugiego. Feliks wprowadza małżonkę do środowiska antyklerykalnego. Ogranicza jej kontakty z katolickimi przyjaciółmi. Podsuwa żonie obrazoburcze lektury, uszczypliwe uwagi przemyca w formie żartu. Zobowiązania towarzyskie nie pozwalają jej uczestniczyć w codziennej mszy świętej. Rekolekcje zastępują koncerty i wernisaże. Mężczyzna specjalnie zaprasza gości w piątki, by Elżbieta zmuszona była podawać im mięso i rezygnować z postu. Wobec braku jej protestów Feliks jest przekonany, że wszystko zmierza w najlepszym kierunku.

Elżbieta bardzo szybko porzuca myśl o nawracaniu męża argumentami. Wie, że doprowadzi to jedynie do kłótni. Jest przekonana, że pierwsze i podstawowe powołanie, w którym ma się uświęcać, to powołanie do bycia dobrą żoną. Choć wiara ich dzieli, łączy ich nieprzeciętna miłość. Zatem to na niej trzeba wszystko oprzeć. To w jej imię cicho znosi krzywdzące uwagi. W jej imię rezygnuje z rekolekcji i spotkań, na które miałaby ochotę. Jeśli jej wiara nieco na tym etapie podupada, to jedynie po to, by dojrzeć – stać się świadomym wyborem. Czyta antyreligijne książki Feliksa, zaprzęgając całą swoją inteligencję w skrupulatną krytykę ich argumentacji. Wszystkie cierpienia – i cielesne, i duchowe – ofiarowuje w intencji nawrócenia męża i jego przyjaciół, których szczerze lubi i tym bardziej się za nich modli. Otwartość i przyjaźń, które każdemu oferuje, nie sprowadzają się do obycia towarzyskiego, ale wynikają z przykazania miłości bliźniego.

Wyjątkowość domu Leseurów widać szczególnie w kontekście epoki. Ostatnie lata dziewiętnastego i początek dwudziestego stulecia to okres ogromnych napięć między katolikami a ateistami we Francji. Materializm jest w modzie. Antyklerykalizm przeziera z głównych dzienników. Kiedy w 1905 roku zostanie ogłoszona słynna ustawa o laickości III Republiki, towarzyszyć jej będzie przejmowanie własności kościelnych przez państwo, zamykane będą klasztory, a zakonnicy zostaną zmuszeni do emigracji. Z drugiej strony, środowiska katolickie zwierają szeregi. Tożsamość chrześcijańska budowana jest na zasadzie opozycji i sprzeciwu wobec modernizmu, liberalizmu i coraz bardziej popularnych ruchów lewicowych. Społeczeństwo zostaje ostro podzielone, czego przypieczętowaniem będzie afera Dreyfusa. Dom Leseurów stoi na granicy dwóch światów.

Wrażliwość

Spośród wielu cech Elżbiety na pierwsze miejsce wysuwa się jej niesamowita wrażliwość na drugiego człowieka. Nic dziwnego, że znajomi męża powierzają jej swoje troski i dylematy. Większość z nich jest niewierząca. Zachowała się bogata korespondencja, która daje szansę wglądu w prostotę, z jaką kobieta opowiada o Bogu tym, którzy otwarcie Go negują. Nikogo nie nawraca, nie przekonuje. Słowa pocieszenia, porady, zachęty przeplata świadectwem swojego życia. Tłumaczy, w jaki sposób wiara pomaga jej przetrwać ciężkie chwile, w jaki sposób wpływa na jej postępowanie i podejmowanie trudnych decyzji. W epoce, gdy jedni na drugich napadają i nikt nie ma dla przeciwnika ani jednego dobrego słowa, listy Elżbiety są dla tych ludzi nieprzeciętnym znakiem łagodności, którą niesie Ewangelia. Autorka nie wchodzi nigdy na płaszczyznę ideową. Wiara nie jest dla niej opcją polityczną, ale czymś nierozerwalnie związanym ze sposobem życia, siłą, która popycha ją w stronę miłości bezwarunkowej i bez granic. Feliks nawet się nie domyśla, o czym jego żona pisze w listach z przyjaciółkami wolnomyślicielkami.

Tę wrażliwość widać również w innym epizodzie jej życia. W 1909 roku, w drodze do Jury, małżonkowie zatrzymują się na kilka dni w Burgundii. Zwiedzają słynny szpital w Beaune – wzniesiony w XV wieku klejnot architektury francuskiej. Zaglądają też na oddział chorych. Tam Elżbieta zauważa ośmiolatkę Marie. Wdaje się z nią w rozmowę i pyta, czym mogłaby jej sprawić trochę radości. Mała bardzo ucieszyłaby się z pocztówek z ładnymi obrazkami. Gdy Elżbieta wychodzi, dziewczynka z podnieceniem opowiada opiekującej się nią siostrze Marie Goby o miłej pani i obiecanych widokówkach. Zakonnica studzi jej zapał: Ludzie w podróży dużo obiecują, a potem łatwo zapominają. Niech się za wiele nie spodziewa. Jakież jest jej zdziwienie, gdy wkrótce do szpitala zaczynają regularnie przychodzić kartki z kolejnych miejsc, które Elżbieta odwiedza. Te pocztówki z krótkimi słowami wsparcia i nauki wysyła aż do śmierci dziewczynki. Później kontynuuje korespondencję z zakonnicą.

Śmierć

Śmierć nie opuszcza rodziny Leseurów. Kilka tygodni po ślubie umiera ojciec Elżbiety. Wszystkich przejmuje śmierć jej siedmioletniego bratanka oraz młodszej siostry Juliette, która umierając, zapowiada ze spokojem Feliksowi, że pewnego dnia się nawróci, a po śmierci żony zostanie księdzem. Mężczyzna czuje się nieco zażenowany tymi słowami. Ale zaprzestał już nawracania żony. Widzi, że religia przynosi jej otuchę w trudnych doświadczeniach. Jak mógłby jej tego odmówić? Sam idzie po księdza, by udzielił ostatniego namaszczenia szwagierce.

Wiosną 1911 roku stan zdrowia Elżbiety się pogarsza. Diagnoza: rak piersi. Operacja i naświetlanie kończą się pozytywnie. Kobieta zyskuje dwa kolejne lata życia. W 1913 roku małżeństwo musi przerwać służbowy wyjazd do Gandawy. Cierpienie po raz kolejny paraliżuje Elżbietę. Po powrocie do Paryża usłyszą wyrok: przerzuty. Nie ma ratunku. Zostało kilka miesięcy.

W tym ostatnim okresie wszystko inne traci dla Feliksa znaczenie. Spędza z żoną każdą wolną chwilę. Dopóki starcza jej sił, spacerują po Polach Elizejskich. Trzyma ją za rękę, przytula, gdy słabnie. Prowadzi do kaplicy. Później zaprasza do domu księdza. Ona robi wszystko, by oszczędzić mu cierpienia i łez. Drobnymi znakami, na które jeszcze ją stać, wyraża swoją wdzięczność. Okazuje czułość. Pokazuje, jak bardzo go kocha. Przeżyli razem dwadzieścia pięć lat. 3 maja 1914 roku, o dziesiątej rano Elżbieta Leseur umiera.

Dziennik

Feliks pogrąża się w żałobie i beznadziei. Każdy mebel, każda książka w gromadzonej wspólnie bibliotece przypominają mu o ukochanej żonie. Mężczyzna nie wierzy w życie po śmierci. W sekretarzyku znajduje testament duchowy – list, w którym Elżbieta po raz kolejny zapewnia go o miłości i dziękuje Bogu, że miała szczęście dzielić z nim życie. Słowa te jeszcze bardziej pogłębiają poczucie pustki i bezsensu.

Siostra Elżbiety, Amelia Duron, zaniepokojona stanem szwagra zaprasza go często do swojego domu. Któregoś dnia wręcza mu bezcenną relikwię – pamiętnik, który siostra powierzyła jej przed śmiercią. Mężczyzna bierze do ręki trzy oprawione w skórę zeszyty i zaczyna czytać. Odnajduje bezbłędny styl i kaligrafię żony. Czyta dzień po dniu historię ich małżeństwa od 1899 roku i ze zdumieniem poznaje ukryte życie zmarłej: jej modlitwy, cierpienie duchowe, gorącą troskę o nawrócenie męża. Słowa te stają się dla niego wielkim wyrzutem sumienia. Tak mało ją rozumiał! Tak bardzo ranił jej wrażliwość swoimi ironicznymi wypowiedziami o wierze. Był źródłem utrapień osoby, którą kochał. Życie by oddał, by uczynić jej chorobę lżejszą. Tymczasem sam dokładał jej ciężarów.

Przez kolejne tygodnie każdy dzień wypełnia mu ten sam rytuał: spacer na grób żony i czytanie od nowa jej zapisków. Przyjaciele są zaniepokojeni. Trzeba zrobić krok do przodu, znaleźć sobie kogoś nowego, odzyskać radość życia. Jeden z nich proponuje Feliksowi podróż, by nieco zmienił otoczenie. Ofiaruje swój samochód i daje pełną swobodę decyzji, gdzie pojadą. Odbywają podróż dookoła Francji. Odwiedzają miejsca ważne dla Elżbiety: Czarną Madonnę w Rocamadour i sanktuarium Serca Jezusowego w Paray-le-Monial. Feliks ma wrażenie, jakby towarzyszyła mu obecność ukochanej. Racjonalny do szpiku kości, nie poddaje się emocjom, tłumacząc je rozchwianiem po stracie żony. Ale z każdym dniem poczucie obecności Elżbiety się w nim potęguje, aż staje się pewnością.

Mąż zakonnik

3 sierpnia Niemcy wypowiadają Francji wojnę. Zawierucha zapędza Feliksa do Bordeaux. Odwiedza przyjaciół Elżbiety i czyta im fragmenty jej pamiętnika. Są zachwyceni. Namawiają go do ich wydania. Jako wierzący w słowach zmarłej znajdują inspirację do życia Ewangelią w małżeństwie, znoszenia cierpień, wchodzenia w dialog z wrogim chrześcijaństwu światem. Stamtąd wybiera się do Lourdes, tak drogiego Elżbiecie. Nie wie za bardzo po co. Miotają nim sprzeczne myśli. Poruszony wiarą pielgrzymów pada na kolana i ze łzami w oczach modli się do Maryi o łaskę wiary dla siebie.

Po powrocie do Paryża zaczyna regularnie chodzić do kościoła. Przyjaciel umawia go na spotkanie z dominikaninem, ojcem Janvierem z którym odtąd będzie odbywał długie rozmowy o wierze. Pod jego wpływem wstąpi do trzeciego zakonu dominikańskiego.

Jedna myśl nie daje mu jednak spokoju. Siostra Elżbiety zapowiedziała mu, umierając, że zostanie księdzem. Czy to możliwe? Czy to nie szaleństwo? Ma już ponad 50 lat. Bliscy odradzają tę drogę. To normalny zapał neofity, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Dużo dobrego może zdziałać jako osoba świecka. Przed nim zadanie wydania i propagowania pism żony. W kolejnych latach powołanie się jednak umacnia. Nie bez wątpliwości ze strony przełożonych ostatecznie zostaje przyjęty do nowicjatu dominikanów. Surowe warunki stanowią spore wyzwanie dla przyzwyczajonego do luksusów dyrektora towarzystwa ubezpieczeniowego. Współnowicjusze mogliby być jego synami. W dniu święceń kapłańskich Feliks ma 62 lata.

Jego misja po święceniach bardzo szybko się krystalizuje. Przed wstąpieniem do zakonu wydał trzy tomy pism żony, które zdobyły ogromną popularność. Przetłumaczono je na kilkanaście języków. Co miesiąc przychodzą setki listów, na które wzorem Elżbiety regularnie odpisuje. Przełożeni zachęcają go, by kontynuował to dzieło. Jeździ nie tylko po Francji, ale i po całej Europie z konferencjami na temat żony, której popularność przerasta wszelkie oczekiwania. Ostatnie lata spędzi na przygotowaniu materiałów do jej beatyfikacji. Starania przerwie wybuch drugiej wojny światowej. W końcu zda sobie sprawę, że nie doczeka już samej beatyfikacji. Tym skrupulatniej spisuje swoje wspomnienia i zbiera dokumenty. Umiera 25 lutego 1950 roku.

Przede wszystkim miłość

Zastanawiam się, co stanowiło klucz do sukcesu Elżbiety. Tyle rodzin żyje podzielonych wiarą. Czasem różnice nie są tak radykalne, a jednak tematy religijne stanowią jedynie źródło utyskiwania na drugą osobę i desperacji, że mimo wysiłku mąż czy żona nie wierzy albo inaczej przeżywa wiarę. Elżbieta Leseur nie próbowała nawracać Feliksa argumentami, nie sprzeczała się z nim na temat Kościoła. Istotę swojego powołania widziała w byciu dobrą żoną. Była przekonana, że jest to pewna droga do świętości. Nie chciała nawrócić męża za wszelką cenę. Wierzyła Bogu, to znaczy ufała Mu, że ukochany do Niego wróci wtedy i w taki sposób, jak Bóg będzie tego chciał. To On, a nie ona, jest Zbawicielem. Przede wszystkim jednak myślę, że Elżbiecie się udało, bo ponad wszystko kochała swojego męża. Wierzyła święcie, że ta miłość jest od Boga i jeśli będzie jej strzec, Feliks w niej Go odnajdzie.|

O wznowionym kilka lat temu procesie beatyfikacyjnym Elżbiety Leuseur można się dowiedzieć więcej na stronie: www.elcause.org.

Kronika