Parafia
kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Magdalena

11 czerwca na spotkaniu rozważaliśmy jak wygląda zawierzenie Bogu w naszym życiu. Czy potrafię zaufać, że On ma dla mnie najlepszy plan, dużo doskonalszy i dający mi prawdziwe szczęście i jak często odbiegający od moich wyobrażeń…?

Rdz 17,15-21

I mówił Bóg do Abrahama: «Żony twojej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz imię jej będzie Sara. Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił, tak  że stanie się ona matką ludów i królowie będą  jej potomkami». Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie: «Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?» Rzekł zatem do Boga: «Oby przynajmniej Izmael żył pod Twą opieką!» A Bóg mu na to: «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyjdzie. Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze».

* * *

Punkt 1. «Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił». Abraham i Sara są bezdzietni. W ich czasach i kulturze posiadanie dzieci było rozumiane jako błogosławieństwo, ich brak jako przekleństwo. Najgorętszym pragnieniem Abrahama i Sary było mieć dzieci, co zresztą zostało głęboko wpisane w naturę człowieka przez samego Boga. Abraham żyje w zażyłości z Panem. Bóg wiele razy mówi do niego, obiecuje mu syna i liczne potomstwo. Obietnica ta jednak nie jest sprecyzowana. Tymczasem pragnienie małżonków wciąż się nie spełnia. W podeszłym wieku Abraham i Sara rezygnują z oczekiwania, godzą się ze swoją bezpłodnością. I choć oni przyzwyczajają się do straty, Bóg nie rezygnuje z realizacji swojego planu. Teraz On mówi jednoznacznie, daje jasno określoną i wspaniałą obietnicę. Może pojawić się wątpliwość: czy Pan igra ze swoim przyjacielem Abrahamem? Nie, Bóg prowadzi go coraz mocniejszej wiary. Po drodze uczy Abrahama wytrwałości i wierności, bo to najlepszy sposób przygotowania go do przyjęcia wielkiego daru. Abraham w końcu tak zawierzy Bogu, że będzie gotów ofiarować mu ukochanego syna i stanie się ojcem wszystkich wierzących. A jak jest w Twoim życiu – czy masz jakieś głębokie niespełnione pragnienie, za którym nie masz odwagi pójść?

Punkt 2. Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się. Reakcja Abrahama jest pokorna i może trochę smutna, choć nie wydaje się on zgorzkniały. Długo żył pragnieniem i  szukał sposobu jego spełnienia. Próbował ukoić swój ból własnym sposobem – miał już syna Izmaela z niewolnicą swojej żony – Hagar. Ale to nie była ta pełnia, do której dążył, to była namiastka. Wzięcie sprawy w swoje ręce nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem. Ukazuje ludzką niepewność i zniecierpliwienie. Jednak w swoim długim życiu Abraham stopniowo jest prowadzony przez Boga do coraz głębszej bliskości. Dlatego teraz nie ma pretensji do Niego. Uznaje swoją niemoc, niezrozumienie, niedowierzanie. Nie może jednak pozbyć się ludzkiego myślenia: „Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn?”. Uczenie się zażyłości z Bogiem nie jest zarezerwowane tylko dla Abrahama. Jest dla każdego z nas.

Jak rozmawiasz z Panem Bogiem o Twoim niespełnionym pragnieniu? Stań przed Nim taki, jaki jesteś, tu i teraz. Nie lękaj się i bądź szczery.

Punkt 3. «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze». Bóg stanowczo potwierdza obietnicę, określa okoliczności i nie pozostawia wątpliwości. Liczy się ze słabością Abrahama. Nie chce od niego nadludzkiej doskonałości. Dla Pana jest ważne, że tak naprawdę Abraham chce być szczęśliwy, tak jak każdy człowiek. Sam Bóg złożył to pragnienie w jego sercu. I sam Wszechmocny będzie działał. W Nim wszystko, co jest dobre dla człowieka, jest możliwe. W pragnieniu Abrahama jest zawarty dalekosiężny plan Boży, który przyniesie więcej dobra, niż Abraham się spodziewa i zdoła zobaczyć za swojego życia.

Popatrz jeszcze raz na pragnienia, jakie odkrywałeś i odkrywasz w swoim sercu. Może znajdujesz takie, które odrzuciłeś, bo stwierdziłeś, że nie warto za nimi iść. A może spróbowałbyś pochylić się jeszcze raz nad nimi i  poszukać w nich pragnienia samego Boga dla Ciebie?

Na koniec porozmawiaj z Bogiem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – lęku, niepewności, ale może i nadziei na prawdziwe spotkanie. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem. Na zakończenie pomódl się słowami modlitwy „Ojcze nasz”.

28 maja odbyło się nasze kolejne spotkanie. Pochylając się nad Słowami zamieszczonymi poniżej rozmawialiśmy o zawierzeniu Bogu w naszym życiu. Próbowaliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak sobie wyobrażam działanie Boga w moim życiu? Czy spodziewam się magii i fajerwerków? Czy potrafię Go znaleźć w lekkim powiewie…?

2Krl 5,8-15a
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król Izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć
królowi: «Czemu rozdarłeś swoje szaty? Niech on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok
w Izraelu». Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem i stanął przed drzwiami domu
Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie,
a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!». Rozgniewał się Naaman i odszedł
ze słowami: «Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga
swego, poruszy ręką nad miejscem [chorym] i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?». Pełen
gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: «Mój
ojcze, gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci
powiedział: Obmyj się, a będziesz czysty». Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie,
według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca i został
oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: «Oto
przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem».
* * *
Punkt 1. «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się
czysty!». Naaman jest dzielnym wojownikiem, wodzem wojska Aramejczyków. To jednak nie chroni
go przed nieszczęściem – trawi go trąd. Trąd w tamtych czasach był rozumiany jako przekleństwo,
następstwo grzechu, a w oczach ludzi – wykluczenie ze wspólnoty i śmierć. Nie istniał dla niego lek,
zostawał tylko cud. Naaman nie ma dużej wiary, ale jest ona wystarczająca, aby posłuchać rady
służącej swojej żony, nic nie znaczącej kobiety, uprowadzonej z Izraela. Ona to wysyła go do proroka
Elizeusza. Choć Aramejczycy są wrogami Izraelitów, sam Bóg troszczy się o Naamana i jest
inicjatorem całego zdarzenia. Wódz Aramejczyków zjawia się przed domem Elizeusza w całej swej
potędze, z powozem, końmi i kosztownościami. Pragnie uzdrowienia, lecz ma na to swoją koncepcję.
Elizeusz jednak nie przyjmuje takiego rozwiązania. Nie wychodzi nawet ze swego domu, aby
powitać dostojnika. Podaje prosty i konkretny sposób postępowania: „obmyj się siedem razy
w Jordanie”. Są to słowa samego Boga, przekazane przez usta Elizeusza. Naaman jeszcze nie zna
Boga, więc takie działanie wydaje mu się absurdem. Przyjrzyj się jakiemuś swojemu głębokiemu
pragnieniu, które nosiłeś w sercu, albo nosisz teraz. Jakie były albo są Twoje sposoby na jego
spełnienie?
Punkt 2. Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: «Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela?». Gniew Naamana pokazuje, że on wciąż liczy na swoją potęgę,
honor i pomysły. Próbuje własnymi sposobami osiągnąć upragnione zdrowie, gotów jest potraktować
Boga instrumentalnie. Wymaga od Elizeusza magii. Prostota działania Boga jest dla chorego
przeszkodą. Jednocześnie jest potrzebna, aby on zrozumiał, że uzdrowienie będzie całkowicie
niezasłużonym darem. Ta prostota wymaga jedynie wykonania zwykłej czynności. Nie wyklucza
jednak odwagi, bo oznacza powierzenie się komuś mocniejszemu. A Ty jak byś się zachował będąc
na miejscu Naamana? Jeśli widzisz w sobie opór wobec takiego działania Boga, to spróbuj zobaczyć
z czego on wynika?
Punkt 3. «Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!». Naaman w końcu
wykonuje polecenie proroka. Przyjmuje radę swoich sług. Może jest zdesperowany albo znajduje
w ich słowach coś racjonalnego. Taka postawa jest bardzo ludzka i być może nam bliska. Bóg nie
wymaga od Naamana olbrzymiej wiary. Jedynie wykonania prostej czynności – obmycia się w rzece.
Naaman zostaje oczyszczony, a „ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca”. To oznacza
coś więcej niż uzdrowienie, to jest powrót do czystości małego dziecka. Następuje nie tylko
uzdrowienie ciała ale i duszy, czyli nowe życie w Bogu. Ojcowie Kościoła widzą w siedmiokrotnym
zanurzeniu się w Jordanie obraz przyjęcia siedmiu sakramentów. Naaman nie tylko spełnia swoje
pragnienie, ale jest też obdarowany wiarą. Uznaje, że „nie ma Boga poza Izraelem”. I tu realizuje się
najgłębsze pragnienie samego Boga dla Naamana. Pan chce nie tylko, aby Naaman był zdrowy,
ale żeby jego serce należało do Boga. Bóg zawsze daje więcej niż się spodziewamy, ale w swoim
czasie i na swój sposób. Przyjrzyj się jakiemuś Twojemu silnemu pragnieniu. Jeżeli zostało ono
spełnione, postaraj się poszukać głębiej i znaleźć w nim coś jeszcze, co może być głosem samego
Boga do Ciebie. A jeśli to pragnienie nie zostało spełnione, to zastanów się, co Bóg przez to chce Ci
powiedzieć.

Zapraszam serdecznie na czerwcowe spotkania, które rozpoczną się Mszą Św. o godz. 18:30. Spotkania odbędziemy tradycyjnie w salce starej plebani ok. 19:15.

 

Na spotkaniu poruszaliśmy temat strat . Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem w tym obszarze…

MK 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»  Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!»    I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

* * *

Punkt 1. Niewidomy żebrak, Bartymeusz syn Tymeusza siedział przy drodze. Bartymeusz siedział przy drodze i żebrał, być może robił to w tym miejscu od wielu lat. Nie pracował, a więc nie zarabiał na siebie – żył z tego, co inni mu dali. Pewnie w jakimś stopniu pogodził się z takim życiem, z tym, że już nic się w jego sytuacji nie zmieni. Zapewne w ruchliwym Jerychu było głośno o Jezusie i o cudach, które czynił. Te wieści dotarły także do Bartymeusza i być może obudziły jego nadzieję. Słysząc przechodzącego Jezusa, woła Go głośno. Ten niewidomy człowiek w przechodzącym Rabbim rozpoznaje Tego, który może spełnić jego największe pragnienie – umożliwić mu życie pełnią życia. Gdyby mógł, pobiegłby za Jezusem. Jakie uczucia budzą się w Tobie, kiedy myślisz o tej sytuacji?

Punkt 2. «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię»Bóg chce, żebyśmy przychodzili do Niego z naszymi troskami i problemami, żebyśmy mówili Mu o naszych pragnieniach i tęsknotach. Nie dlatego, że ich nie zna, ale dlatego, że w ten sposób pogłębia się nasza relacja z Nim. Jeżeli na modlitwie mówimy tylko to, co w naszym przekonaniu powinniśmy mówić i jednocześnie odrzucamy nasze głębokie pragnienia, jeżeli słuchamy tłumu, który mówi „siedź cicho”, to tak naprawdę nie zbliżamy się do Boga. Bóg zaprasza nas, byśmy szczerze mówili Mu o swoich tęsknotach. Także w tych trudnych chwilach, gdy nasze pragnienia nie zostają spełnione, Bóg zaprasza nas do głębszej rozmowy. Bóg pragnie naszej szczerości. Anthony de Mello SJ tak pisze: Utrzymywałem dość dobre stosunki z Panem. Prosiłem Go o różne rzeczy, mówiłem z Nim, śpiewałem Mu chwałę, dziękowałem. Kłopot w tym, że zawsze miałem wrażenie, że On chciał, bym Mu spojrzał w oczy…, czego nie robiłem. […] Wreszcie któregoś dnia zdobyłem się na odwagę i spojrzałem. W Jego oczach nie było ani wyrzutu, ani wymagań. Jego oczy mówiły jedynie: “Kocham cię!”.

Może jest w Tobie coś, co próbuje Cię powstrzymać przed podejściem do Jezusa, co próbuje Cię uciszyć, tak jak ludzie uciszali wołającego Bartymeusza? Co przeszkadza Ci w podejściu do Jezusa i spojrzeniu Mu w oczy?

Punkt 3. «Co chcesz, abym ci uczynił?». Bartymeusz staje przed Jezusem i szczerze mówi Mu o swoich pragnieniach, o swoim największym marzeniu, o tym, czego mu w życiu brakuje. On to wie.

Zabiegani, zaabsorbowani tysiącem spraw, zatroskani przede wszystkim o dzień dzisiejszy często nie uświadamiamy sobie, czego naprawdę pragniemy. Niezależnie od tego, ile w życiu osiągnęliśmy, czujemy się niespełnieni. Czujemy niepokój, czegoś nam w życiu brakuje, za czymś tęsknimy – a może to tęsknota za Kimś? Spróbuj, jak Bartymeusz, spojrzeć w swoje serce – co ono Ci podpowiada?

Dziś Jezus zatrzymuje się przy drodze Twojego życia. Patrzy na Ciebie. Pyta łagodnie: „Czego pragniesz? Co chcesz, abym Ci uczynił?” Jaka będzie Twoja odpowiedź?

Zapraszam na nasze majowe spotkania, które rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o 18:30. Dalsza część spotkania odbędzie się w salce starej plebanii ok. godz. 19:30.

Po Mszy Świętej udaliśmy się na spotkanie. Nasza rozmowa dotyczyła komunikacji w małżeństwie. Rozmawialiśmy czego lękamy się w relacji z drugim człowiekiem, co nas blokuje. Rozmawialiśmy o 5 językach miłości, którymi są: afirmujące słowa, wartościowo spędzony czas, wzajemne obdarowywanie, służenie sobie, czuły dotyk. Zastanawialiśmy się, który z języków miłości jest nasz. A Ty znasz swój język miłości?
JR 1,4-10
Pan skierował do mnie następujące słowo:
  • «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię,
  • nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię,
  • prorokiem dla narodów ustanowiłem cię».
  • I rzekłem: «Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem!»
  • Pan zaś odpowiedział mi:
  • «Nie mów: “Jestem młodzieńcem”,
  • gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę,
  • i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę.
  • Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić» – wyrocznia Pana.

I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: «Oto kładę moje słowa w twoje usta. Spójrz, daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził».

* * * 

Punkt 1. «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię». Kiedy Pan Bóg mówi do nas, że nas zna i ukształtował – nie chce przez to powiedzieć, że zna wszystkie nasze czyny i chce nas z nich rozliczać i osądzać. To nie o takie poznanie chodzi. Spróbuj uświadomić sobie, że Bóg zna wszystkie Twoje pragnienia i Twoje słabości. On widzi, jak często Twoje serce jest poruszane do wielkich rzeczy, widzi też jakie trudności napotykasz. Spróbuj zobaczyć takie momenty, kiedy czułeś się przez Niego pociągany, ale coś stawało na przeszkodzie. Pan Bóg wie i rozumie, dlaczego coś Ci się nie udaje, że niektóre sprawy są trudniejsze i bardziej złożone, niż to wygląda na pierwszy rzut oka – i to też jest Jego wiedza na Twój temat. Porównaj obraz Boga który miałeś z tym, co odczytujesz z Jego słów w tym tekście.

 

Punkt 2. «Pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę». Bóg daje Jeremiaszowi misję. On wie, że Jeremiasz jest młody, że nie ma przygotowania do tego, żeby być prorokiem, ale mimo to go posyła, bo wie, jakie naprawdę są możliwości tego młodego człowieka. Ograniczenia Jeremiasza zupełnie Bogu nie przeszkadzają. Bo to On chce być siłą Jeremiasza. Bóg chce również być Twoją siłą. On Cię wyposaża we wszystko, co jest potrzebne, potrzebujesz Mu tylko zaufać i z Nim współpracować. On daje swoje 100% i Ty też daj swoje 100%. On będzie Twoją tarczą, Twoją mocą, która pozwoli Ci zrealizować to, do czego Cię zaprasza.

Przypomnij sobie pragnienia, które nosiłeś w sercu, ale rezygnowałeś z ich realizacji przez różne Twoje ograniczenia. Co to za pragnienia? Może warto do nich wrócić?

Punkt 3. «Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić». Bóg zapewnia Jeremiasza, że zawsze będzie przy nim jako opiekun i obrońca. Te słowa są skierowane także do Ciebie. Stwórca, który zna Cię doskonale jest i będzie z Tobą zawsze, żeby Cię wspierać i chronić. Nie tylko przed nieprzyjaznymi ludźmi, ale także przed Twoimi fałszywymi wyobrażeniami o sobie, przed tym, co Cię hamuje, nie daje iść naprzód . Oddaj Mu swoje słabości, oprzyj się na Nim, nie próbuj o własnych siłach stawać się doskonały. Bardzo często to, co słabe w oczach ludzi jest naprawdę ich siłą. Bóg nieustannie zachęca Cię, żebyś się rozwijał mimo swoich ludzkich ograniczeń, a może właśnie dzięki nim. Zaprasza Cię do zmiany, do wzrastania, do odkrywania, kim naprawdę chcesz być, do pójścia za dobrymi pragnieniami, które On daje. To są  wasze wspólne pragnienia – Boga i Twoje – żebyś żył w pełni. On zawsze jest i będzie przy Tobie, On daje Ci nadzieję i pewność, że nigdy nie zostawi Ciebie samego.

Nie lękaj się pragnąć, nie lękaj się realizować swoich dobrych pragnień – Bóg jest z Tobą i razem z Tobą działa. On zawsze jest i będzie po Twojej stronie.

 

Z Panem Bogiem,

Magdalena
W dniu 16 kwietnia rozpoczęliśmy nasze spotkanie Mszą Świętą o godz.18:30. Rozważając Słowa Pisma Świętego 1SM 3,1-10 zastawialiśmy się: czym jest dla nas cisza, jak się w niej czujemy, co Bóg mówi przez nasze pragnienia…
Młody Samuel usługiwał Panu pod okiem Helego. W owym czasie rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste. Pewnego dnia Heli spał w zwykłym miejscu. Oczy jego zaczęły już słabnąć i nie mógł widzieć. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Samuel zaś spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: «Oto jestem». Potem pobiegł do Helego mówiąc mu: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli odrzekł: «Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać». Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: «Samuelu!» Wstał Samuel i poszedł do Helego mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Odrzekł mu: «Nie wołałem cię, synu. Wróć i połóż się spać». Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: «Samuelu!» Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha». Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu.
1SM 3,1-10
Punkt 1. Samuel spał w przybytku Pańskim. Noc to czas ciszy, spokoju, milczenia, odpoczynku. Tylko w ciszy usłyszeć można każdy najlżejszy szmer, najcichszy głos. Przebywanie w ciszy jest jednym z najlepszych sposobów na słuchanie Boga. Nie dlatego, że Bóg nie mówi do nas w ciągu całego pełnego zgiełku dnia, lecz dlatego, że cisza ułatwia wsłuchanie się we własne serce, w którym mówi do nasz Bóg.Żyjemy w czasach nieustannych bodźców i pośpiechu. Stopniowo zatracamy umiejętność milczenia i potrzebę ciszy. Wyłączenie telefonu, znalezienie się poza zasięgiem Internetu napełnia nas niepokojem. Żyjemy w pośpiechu, doba jest za krótka na zrobienie wszystkiego, co musimy i chcemy zrobić. Tymczasem chwila ciszy, nawet bardzo krótka, może być sposobnością do odpoczynku, świętego postoju, nabrania dobrego dystansu do trosk i zmartwień. Zastanów się, czym jest dla Ciebie cisza. Znajdź w ciągu dnia trochę czasu i spróbuj pobyć w ciszy
Punkt 2. Wstał Samuel i poszedł do Helego. W ciemności nocy Samuel usłyszał głos Kogoś, kogo nie znał. Pobiegł więc do Helego, by odpowiedzieć na wołanie. Potrzebował czasu i wskazówek, żeby rozpoznać głos Boga. Podobnie jak młody Samuel, potrzebujemy krok po kroku, cierpliwie uczyć się słuchać i poznawać głos Boga. Odróżniać głos Boga od wielu innych głosów, które w nas się pojawiają, a które czasem pochodzą od czegoś, co jest Bogu przeciwne. Ta nauka słuchania Boga to szkoła cierpliwego wsłuchiwania się w swoje serce, gdzie Bóg do nas przemawia. Jak słuchasz w swoim życiu Boga? Czy jest coś, co Ci w tym szczególnie przeszkadza? Czy zauważasz, że czasem, jak młody Samuel, nie rozpoznając głosu Boga, biegniesz za czymś innym?
Punkt 3. « Samuelu, Samuelu! ».  Bóg woła Samuela po imieniu, powołuje go do określonego zadania. Bóg zawsze przychodzi i mówi do konkretnej osoby. Mówi też do Ciebie – tak jak do Samuela. Pan Bóg na różne sposoby mówi nam o naszym powołaniu. Najczęściej mówi do nas przez nasze pragnienia. To poprzez pragnienia odkrywamy nasze powołanie do małżeństwa albo życia w bezżenności ze względu na Boga. Do wykonywania konkretnego zawodu, do tego, co w życiu mamy robić. Czujemy się pociągani i zapraszani do różnych rzeczy. Dlatego dobrze jest znać i ciągle na nowo odkrywać swoje pragnienia. Nasze najgłębsze pragnienia – przyjaźni, miłości, wspólnoty, rozwoju, pełniejszego życia, są pragnieniami Boga w nas. Poprzez te pragnienia Bóg do nas przemawia. W ten sposób Stwórca  komunikuje się ze Swoim stworzeniem.
Z Panem Bogiem,
Magdalena

Zapraszam serdecznie na nasze kolejne spotkania w dniach 16 i 30 kwietnia. Rozpoczniemy je Mszą Św. o godz. 18:30. Następnie zapraszam na spotkanie w salce starej plebanii przy Parafii Św. Mikołaja w Gdyni.

26 marca odbyło się nasze kolejne spotkanie. Poniżej zamieszczam materiały, nad którymi pracowaliśmy. 🙂

Psalm 139, 13-18
Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
 nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.
Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze ;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.
Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże,
jak jest ogromna ich ilość!
Gdybym je przeliczył, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, jeszcze jestem z Tobą.
Punkt 1. Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie. Bóg jest z Tobą od początku twojego istnienia. On z radością, z miłością i czułością tworzył Twoją osobę już wtedy, gdy nikt inny jeszcze nie wiedział o Twoim istnieniu. Dla Boga jesteś jedyny, ukochany, niepowtarzalny, cudowny – dzieło Jego rąk, pieczołowicie, starannie utworzone, utkane z Jego marzeń o Tobie. Jesteś kimś wyjątkowym, kochanym przez Boga. On się Tobą zachwyca. A jak Ty widzisz siebie? Czy umiesz się sobą zachwycić? Spojrzeć na siebie oczami swojego Stwórcy? I powtórzyć za psalmistą „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie”? A może jest w Tobie myśl, że lepiej byś siebie stworzył? Poproś, aby Pan Bóg pomógł Ci spojrzeć na siebie Jego oczami.
Punkt 2. Cały ten psalm mówi o bliskości Boga i człowieka. Mówi o Bogu który zawsze kocha i nieustannie troszczy się o swoje stworzenie, podtrzymuje i towarzyszy. Nie ma takiego miejsca na ziemi, gdzie zostalibyśmy porzuceni przez Boga, nie ma takiej sytuacji, w której by nas odrzucił. To Bóg, który się opiekuje i daje poczucie bezpieczeństwa, do którego zawsze możemy się zwracać. On jest zawsze przy nas, wspiera i działa. Jakie uczucia budzą się w Tobie, kiedy uświadamiasz sobie Jego miłość i bliskość, Jego obecność przy Tobie od samego początku Twojego istnienia? Gdzie rozpoznajesz obecność Boga w swoim życiu? Jaka jest Twoja odpowiedź na zaproszenie do spotkania się z Nim?
Punkt 3. Oczy Twe widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze. Stwarzając Cię, Bóg miał pragnienia, marzenia wobec Ciebie i wplótł je w Twoją istotę, złożył je w głębi Twojego serca. Bóg chce dla Ciebie życia w pełni. Otrzymałeś i ciągle otrzymujesz od Niego wiele darów – zdolności, talenty, cechy osobowości a także całe bogactwo pragnień. To są Jego dary, które otwierają Ciebie na innych ludzi i na Pana Boga.
Bóg pragnie Twojego szczęścia i bliskości z Tobą. A Ty – czego pragniesz?

W kolejnym naszym spotkaniu, które miało miejsce dnia 5 marca i rozpoczęło się Mszą Świętą o 18:30, poruszyliśmy temat pragnień, które daje Bóg. W tematykę wprowadziły nas wersety Pisma Świętego J 4,6B-15.

Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godzinyNadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!». Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: “Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej» . Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».
* * *
Wyobraź sobie upalne letnie południe, studnię poza miastem i siedzącego przy niej zmęczonego, spragnionego mężczyznę – Jezusa. Poczuj skwar tego dnia. Zobacz jak drogą prowadzącą z miasteczka nadchodzi kobieta, niosąca naczynie. Zbliża się do Jezusa. Przysłuchaj się ich rozmowie. Przychodzisz do studni jak Samarytanka. Zastanów się, co spowodowało, że tu właśnie przychodzisz. Czego szukasz?
Punkt 1. Nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Kobieta przyszła do studni, bo był to jeden z jej codziennych obowiązków. Mając wody pod dostatkiem nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne to było zadanie i jak cenna była woda w Palestynie w czasach Jezusa. W gorącym klimacie woda jest tym co umożliwia przeżycie, co życie daje. Tylko tam, gdzie była woda, dosłownie życiodajna, mogło rozwijać się życie. Codzienne wędrówki kobiet do studni albo źródła były podstawowym warunkiem egzystencji dla nich samych, jak i dla ich domowników.
Punkt 2. «Daj Mi pić»Przypatrz się Jezusowi, kiedy mówi te słowa – zobacz, że pragnienie jest widoczne na Jego twarzy. A może widzisz łagodną zachętę w Jego oczach, uśmiech, zaproszenie, coś co powoduje, że samotna kobieta, wbrew przyjętym zasadom, zbliża się do obcego mężczyzny i podejmuje rozmowę. Słowa Jezusa to nie tylko, oczywiste w tej sytuacji, słowa człowieka spragnionego. To początek rozmowy, zaproszenie do kontaktu, prośba o nawiązanie relacji. Jezus rozpoczyna rozmowę, bo Bóg jest zawsze pierwszy, czeka i zaprasza, żebyś odrzucił swoje lęki, nieśmiałość, obawy i spojrzał w Jego oczy. To Jego pragnienie. On chce spotkania z Tobą i zachęca Ciebie do rozmowy. Czy jesteś gotowy na takie spotkania? O co chciałbyś Go zapytać?
Punkt 3. «Daj mi tej wody»Być może Samarytanka w pierwszej chwili chciała się wycofać, zawrócić. Przezwycięża jednak obawy, odkłada dzban i podejmuje rozmowę. Nie wszystko, co Jezus mówi jest dla niej jasne, zadaje więc pytania i sama też szuka odpowiedzi. Odkładając swoje codzienne zajęcie, daje się prowadzić Jezusowi. Jest skłonna uwierzyć, że On może zaspokoić jej najważniejsze pragnienie.

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Dzisiejszym tematem był dokument Amoris Laetitia (pol. Radość Miłości) – adhortacja papieża Franciszka o miłości w rodzinie. Powstała jako owoc dwóch synodów biskupów nt. małżeństwa i rodziny, które miały miejsce w Rzymie w 2014 i 2015 roku. Została uroczyście podpisana przez papieża w Watykanie w Roku Miłosierdzia dnia 19 marca. Oficjalne ogłoszenie miało miejsce 8 kwietnia 2016 r. Jest to druga, po Evangelii gaudium, adhortacja papieża Franciszka. Adresatami są biskupiprezbiterzydiakoniosoby konsekrowane, małżonkowie chrześcijańscy oraz wszyscy wierni świeccy. Tekst podzielony jest na 9 rozdziałów i ma 325 numerów (paragrafów). Spotkanie poprowadził nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha.

W dniu 9 marca o godzinie 17:45 nasza Wspólnota w Gdyni prowadziła Drogę Krzyżową dla małżonków i rodzin. Poniżej znajdują się teksty wykorzystane w przeżywaniu tej uroczystości.

 

Droga Krzyżowa dla małżonków i rodziców
WSTĘP
Dziękuję Ci Jezu, że zaprosiłeś mnie na tę drogę krzyżową. Ciągle żyję w biegu i często brakuje mi nawet chwili by zastanowić się nad sobą samym i swoim życiem. Dzisiaj pragnę przyjrzeć się swojemu małżeństwu i relacjom rodzinnym. Chcę na nie spojrzeć idąc razem z Tobą drogą krzyżową. Wierzę, że to rozważanie pomoże mi zbliżyć się do Ciebie i bardziej kochać ludzi najbliższych memu sercu. Proszę Cię Jezu o łaskę spojrzenia na swoje życie w prawdzie.
I. Jezus na śmierć skazany
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Publiczna działalność Jezusa nie była łatwa. Wielokrotnie spotykał się z niezrozumieniem i próbami zamachu na Jego życie. Jednak Jego prawdziwa droga krzyżowa zaczęła się od niesprawiedliwego wyroku. Twoje życie też nie zawsze było usłane różami. Jakiś czas temu zdecydowałeś, że chcesz na zawsze połączyć się z tą drugą osobą. Dziś jesteś już żoną lub mężem. Pamiętasz dzień swojego ślubu? Wtedy na rzecz miłości postanowiłeś zrezygnować z części swojej wolności, by ofiarować się tej drugiej osobie. Byłeś wtedy szczęśliwy z dokonanego wyboru. Czy teraz po kilku, a może kilkunastu latach od tego dnia nie żyjesz tak, jak gdybyś wtedy podpisał na siebie wyrok? Czy nie traktujesz swojego małżeństwa jako początku swojej drogi krzyżowej?
II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus bierze na swoje ramiona ciężki krzyż w imię miłości i odpowiedzialności za los każdego człowieka. Ty wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej wziąłeś odpowiedzialność za żonę, męża i dzieci, które miały się pojawić. To był twój wybór. A czy dzisiaj nie masz może pretensji, że Bóg obarczył cię ciężarem macierzyństwa lub ojcostwa? Czy każdego dnia przyjmujesz ciężar odpowiedzialności za życie swojej rodziny? Miłość to odpowiedzialność. Nie można ich rozdzielić. Czasem może być ciężko, ale kochać to znaczy poświęcać swoje życie dla drugiego człowieka. Ten ciężar miłości będzie lżejszy, jeśli o pomoc w jego udźwignięciu poprosisz samego Jezusa.
III. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus upada na oczach swojej matki i uczniów. Wiele razy w ich obecności czynił cuda, odpuszczał grzechy i przekonywał o tym, że jest Synem Bożym. A teraz On – Wszechmocny Bóg upada i nie wstydzi się tego. Każdy z nas jest człowiekiem słabym. Każdy z nas upada wielokrotnie. Tylko, że my wstydzimy się naszych upadków, nie przyznajemy się do nich. Jak często nie masz odwagi powiedzieć do swojego męża – pomyliłam się? Jak często unosisz się honorem i nie powiesz swojej żonie – miałaś rację? Jak często w obecności twoich dzieci nie chcesz przyznać się do popełnionych błędów? Tymczasem wielkość człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale że ma odwagę się podnieść.
IV. Jezus spotyka Matkę swoją
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Spotkanie z Maryją było spotkaniem bez słów. Ich wzajemna więź była tak głęboka, że żadne słowa nie były potrzebne. Wystarczyła wymiana spojrzeń. Jednak aby ludzie mogli porozumieć się bez słów muszą się bardzo dobrze znać. A żeby się poznać trzeba ze sobą rozmawiać. Często w naszych rodzinach rozmawiamy wiele o sprawach codziennych – zakupach, rachunkach, rzeczach które trzeba załatwić. Brakuje jednak rozmów o tym co ta druga osoba czuje, co myśli. Zastanów się czy patrząc na twarz swojego współmałżonka potrafisz odczytać to, co kryje się w jego sercu? Czy potrafisz rozpoznać, kiedy twoje dzieci mają problemy choć mówią, że wszystko jest w porządku? Uczmy się od Maryi i Jezusa budowania właściwych relacji rodzinnych.
V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Często słychać narzekanie ludzi, że całe ich życie to dom i praca. Praca i dom, i tak w kółko. Może chciałbyś po pracy odpocząć, a tu żona mówi, że trzeba jeszcze odkurzyć albo zrobić zakupy. Może chciałabyś mieć wieczorem trochę czasu dla siebie, a tu jeszcze z dziećmi trzeba lekcje odrobić. Czy czujesz się czasem w swojej rodzinie przymuszony do wykonywania codziennych obowiązków, tak jak Cyrenejczyk został zmuszony do dźwigania krzyża Jezusa? A przecież miłość to także służba. O ileż łatwiej będzie ci wykonywać twoje codzienne rodzinne obowiązki jeśli będziesz pamiętać, że „cokolwiek czyniąc jednemu z tych najmniejszych czynisz to także Jezusowi”.
VI. Weronika ociera twarz Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Gest Weroniki to taki drobiazg na drodze krzyżowej Jezusa. Ale nasze życie składa się właśnie z milionów drobnych i z pozoru nic nie znaczących gestów, słów i zachowań. W żadnej z Ewangelii nie ma ani słowa o Weronice. A jednak jej gest musiał być bardzo znaczący skoro przechowała go Tradycja. W małżeństwie, w rodzinie też ważne są te drobne gesty. Nie wystarczy, że małżonkowie mówią sobie o swojej miłości tylko z okazji rocznic albo jubileuszy. Żona powinna przypominać mężowi, że jest dla niej ważny. Mąż powinien powtarzać żonie, że ciągle jest dla niego najpiękniejsza. Tak bardzo potrzebne jest, żeby codziennie rozmawiać ze swoimi dziećmi. Tak ważne jest żeby się do siebie uśmiechać. Te drobiazgi są wytchnieniem pośród trudu codziennego życia.
VII. Jezus po raz drugi upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Żaden upadek człowieka nie jest tylko jego sprawą. Nie ma prywatnych grzechów. Gdy ja upadam to w pewnym sensie pociągam za sobą swoich najbliższych. Gdy człowiek grzeszy to oddala się od Boga, a w konsekwencji w jego życie wkrada się smutek i trudniej mu panować nad negatywnymi emocjami. Jego sposób zachowania bardzo szybko przenosi się na relacje małżeńskie i rodzinne. Mąż nie ma ochoty rozmawiać z żoną. Żona nie ma cierpliwości do męża. Dzieci, które widzą smutnych rodziców też zaczynają się smucić. Dlatego właśnie w imię odpowiedzialności za swoją rodzinę musisz ciągle na nowo powstawać z kolejnych upadków. Tak jak Jezus.
VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
To jest stacja przy której Jezus zachęca nas do spojrzenia na siebie, a nie na wszystkich innych wokoło. Może i dzisiaj słuchając tych rozważań pomyślałeś, że ciebie to nie dotyczy. Jest wiele rodzin z problemami, ale w twojej rodzinie nie jest tak źle. Właśnie teraz nadszedł ten moment, żeby dostrzec co możesz poprawić w swojej relacji do najbliższych ci ludzi. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Nie płacz nad rodzinami patologicznymi, nie użalaj się nad dziećmi alkoholików. Teraz zastanów się co możesz zrobić, żeby w twoim domu było więcej miłości i żeby ta miłość promieniowała na wszystkich członków twojej rodziny.
IX. Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Małżeństwo jest takim sakramentem, który wiąże ludzi na całe życie. Mąż i żona powinni przeżywać wspólnie nie tylko te dobre chwile, ale także i te złe. Upadek człowieka w grzech jest bardzo często próbą małżeńskiej miłości. Są takie grzechy, które bardziej bolą – zdrada, kłamstwo, brak zaufania, chorobliwa zazdrość. Pomimo cierpienia, ta osoba, która została zraniona nie może się wtedy odwrócić od współmałżonka. Skoro małżonkowie są jednym ciałem to znaczy, że te dwie osoby są za siebie nawzajem odpowiedzialne. Czasem człowiek nie potrafi o własnych siłach powstać z grzechu. Wtedy właśnie miłość tej drugiej osoby powinna być siłą dźwigającą z upadku. Jezus dlatego się podniósł, bo miał w sobie tę Miłość.
X. Jezus z szat obnażony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nie wystarczyło, że Jezus został skatowany. Poza cierpieniem fizycznym zgotowano mu także psychiczne. Jego elementem miało być upokorzenie Jezusa przez odarcie Go z szat. My także doskonale wiemy, że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż ten fizyczny. Jakże często wiedzę tę wykorzystujemy przeciwko osobom nam najbliższym. Małżonkowie doskonale znają swoje upadki i w chwilach nieporozumień tak łatwo wracają do tego, co wydawało się już zapomniane. Żona wypomina mężowi jego pomyłki, a mąż obnaża żonę z jej słabości. I nie tłumacz się, że to pod wpływem emocji i zdenerwowania, bo rana zadana drugiemu człowiekowi pozostaje.
XI. Jezus do krzyża przybity
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy ileż razy codziennie przybijamy do krzyża Jezusa obecnego w drugim człowieku. Każde kłamstwo, obmowa, złośliwość, kłótnia jest przybiciem Chrystusa do krzyża. Nie mamy czasu dla współmałżonka i dziecka, nie interesujemy się życiem swojej rodziny, odnosimy się do siebie bez należnego szacunku, nie okazujemy sobie wzajemnej życzliwości, nie potrafimy sobie wybaczyć, uchylamy się od prac domowych, niszczymy swoje zdrowie przez nałogi, dajemy zły przykład naszym dzieciom, zaniedbujemy modlitwę, szukamy swoich własnych korzyści. Jakże często wbijamy gwoździe w serce drugiego człowieka, którego przecież kochamy.
XII. Jezus umiera na krzyżu
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Krzyż dla chrześcijan jest znakiem miłości. Bo na nim z miłości do człowieka umarł ten, który jest Miłością. Tyle krzyży spotykamy na co dzień. Stoją przy drogach, wiszą w szkołach i w naszych domach. Ale czy spojrzenie na krzyż wywołuje w tobie jakąkolwiek reakcję? Czy krzyż, który wisi u ciebie w domu pomaga ci w budowaniu relacji małżeńskich i rodzinnych? Nawet w najlepszym małżeństwie zdarzają się spory i nieporozumienia. Ciężko jest wtedy pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Jezus przed śmiercią przebaczył wszystkim, mimo że nikt go o to nie prosił. A czy ty patrząc na krzyż potrafisz zdobyć się na gest przebaczenia?
XIII. Jezus z krzyża zdjęty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Matka tuli do siebie martwe ciało swego syna. Mimo że bardzo cierpi i nie rozumie tego co się wydarzyło, to nie złorzeczy na Boga i nie wpada w rozpacz. Słychać czasem, że rodzice muszą pochować swoje dziecko. Często wtedy obrażają się na Boga, bo przecież gdyby był Miłością, to nie dopuszczałby do takich sytuacji. A przecież to nie tak. Żadnego człowieka nawet męża, żony czy dziecka nie możemy kochać bardziej niż Boga. Żaden człowiek nie może stać się naszym całym światem, bo jeśli tak będzie, to po jego śmierci pogrążymy się w rozpaczy. To trudna prawda, ale sam Jezus uczył nas, że pierwszym przykazaniem jest miłość do Boga, a dopiero potem do bliźniego. Stojąc przy tej stacji uczmy się od Maryi tej właściwej hierarchii miłości.
XIV. Jezus do grobu złożony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Ziemskie życie Jezusa zakończyło się. Wiemy, że po trzech dniach zmartwychwstał. Jak zapowiedział Jezus my też zmartwychwstaniemy. I będzie to zmartwychwstanie do życia, albo zmartwychwstanie do potępienia. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której dwoje ludzi ma wspierać się wzajemnie w dążeniu do świętości. Ktoś kiedyś powiedział, że albo i mąż i żona trafią do nieba, albo żadne z nich tam nie trafi. W małżeństwie mąż i żona powinni uświęcać nie tylko siebie, ale także współmałżonka. Jeśli zaufacie Jezusowi to On swoją miłością wypełni wasze braki i słabości, a kiedyś, gdy spotkacie się w tym lepszym świecie to nie będzie już nieporozumień, problemów i różnicy zdań, lecz tylko czysta, wzajemna, bezinteresowna miłość.
ZAKOŃCZENIE
Skończyliśmy rozważanie małżeńskich i rodzicielskich relacji w oparciu o Twoją Chryste drogę krzyżową. W czasie tego nabożeństwa wiele razy była mowa o miłości. Prosimy Cię Jezu, wspomagaj nasze rodziny, aby kwitła w nich miłość która jest cierpliwa i łaskawa, która nie zazdrości i nie szuka poklasku, która nie unosi się pychą ani gniewem, która nie szuka swego i złego nie pamięta. Prosimy Cię o miłość, która wszystko wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje i wszystko przetrzyma. Niech miłość w naszych rodzinach nigdy nie ustanie.
Kolejne nasze spotkanie odbyło się 12 lutego. Rozpoczęliśmy je najlepiej jak można, czyli Mszą Świętą. Przy ciepłej kawie i herbacie wysłuchaliśmy materiału, który jest załączony poniżej, a następnie podzieliliśmy się refleksjami po jego wysłuchaniu.
Chcę się z Wami podzielić pytaniami, które nasunęły mi się podczas słuchania ojca Adama.
– Czy biorę odpowiedzialność za swoje życie, czy czekam aż ktoś weźmie za nie odpowiedzialność?
– Kogo obwiniam  za moje decyzje życiowe?
– Czego się boję, gdy mam podjąć decyzję życiową?
– Czego się boję we wzięciu odpowiedzialności za moje decyzje?
– Co mi przeszkadza w braniu odpowiedzialności za moje decyzje?
– Do czego wzywa mnie Bóg?
– Czy mam świadomość życia w wolności?
– Jaki jest cel mojego życia?
– Co się dzieje, gdy nie biorę odpowiedzialności za siebie?
– Co się działo/dzieje, gdy biorę odpowiedzialność za swoje życie?
– Co robi we mnie branie odpowiedzialności za moje decyzje?
– Co dzieje się, gdy kapituluję i zawierzam sprawy Bogu?
– Czy podjęłam skrajną decyzję w moim życiu?
– Czy wybieram wzięcie życia w swoje ręce i życie z Bogiem w obfitości, czy oskarżam innych, mam pretensje do siebie, innych i żyję w rozpaczy?

Zapraszam serdecznie na  nasze poniedziałkowe spotkania, które odbędą się 12 i 26 lutego. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha podzielił się pięknym świadectwem, na które natknął się w czasopiśmie „W drodze”. Opowiada piękną historię miłości, w której widzimy jak dużą wartością jest świadectwo życia, które może zdziałać cuda…Niezbadane są drogi Boga do człowieka i zadziwiające Jego dzieła…

 

TO TYLKO MIŁOŚĆ 
„Uświęca się bowiem niewierzący mąż dzięki swej żonie” napisał św. Paweł w Liście do Koryntian. Krzepiące słowa. Ale czy rzeczywiście tak jest w życiu? Sami się przekonajcie.

Ta historia zaczyna się w miejscu, w którym większość szczęśliwych opowiadań się kończy. 31 lipca 1889 roku dwoje młodych ludzi staje przed ołtarzem paryskiego kościoła Saint-Germain-des-Prés, by ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Oboje mieszkają w stolicy i pochodzą z wyższej burżuazji. Ona ma 23 lata. Wychowana w bardzo katolickiej rodzinie, odebrała wszechstronne wykształcenie – zaskakujące u kobiety na tle opoki. Pasjonuje się literaturą, studiuje języki obce, zna się na sztuce i kocha muzykę Wagnera. On jest o pięć lat starszy. Urodził się w stolicy Szampanii, Reims. Również pochodzi z tradycyjnej rodziny, chodził do katolickiej szkoły i, jak wielu rówieśników, w czasie studiów medycznych w Paryżu stracił wiarę. Imponowali mu wybitni profesorowie, manifestujący materializm i podsuwający wychowankom cały bagaż antyreligijnych argumentów. Medycyny nie wybrał dla niej samej. Od lat interesuje się geografią i marzy mu się kariera w koloniach, do czego przepustką ma być dyplom lekarski. Stosunkowo szybko zdobywa popularność jako dziennikarz – specjalista od kolonializmu. To wtedy spotyka przyszłą żonę. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. On się zachwyca jej kulturą, ona znajduje w nim partnera do rozmów, traktującego poważnie jej zdanie. Po roku biorą ślub.

Jest tylko jedno „ale”. W przeddzień radosnej uroczystości mężczyzna wyznaje narzeczonej, że jest ateistą. Dla dziewczyny to szok. Czy już wtedy pojawiają się dwie snute w skrytości serca misje? Ona postanawia nawrócić męża. On nie pojmuje, że tak światła kobieta może hołdować naiwnej pobożności. Wystarczy jednak kilka poważnych rozmów, a na pewno mu się uda przekonać ją do porzucenia iluzji. Jedno na pewno dominuje: ogromna miłość między nimi. Jeśli historia Elżbiety i Feliksa Leseurów będzie miała szczęśliwe zakończenie, to właśnie dlatego, że ta miłość była dla nich zawsze najważniejsza.

W zdrowiu i chorobie

Miesiąc miodowy w Nadrenii i Luksemburgu szybko się kończy. Jako lekarz w stanie rezerwy Feliks musi się stawić na miesięczne ćwiczenia w garnizonie stacjonującym pod Reims. Dla Elżbiety to okazja, żeby się zaprzyjaźnić z rodziną i przyjaciółmi męża, szczególnie z teściową, z którą przez lata zbuduje szczególną więź. Szczęście i beztroska nie trwają długo. Po miesiącu młoda małżonka zaczyna niedomagać. Nie są to jednak pierwsze symptomy spodziewanej ciąży. Ból z dnia na dzień się nasila i paraliżuje ją. Miejscowi lekarze podejrzewają ropień jelitowy – schorzenie, które przed wynalezieniem antybiotyków często kończyło się śmiercią. Paryscy profesorowie również nie dają dużych szans. Chorobę da się wprawdzie opanować na jakiś czas, ale jej nawroty będą towarzyszyć kobiecie do końca życia.

Ta sytuacja wywraca do góry nogami ich plany i marzenia. Elżbieta nie będzie mogła mieć dzieci. W tych nielicznych miejscach, w których daje upust swoim emocjom, widać, jak bardzo cierpi z tego powodu. Swoją macierzyńską miłość przeleje na siostrzeńców i bratanków. Feliks również stoi na rozdrożu. Choroba żony, nawet jeśli z czasem uda się ją powstrzymać przekreśla marzenia o podróżach i karierze w koloniach. Właśnie w momencie, kiedy został członkiem różnych towarzystw geograficznych oraz dostał posadę redaktora w prestiżowym dzienniku „La République française”. W środowisku społecznym, w którym wierność co najwyżej stanowi przedmiot wodewilowych żartów, Feliks staje przed realnym wyborem. Zostaje z Elżbietą. Bo ją kocha.

W 1895 roku rodzinie Elżbiety nadarza się okazja, by odwdzięczyć się Feliksowi za jego poświęcenie w opiece nad chorą. Starszy krewny przechodzi na emeryturę i zwalnia się stanowisko w dyrekcji jednego z największych towarzystw ubezpieczeniowych, Conservateur. Leseur będzie piastował tę funkcję do końca życia zawodowego.

Pani domu

Zabiegi lekarzy z czasem przynoszą pożądany skutek. Małżonkowie korzystają z tego, by podróżować – najpierw po Francji, a później dalej. Odwiedzą dwukrotnie Rzym, Niemcy, Austrię, Belgię, Rosję, a nawet Maroko. Ukochanym miejscem pozostanie jednak położone w Jurze Jougne, gdzie Leseurowie zbudują dom letni – przez lata wakacyjne ustronie dla całej rodziny.

Poprawa zdrowia to również powrót do życia towarzyskiego. Małżonkowie chętnie chodzą do opery, teatru oraz na koncerty i wystawy. Elżbieta jest piękną, zadbaną kobietą. Umiejętnie maskuje oznaki choroby. Jest oczytana, inteligentna – rozmowa z nią sprawia przyjemność każdemu w salonie. Feliksowi pochlebia popularność żony.

Nasi bohaterowie prowadzą dom otwarty, przez który przewijają się dziennikarze, politycy, artyści – w większości znajomi z pracy i przyjaciele męża. Wszyscy się tu dobrze czują. Pani domu każdego słucha, z każdym znajdzie temat do dyskusji, każdemu okaże serce, niezależnie od poglądów. Feliks ma nadzieję, że to pierwsze oznaki jej „nawrócenia”. Nie polemizuje z wolnomyślicielami, spotyka się z ich żonami ateistkami. To przecież niemożliwe, by obcowała w takim świecie i zachowała dziecinne wierzenia!

Nawracanie

Powrót do zdrowia to również okazja, by każde z małżonków kontynuowało swoją misję nawracania drugiego. Feliks wprowadza małżonkę do środowiska antyklerykalnego. Ogranicza jej kontakty z katolickimi przyjaciółmi. Podsuwa żonie obrazoburcze lektury, uszczypliwe uwagi przemyca w formie żartu. Zobowiązania towarzyskie nie pozwalają jej uczestniczyć w codziennej mszy świętej. Rekolekcje zastępują koncerty i wernisaże. Mężczyzna specjalnie zaprasza gości w piątki, by Elżbieta zmuszona była podawać im mięso i rezygnować z postu. Wobec braku jej protestów Feliks jest przekonany, że wszystko zmierza w najlepszym kierunku.

Elżbieta bardzo szybko porzuca myśl o nawracaniu męża argumentami. Wie, że doprowadzi to jedynie do kłótni. Jest przekonana, że pierwsze i podstawowe powołanie, w którym ma się uświęcać, to powołanie do bycia dobrą żoną. Choć wiara ich dzieli, łączy ich nieprzeciętna miłość. Zatem to na niej trzeba wszystko oprzeć. To w jej imię cicho znosi krzywdzące uwagi. W jej imię rezygnuje z rekolekcji i spotkań, na które miałaby ochotę. Jeśli jej wiara nieco na tym etapie podupada, to jedynie po to, by dojrzeć – stać się świadomym wyborem. Czyta antyreligijne książki Feliksa, zaprzęgając całą swoją inteligencję w skrupulatną krytykę ich argumentacji. Wszystkie cierpienia – i cielesne, i duchowe – ofiarowuje w intencji nawrócenia męża i jego przyjaciół, których szczerze lubi i tym bardziej się za nich modli. Otwartość i przyjaźń, które każdemu oferuje, nie sprowadzają się do obycia towarzyskiego, ale wynikają z przykazania miłości bliźniego.

Wyjątkowość domu Leseurów widać szczególnie w kontekście epoki. Ostatnie lata dziewiętnastego i początek dwudziestego stulecia to okres ogromnych napięć między katolikami a ateistami we Francji. Materializm jest w modzie. Antyklerykalizm przeziera z głównych dzienników. Kiedy w 1905 roku zostanie ogłoszona słynna ustawa o laickości III Republiki, towarzyszyć jej będzie przejmowanie własności kościelnych przez państwo, zamykane będą klasztory, a zakonnicy zostaną zmuszeni do emigracji. Z drugiej strony, środowiska katolickie zwierają szeregi. Tożsamość chrześcijańska budowana jest na zasadzie opozycji i sprzeciwu wobec modernizmu, liberalizmu i coraz bardziej popularnych ruchów lewicowych. Społeczeństwo zostaje ostro podzielone, czego przypieczętowaniem będzie afera Dreyfusa. Dom Leseurów stoi na granicy dwóch światów.

Wrażliwość

Spośród wielu cech Elżbiety na pierwsze miejsce wysuwa się jej niesamowita wrażliwość na drugiego człowieka. Nic dziwnego, że znajomi męża powierzają jej swoje troski i dylematy. Większość z nich jest niewierząca. Zachowała się bogata korespondencja, która daje szansę wglądu w prostotę, z jaką kobieta opowiada o Bogu tym, którzy otwarcie Go negują. Nikogo nie nawraca, nie przekonuje. Słowa pocieszenia, porady, zachęty przeplata świadectwem swojego życia. Tłumaczy, w jaki sposób wiara pomaga jej przetrwać ciężkie chwile, w jaki sposób wpływa na jej postępowanie i podejmowanie trudnych decyzji. W epoce, gdy jedni na drugich napadają i nikt nie ma dla przeciwnika ani jednego dobrego słowa, listy Elżbiety są dla tych ludzi nieprzeciętnym znakiem łagodności, którą niesie Ewangelia. Autorka nie wchodzi nigdy na płaszczyznę ideową. Wiara nie jest dla niej opcją polityczną, ale czymś nierozerwalnie związanym ze sposobem życia, siłą, która popycha ją w stronę miłości bezwarunkowej i bez granic. Feliks nawet się nie domyśla, o czym jego żona pisze w listach z przyjaciółkami wolnomyślicielkami.

Tę wrażliwość widać również w innym epizodzie jej życia. W 1909 roku, w drodze do Jury, małżonkowie zatrzymują się na kilka dni w Burgundii. Zwiedzają słynny szpital w Beaune – wzniesiony w XV wieku klejnot architektury francuskiej. Zaglądają też na oddział chorych. Tam Elżbieta zauważa ośmiolatkę Marie. Wdaje się z nią w rozmowę i pyta, czym mogłaby jej sprawić trochę radości. Mała bardzo ucieszyłaby się z pocztówek z ładnymi obrazkami. Gdy Elżbieta wychodzi, dziewczynka z podnieceniem opowiada opiekującej się nią siostrze Marie Goby o miłej pani i obiecanych widokówkach. Zakonnica studzi jej zapał: Ludzie w podróży dużo obiecują, a potem łatwo zapominają. Niech się za wiele nie spodziewa. Jakież jest jej zdziwienie, gdy wkrótce do szpitala zaczynają regularnie przychodzić kartki z kolejnych miejsc, które Elżbieta odwiedza. Te pocztówki z krótkimi słowami wsparcia i nauki wysyła aż do śmierci dziewczynki. Później kontynuuje korespondencję z zakonnicą.

Śmierć

Śmierć nie opuszcza rodziny Leseurów. Kilka tygodni po ślubie umiera ojciec Elżbiety. Wszystkich przejmuje śmierć jej siedmioletniego bratanka oraz młodszej siostry Juliette, która umierając, zapowiada ze spokojem Feliksowi, że pewnego dnia się nawróci, a po śmierci żony zostanie księdzem. Mężczyzna czuje się nieco zażenowany tymi słowami. Ale zaprzestał już nawracania żony. Widzi, że religia przynosi jej otuchę w trudnych doświadczeniach. Jak mógłby jej tego odmówić? Sam idzie po księdza, by udzielił ostatniego namaszczenia szwagierce.

Wiosną 1911 roku stan zdrowia Elżbiety się pogarsza. Diagnoza: rak piersi. Operacja i naświetlanie kończą się pozytywnie. Kobieta zyskuje dwa kolejne lata życia. W 1913 roku małżeństwo musi przerwać służbowy wyjazd do Gandawy. Cierpienie po raz kolejny paraliżuje Elżbietę. Po powrocie do Paryża usłyszą wyrok: przerzuty. Nie ma ratunku. Zostało kilka miesięcy.

W tym ostatnim okresie wszystko inne traci dla Feliksa znaczenie. Spędza z żoną każdą wolną chwilę. Dopóki starcza jej sił, spacerują po Polach Elizejskich. Trzyma ją za rękę, przytula, gdy słabnie. Prowadzi do kaplicy. Później zaprasza do domu księdza. Ona robi wszystko, by oszczędzić mu cierpienia i łez. Drobnymi znakami, na które jeszcze ją stać, wyraża swoją wdzięczność. Okazuje czułość. Pokazuje, jak bardzo go kocha. Przeżyli razem dwadzieścia pięć lat. 3 maja 1914 roku, o dziesiątej rano Elżbieta Leseur umiera.

Dziennik

Feliks pogrąża się w żałobie i beznadziei. Każdy mebel, każda książka w gromadzonej wspólnie bibliotece przypominają mu o ukochanej żonie. Mężczyzna nie wierzy w życie po śmierci. W sekretarzyku znajduje testament duchowy – list, w którym Elżbieta po raz kolejny zapewnia go o miłości i dziękuje Bogu, że miała szczęście dzielić z nim życie. Słowa te jeszcze bardziej pogłębiają poczucie pustki i bezsensu.

Siostra Elżbiety, Amelia Duron, zaniepokojona stanem szwagra zaprasza go często do swojego domu. Któregoś dnia wręcza mu bezcenną relikwię – pamiętnik, który siostra powierzyła jej przed śmiercią. Mężczyzna bierze do ręki trzy oprawione w skórę zeszyty i zaczyna czytać. Odnajduje bezbłędny styl i kaligrafię żony. Czyta dzień po dniu historię ich małżeństwa od 1899 roku i ze zdumieniem poznaje ukryte życie zmarłej: jej modlitwy, cierpienie duchowe, gorącą troskę o nawrócenie męża. Słowa te stają się dla niego wielkim wyrzutem sumienia. Tak mało ją rozumiał! Tak bardzo ranił jej wrażliwość swoimi ironicznymi wypowiedziami o wierze. Był źródłem utrapień osoby, którą kochał. Życie by oddał, by uczynić jej chorobę lżejszą. Tymczasem sam dokładał jej ciężarów.

Przez kolejne tygodnie każdy dzień wypełnia mu ten sam rytuał: spacer na grób żony i czytanie od nowa jej zapisków. Przyjaciele są zaniepokojeni. Trzeba zrobić krok do przodu, znaleźć sobie kogoś nowego, odzyskać radość życia. Jeden z nich proponuje Feliksowi podróż, by nieco zmienił otoczenie. Ofiaruje swój samochód i daje pełną swobodę decyzji, gdzie pojadą. Odbywają podróż dookoła Francji. Odwiedzają miejsca ważne dla Elżbiety: Czarną Madonnę w Rocamadour i sanktuarium Serca Jezusowego w Paray-le-Monial. Feliks ma wrażenie, jakby towarzyszyła mu obecność ukochanej. Racjonalny do szpiku kości, nie poddaje się emocjom, tłumacząc je rozchwianiem po stracie żony. Ale z każdym dniem poczucie obecności Elżbiety się w nim potęguje, aż staje się pewnością.

Mąż zakonnik

3 sierpnia Niemcy wypowiadają Francji wojnę. Zawierucha zapędza Feliksa do Bordeaux. Odwiedza przyjaciół Elżbiety i czyta im fragmenty jej pamiętnika. Są zachwyceni. Namawiają go do ich wydania. Jako wierzący w słowach zmarłej znajdują inspirację do życia Ewangelią w małżeństwie, znoszenia cierpień, wchodzenia w dialog z wrogim chrześcijaństwu światem. Stamtąd wybiera się do Lourdes, tak drogiego Elżbiecie. Nie wie za bardzo po co. Miotają nim sprzeczne myśli. Poruszony wiarą pielgrzymów pada na kolana i ze łzami w oczach modli się do Maryi o łaskę wiary dla siebie.

Po powrocie do Paryża zaczyna regularnie chodzić do kościoła. Przyjaciel umawia go na spotkanie z dominikaninem, ojcem Janvierem z którym odtąd będzie odbywał długie rozmowy o wierze. Pod jego wpływem wstąpi do trzeciego zakonu dominikańskiego.

Jedna myśl nie daje mu jednak spokoju. Siostra Elżbiety zapowiedziała mu, umierając, że zostanie księdzem. Czy to możliwe? Czy to nie szaleństwo? Ma już ponad 50 lat. Bliscy odradzają tę drogę. To normalny zapał neofity, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Dużo dobrego może zdziałać jako osoba świecka. Przed nim zadanie wydania i propagowania pism żony. W kolejnych latach powołanie się jednak umacnia. Nie bez wątpliwości ze strony przełożonych ostatecznie zostaje przyjęty do nowicjatu dominikanów. Surowe warunki stanowią spore wyzwanie dla przyzwyczajonego do luksusów dyrektora towarzystwa ubezpieczeniowego. Współnowicjusze mogliby być jego synami. W dniu święceń kapłańskich Feliks ma 62 lata.

Jego misja po święceniach bardzo szybko się krystalizuje. Przed wstąpieniem do zakonu wydał trzy tomy pism żony, które zdobyły ogromną popularność. Przetłumaczono je na kilkanaście języków. Co miesiąc przychodzą setki listów, na które wzorem Elżbiety regularnie odpisuje. Przełożeni zachęcają go, by kontynuował to dzieło. Jeździ nie tylko po Francji, ale i po całej Europie z konferencjami na temat żony, której popularność przerasta wszelkie oczekiwania. Ostatnie lata spędzi na przygotowaniu materiałów do jej beatyfikacji. Starania przerwie wybuch drugiej wojny światowej. W końcu zda sobie sprawę, że nie doczeka już samej beatyfikacji. Tym skrupulatniej spisuje swoje wspomnienia i zbiera dokumenty. Umiera 25 lutego 1950 roku.

Przede wszystkim miłość

Zastanawiam się, co stanowiło klucz do sukcesu Elżbiety. Tyle rodzin żyje podzielonych wiarą. Czasem różnice nie są tak radykalne, a jednak tematy religijne stanowią jedynie źródło utyskiwania na drugą osobę i desperacji, że mimo wysiłku mąż czy żona nie wierzy albo inaczej przeżywa wiarę. Elżbieta Leseur nie próbowała nawracać Feliksa argumentami, nie sprzeczała się z nim na temat Kościoła. Istotę swojego powołania widziała w byciu dobrą żoną. Była przekonana, że jest to pewna droga do świętości. Nie chciała nawrócić męża za wszelką cenę. Wierzyła Bogu, to znaczy ufała Mu, że ukochany do Niego wróci wtedy i w taki sposób, jak Bóg będzie tego chciał. To On, a nie ona, jest Zbawicielem. Przede wszystkim jednak myślę, że Elżbiecie się udało, bo ponad wszystko kochała swojego męża. Wierzyła święcie, że ta miłość jest od Boga i jeśli będzie jej strzec, Feliks w niej Go odnajdzie.|

O wznowionym kilka lat temu procesie beatyfikacyjnym Elżbiety Leuseur można się dowiedzieć więcej na stronie: www.elcause.org.

W Nowym Roku przełamaliśmy się białym opłatkiem, który symbolizuje dzielenie się naszym połamanym życiem. Przy dźwiękach gitary, wspólnym anielskim kolędowaniu, pobrzmiewaniu ciepła życzeń i życzliwych słów podzieliliśmy się czasem przeżytych świąt i tym, co wydarzyło się w naszym życiu dla nas ważnego od ostatniego spotkania. 🙂 Spożyliśmy Wspólnotową Wieczerzę. 🙂

 

Tematem spotkania była komunikacja w relacjach międzyludzkich i problemy z nią związane. Jedna z Sycharek przygotowała merytorycznie ten temat, a potem dzieliliśmy się doświadczeniami z własnego życia. Ze spotkania wychodziliśmy z jasnym przesłaniem: Jaka komunikacja w relacjach z Bogiem, taka komunikacja w relacjach z drugim człowiekiem…:)

Kochani,

Minął rok od założenia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Dziękuję Bogu za ten dar dla miasta Gdynia i okolic. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli zapoczątkować jego istnienie. Dziękuję Ks. Proboszczowi Jackowi Socha za to, że zgodził się na powstanie Ogniska w Jego parafii i podjął się trudu posługi duchowej w nim. Dziękuję Mirce za położenie podwalin pod nasze ognisko. Dziękuję Krysi i Helence, które wkładają swoje serca w naszą wspólnotę. Dziękuję wszystkim osobom, które budują naszą wspólnotę przez bycie w niej i wzrastanie siebie i innych. Dziękuję za Wasze wsparcie modlitewne i nie tylko i za to, że jesteście.

Na spotkaniu poruszaliśmy temat wcielenia Jezusa zarówno w Eucharystii, jak też w drugim człowieku. Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami.

Zapraszam serdecznie na  spotkania w Nowym Roku, które odbędą się 8 i 22 stycznia. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

Nasze grudniowe spotkania odbędą się 11 i 18 grudnia. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

W dniu 20 listopada w parafii Św. Mikołaja Biskupa w Gdyni odbyło spotkanie na temat Bożego Narodzenia w relacji do żydowskiego święta Chanuka. Wydarzenie to połączyliśmy z naszym ogniskowym spotkaniem. Link do wydarzenia poniżej.

Był to niezwykły czas spotkania z Żydem, który będąc ateistą stał się wyznawcą Jezusa Chrystusa. Niezwykłe świadectwo jego życia pokazuje, jak Bóg potrafi znaleźć człowieka wszędzie i jak na każdym z osobna wyjątkowo Mu zależy. Jak w niepowtarzalny i zaskakujący sposób potrafi przygarnąć do Swojego Miłującego Serca każdego, bez względu na płeć, wyznanie, narodowość, wiek, aby zjednoczyć wszystkich w Jednej Owczarni- Jego Owczarni.

Na kolejnym spotkaniu rozważaliśmy Słowo Boże :

„Oto twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat”. A On im odpowiedział: (…) 

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych” Mt 12,1-2.7

Zapraszam serdecznie na kolejne nasze spotkania, które w miesiącu listopadzie odbędą się w dniu 6 i 20.  Najpierw zapraszam na Mszę Św.  o 18:30, a potem spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego listopada 🙂

Kolejne spotkanie przyniosło nam kolejne pytania o nasze życie. Jakie lęki mam w sobie, które blokują mnie w rozwoju? Co nie pozwala nam żyć w wolności chrześcijańskiej? Jakie więzy z przeszłości nas ograniczają, jakie przekonania…

 

Był sobie mały chłopiec, który bardzo lubił chodzić do cyrku. Kiedy tylko do jego miejscowości przyjeżdżali cyrkowcy, zawsze prosił tatę albo mamę, żeby kupili mu bilet i żeby z nim poszli. Najbardziej lubił w tym cyrku oglądać wielkie słonie, dlatego, że robiły na nim ogromne wrażenie. Wzbudzała w nim absolutny podziw ich potęga, ich majestatyczność, ich wydawałaby się władza nad wszystkimi wokół. Zawsze lubił oglądać i zawsze lubił czekać na wszystkie występy słoni. Pewnego razu bardzo się zdziwił, gdy wychodząc z namiotu cyrkowego, kiedy zobaczył w zagrodzie, tuż obok namiotu, słonia, którego wcześniej widział występującego na arenie cyrkowej. Słonia przywiązanego niezbyt grubym sznurkiem do bardzo małego palika w ziemi, takiego drewienka, które było wbite. Chłopiec bardzo się zdziwił, dlaczego ten słoń nie wyrwie tego palika i dlaczego nie ucieknie, przecież jest tak potężny, jest tak silny. Zaczął pytać różnych ludzi, którzy pracowali w cyrku, swoich rodziców, kolegów, jak to jest możliwe, że słoń nie ucieka. Nikt nie potrafił mu sensownie odpowiedzieć, poza jedną odpowiedzią, która wydawała mu się na początku sensowna, ale potem zrozumiał, że to jednak nie tak. Dlatego, że powiedziano mu, że słoń jest tresowany i dlatego nie ucieknie. Ale wtedy chłopiec sobie pomyślał, że skoro jest tresowany, to po co go w ogóle przywiązywać, skoro i tak jest wytresowany, że nie ucieknie, więc nie mógł znaleźć odpowiedzi. Któregoś razu spotkał takiego bardzo starego człowieka, który sprzedawał bilety do tego cyrku i jego zapytał, czy on może coś wie na ten temat, dlaczego słoń nie wyrwie tego palika i nie ucieknie. Otóż ten starzec mu odpowiedział: Widzisz bo ten słoń, kiedy był bardzo malutki, to od samego dzieciństwa, od niemowlęctwa, od urodzenia był przywiązywany do tego palika. I mówi: Kiedy był mały, to ten palik był dla niego bardzo, bardzo silny i ten sznur też był bardzo silny. Ten stary człowiek opowiadał, że widział, tego małego słonika, który próbował codziennie z ogromną siłą wyrwać się z tego palika. Dzień w dzień, męczył się całe dnie, padał ze zmęczenia, spał kilka godzin, wstawał i znowu próbował wyrwać ten palik i w końcu doszedł do wniosku, że nie da rady. Próbował przez tyle dni, że wiedział, że go to przerasta, że to jest zbyt duża więź, zbyt duża siła w tym paliku i w tym sznurku, żeby się wyrwać i słonik przestał próbować. Mówi: Teraz, kiedy jest duży, już nie próbuje, dlatego, że ciągle pamięta, że ten palik jest nie do wyrwania. Już nawet nie próbuje włożyć jakiejkolwiek siły w te ruchy, które mogłyby go z tego wyrwać, dlatego, że w jego sercu jest pamięć o tym, że próbował godzinami i latami i to się nie udawało. Teraz już nie próbuje.

 

Może w Twoim życiu, kiedyś bardzo dawno temu, ktoś wbił taki palik i do czegoś Cię uwiązał. Może próbowałeś/może próbowałaś latami wyrwać się z takiej więzi i w końcu coś Cię przekonało, albo Ty sam, albo ktoś, że to jest ponad Twoje siły. Minęło już dużo czasu. Jesteś już bardzo dużym słoniem. Może trzeba po raz kolejny spróbować, bo ten palik nie jest taki wielki, jak Ci się wydaje.

Podczas spotkania poddaliśmy rozważaniu tekst znajdujący się poniżej. Co jest w moim życiu prawdą, a co opowieścią o nim….

 

W pewnym mieście, którego nazwy nikt nie zna, mieszkała niezwykła i piękna kobieta. Była niezwykłej urody. Miała piękne oczy, piękną twarz, niezwykłą figurę. Była bardzo pięknie ubrana. Miała niezwykłe stroje, niezwykłe suknie. No,  po prostu tylko zachwycać się i podziwiać. Chodziła po tym mieście na spacery i budziła zachwyt każdego, kto ją mijał. Wszyscy chcieli na nią patrzeć, wszyscy chcieli z nią rozmawiać, każdy chciał ją zaczepić. W tym samym mieście żyła młoda, uboga, równie piękna, ale niestety bardzo zaniedbana dziewczyna.  Była prześliczna, ale nie miała pięknych ubrań, była brudna, była uboga. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Mieszkała w tym samym mieście, chodziła tymi samymi ulicami i zazdrościła tej pięknej, cudownej, bogatej pani. Któregoś wieczoru ośmieliła się do niej podejść i powiedziała do niej, czy może mieć do niej jedną prośbę. Z drżeniem serca zapytała o to, ale pani na szczęście odpowiedziała, tak, proszę bardzo, co mogę dla ciebie zrobić? Otóż poprosiła ją, czy mogłabym chociaż jednego wieczoru  pójść razem z Tobą, żebyś wzięła mnie pod swój piękny, kosztowny płaszcz i chciałabym przechadzać się razem z Tobą. Może wtedy ktoś by mnie zauważył obok Ciebie, w Twoim towarzystwie. Pani była bardzo miła, więc się zgodziła i tak następnego dnia wieczorem, we dwie, ta jedna troszkę schowana, ale widoczna, pod pięknym płaszczem cudownej pani. Poszły na spacer. Ludzie oczywiście jak zawsze zauważali tą niezwykłą kobietę, ale kiedy z nią rozmawiali, zauważali też tą drugą. Dziwili się, że schowana w płaszczu jest równie piękna, zaniedbana, ale niezwykła, młoda dziewczyna. Piękna pani sama zaczęła rozmawiać z tą dziewczyną i nagle się zorientowała, że ona jest niezwykle mądra, że ma niezwykle ciekawe, niewyobrażalnie wręcz, niesamowite rzeczy do opowiedzenia. Pomyślała, że to jest niezwykła, fascynująca osoba. Zaprzyjaźniły się. Od tamtego czasu zaczęły chodzić razem. Zawsze teraz, kiedy idą na spacer, idą razem. Zawsze idzie piękna pani i zawsze idzie ta młoda, troszkę niewidoczna, ale obecna z nią, fascynująca dziewczyna.

Nie wiem czy wiecie, jak mają na imię? Ta młoda, trochę uboga, trochę zawstydzona i schowana dziewczyna ma na imię prawda. Ta piękna, wystrojona, na którą każdy zwraca uwagę ma na imię opowieść. One… chodzą razem.

Zapraszam serdecznie na kolejne nasze spotkania, które mam nadzieję, że wydadzą piękne owoce… Msza Św. niezmiennie o 18:30, a potem spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego października 🙂

Kochani,

Życzę wszystkim wspaniałych urlopów z Bożym błogosławieństwem.

Wypoczętych zapraszam na pierwsze spotkanie po wakacjach, które tradycyjnie rozpoczniemy Mszą Św., a następnie spotkamy się i podzielimy powakacyjną radością. 🙂

Strumień Boży 

Moja sprawiedliwość ma być większa niż tych, którzy nie są uczniami Jezusa, bo ma zawierać w sobie miłość do człowieka. W tej sprawiedliwości nie ma osądzania drugiego i wskazywania jego wad i przewin, ale jest nieustanne przyglądanie się sobie samemu: na ile to moje postępowanie nastawia przeciwko mnie drugiego człowieka.

Bo nawet, gdy ktoś mnie krzywdzi, może być w tym element i mojej winy: że w odpowiednim czasie nie powiedziałam „przestań!”, że nie zakreśliłam właściwych granic.

Moja sprawiedliwość ma być na wzór sprawiedliwości Bożej. A On nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie.

Dlatego nieustannie nawiedza nieurodzajną glebę mego serca, nawadnia jej bruzdy, wyrównuje skiby, spulchnia i błogosławi. On wie, że twarda gleba grzechu i egoizmu nie przyjmie wody miłości i miłosierdzia. Wie, że musi zostać „uprawiona” cierpieniem, poznaniem własnej małości i słabości.

Dopiero, gdy strumień Bożej miłości rozleje się w mojej duszy, pojawia się plon i obfity urodzaj dobrych uczynków i pokoju serca.

Wykłady ks Marka Dziewieckiego

” Karykatury Chrześcijaństwa”
http://dfdkalisz.jezuici….php?id=3&sid=17

O HALT
http://www.youtube.com/wa…feature=related

Na naszym wakacyjnym spotkaniu dnia 7 sierpnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej o 18:30, która była również Mszą w intencji członków naszego ogniska. Potem tradycyjnie odbyło się spotkanie w salce starej plebanii. Dyskutowaliśmy o krzyżu, który jest historią naszego życia…

„NA MIARĘ”

W pewnym mieście, w pewnym tramwaju jechał pewien człowiek. Był zwykłym, normalnym człowiekiem, taki powiedzielibyśmy trochę szarak. To, co go wyróżniało to, to, że był bardzo rozżalony swoim losem. Rzeczywiście w jego życiu było sporo nieszczęść, sporo trudności, trochę cierpienia, trochę samotności. No niezbyt szczęśliwe miał życie. Był tym niezwykle przygnieciony. Uważał, że to zbyt dużo, jak na jego barki i ten krzyż, który nosi, to naprawdę coś, co nie powinno mu się przydarzyć. Jechał, patrzył na innych ludzi, zazdrościł im, pomstował na Pana Boga, dlaczego on ma najgorzej. Mówiąc krótko żalił się, żalił się i żalił. Kiedy wysiadł z tramwaju na swoim przystanku i podszedł do domu, zobaczył, że przy drzwiach stoi jakiś starszy jegomość. Przedstawił się jako Pan Bóg. Człowiek więc z dozą pewnej nonszalancji powiedział: „ No wreszcie, bo przydałoby się, żeby ktoś mi pomógł”. Pan Bóg zapytał, czy może wejść i czy mogą porozmawiać. Człowiek się zgodził. Usiedli na kanapie i Pan Bóg powiedział: „W czym mógłbym Ci pomóc?” Człowiek oczywiście wypalił od razu, ze wszystkimi swoimi żalami, troskami i z tym, że jego krzyż jest za ciężki. Pan Bóg powiedział :  „Żaden problem. Możemy to zmienić. Chodźmy.” W jednej sekundzie znaleźli się w wielkiej grocie, w której było setki, tysiące krzyży. Pan Bóg powiedział: „ Tutaj jest miejsce, gdzie można wybrać krzyż. Wejdź i wybierz, jaki Ci się tylko podoba.” Człowiekowi zaświeciły się oczy. Natychmiast zdjął swój własny krzyż, odrzucił go w kąt, pobiegł do komnaty i zaczął szukać. Przymierzał po kolei dziesiątki krzyży. Te, które wydawały mu się bardzo lekkie okazywało się, że są jakieś długie i nieporęczne. Te, które wydawały mu się bardzo małe, kiedy założył je na szyję, okazywało się, że są bardzo ciężkie. Inne go kuły, inne sprawiały, że od razu czuł się bardzo samotnie, inne sprawiały, że tracił nadzieję. Mówiąc krótko, jakikolwiek krzyż by brał, zawsze coś było nie tak, ten krzyż nie pasował do niego. W końcu już trochę zniechęcony zobaczył w rogu, w kącie, taki niewielki, średnich rozmiarów, trochę zużyty już krzyż. Bez nadziei wziął go do ręki, położył go sobie na ramionach i nagle zobaczył, że pasuje idealnie, że wszystko gra. Nie jest ani za ciężki, ani za lekki, że jest dokładnie dopasowany do niego, że wydaje się, że mógłby z czymś takim chodzić do końca życia. Więc podszedł z tym krzyżem do Pana Boga i zapytał: „ Czy naprawdę mogę wziąć właśnie ten?” Pan Bóg uśmiechnął się łagodnie i powiedział: „Oczywiście. Możesz go zabrać.” Człowiek więc wziął go na ramiona i wyszedł z groty. W świetle słońca nagle się zorientował, że to jest jego własny. Ten, który wcześniej rzucił w kąt.

 

Serdecznie zapraszam na ostanie nasze spotkanie w te wakacje. Oczywiście najpierw na Mszę Świętą na godzinę 18:30, a następnie na spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego weekendu,

Magdalena

Na Mszy Świętej, a potem na spotkaniu, mieliśmy gości z innych ognisk. Dziękujemy za niespodziankę i obecność. Pierwszy raz na naszym spotkaniu było dziecko jednego z Sycharków. Myślę, że z tematem akurat trafiliśmy. 🙂

Bajka o zasmuconym smutku 

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. 

Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, 
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, 
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. 
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. 
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: 
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, 
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” 
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. 
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. 
“Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. 
“Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną. 
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? 
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. 
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.” 
odpowiedział smutek łamiącym się głosem. 
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”, 
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” 
Smutek westchnął głęboko. 
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? 
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, 
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. 
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi 
i towarzyszyć im przez pewien czas. 
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. 
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. 
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. 
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. 
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. 
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. 
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. 
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. 
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. 
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” 
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” 
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. 
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. 
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. 
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. 
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, 
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! 
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem 
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. 
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. 
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. 
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. 
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, 
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. 
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. 
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. 
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. 
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. 
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” 
Smutek nagle przestał płakać. 
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: 
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” 
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, 
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” 

Z Panem Bogiem,

Magdalena

Po Uczcie Pańskiej spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem szczęścia. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim pokoju ducha i równowagi w życiu we wszystkich jego obszarach. 🙂

Tajemnica szczęścia 
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. 
Proszę cię jedynie o jedno – powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.
W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? 
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. 
Wróć i spójrz na cuda mego świata – powiedział mędrzec. 
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział. 
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? – spytał mędrzec. 
Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec: 
Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata, przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce. 

Zapraszam serdecznie na kolejne spotkania ogniska w Gdyni, które odbędą się w dniach 10 i 24 lipca. Najpierw spotkamy się na Mszy Św. o godzinie 18:30 w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni, aby następnie przejść do salki znajdującej się w starej plebanii parafii, aby podzielić się sobą z bliźnim. 🙂

Po Mszy Świętej i procesji spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoim rozumieniem piekła i nieba oraz doświadczeniami piekła i nieba w swoim życiu. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim doświadczenia nieba w sobie jeszcze przed śmiercią….:)
 
 
Legenda o piekle i niebie 
 
„Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?” – zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha. 
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogrome kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami. 
To jest piekło – stwierdził mnich. 
Natomiast, abyś zrozumiał, jak jest w niebie, wyobraź sobie taki sam wspaniały pałac w którym jest też tłum ludzi, ale pełnych szczęścia. Tutaj również stoją kotły ze smakowitą zupą i każda z osób trzyma taką samą gigantyczną łyżkę jak te, które znajdowały się w piekle. Ludzie siedzą naprzeciw siebie parami. Jeden nabiera zupę i karmi swojego bliźniego. Jeśli łyżka jest dla niego zbyt ciężka, pomagają mu dwie inne osoby tak, aby mógł spokojnie zjeść tyle, ile potrzebje. Skoro tylko jedna osoba zaspokoi głód, karmią następną. 
To jest niebo – powiedział uśmiechając się zagadkowo mnich. 

Na spotkaniu w  dniu 5 czerwca dzieliliśmy się doświadczeniem modlitwy w naszym życiu, w czym pomógł nam tekst poniżej:

Małe modlitwy 
 
Pewien człowiek miał możliwość zwiedzenia nieba. Jego przewodnikiem był św. Piotr. Pod koniec wędrówki weszli do dużej sali wypełnionej paczkami. Były to paczki o bardzo różnej wielkości – od maleńkich jak pudełka zapałek, aż do ogromnych, jak kontenery. Aniołowie wynosili te paczki z sali. Wtedy człowiek zapytał św. Piotra: 
– Co oznaczają te paczki, które noszą aniołowie? 
– Są to wysłuchane modlitwy ludzi – odpowiedział św. Piotr. 
– To dlaczego są to tylko małe paczki? – pytał dalej człowiek. 
– Dlatego, że o te wielkie ludzie nie proszą – wyjaśnił św. Piotr. 
 
„Modlitwy idą i wracają – nie ma nie wysłuchanej” C. K. Norwid 

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 5 i 19 czerwca. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

Kolejne nasze spotkanie odbyło się dnia 22 maja. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, jak w naszym życiu łatwo przychodzi nam strach, smutek, a jak ciężko skupić nam się na radości i tym, co daje nam Bóg.

 

Posiłek dla diabła

Pewnego dnia diabeł był głodny. Zabrał więc ze sobą worek i wybrał się na polowanie dusz.
Miał apetyt na wyśmienity kąsek. Usadowił się więc między gałęziami liściastego drzewa, które rosło naprzeciw okna pewnego dobrego człowieka i czekał.
Dzień dobrego człowieka był jednak przejrzysty jak kryształ i przebiegał na modlitwach, wypełnianiu dobrych uczynków i szlachetnych myślach. Ani jednego odstępstwa od tej zasady. Apetyt diabła rósł coraz bardziej.
Obawiał się jednak, że nie będzie mógł tutaj nic zdziałać. Aż pewnego dnia, kiedy przypatrywał się tej białej jak śnieg duszy, spostrzegł, że i ona, podobnie jak wszystkie inne, ma jedno malusieńkie pęknięcie. Otóż każdego wieczoru człowiek pojawiał się w oknie i zachwycając się zachodzącym słońcem, pogrążał się przez moment w melancholii i smutku.
Diabłu wystarczyło to w zupełności.
Skupił całą swoją energię na tej chwili; wydrążył ją, rozszerzył i kiedy stała się już dostatecznie obszerna i pusta, wlał do niej wszystkie swoje wypróbowane mikstury: najpierw strach, potem niepewność, a na koniec desperację.
Teraz wystarczyło mu już tylko sięgnąć ręką, aby mieć wspaniałą kolację.

Po Mszy Świętej, w której uczestniczyliśmy, udaliśmy się na spotkanie, na którym zgłębialiśmy problem obojętności na krzywdę bliźniego, a także świadomości naszej grzeszności. Pomogła nam w tym opowieść umieszczona poniżej:

Ostatnie miejsce

Piekło było już prawie całkiem zapełnione, a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób. Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
– Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zająć tylko ktoś z was, kto był największym grzesznikiem, powiedział.
– Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? – zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze.
– A ty, co zrobiłeś? – zapytał go.
– Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
– Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
– Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek – starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym udziału. Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane, a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemnie świństwa i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
– Naprawdę nigdy? – zapytał z niedowierzaniem diabeł – Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?
– Jak najbardziej!
– I naprawdę nic nie zrobiłeś? – powtórzył jeszcze raz diabeł.
– Absolutnie nic!
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: – Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 8 i 22 maja. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

 

 

Podczas kolejnego spotkania poruszyliśmy temat błogosławieństwa i przekleństwa oraz tego, jak ważne jest to, co wypowiadamy, co często wydaje nam się nic nieznaczącymi słowami, rzuconymi ot tak, bez namysłu… A słowo może zabić albo uratować życie…

O sklepiku i supermarkecie

Ubogi Żyd, właściciel sklepiku, wyznał zmartwiony rabinowi swoje obawy i kłopoty. Oto dokładnie naprzeciwko jego „interesu” powstał wielki supermarket, czyli potężna konkurencja, której nie wytrzyma mały sklepik. Od lat należy ten kantorek do naszej rodziny – tłumaczył i jeżeli stracę klientów, oznacza to dla mnie kompletną ruinę, gdyż do niczego innego się nie nadaje.
Rabin słuchał uważnie, a potem odezwał się z namaszczeniem:
– Jeżeli boisz się właściciela supermarketu, będziesz go nienawidził. I właśnie nienawiść stanie się twoją ruiną!
– Co mam więc robić? – zapytał zrozpaczony sklepikarz.
– Każdego ranka wychodź na chodnik – odpowiedział mistrz i błogosław swemu „interesowi”, aby dobrze prosperował. Potem odwróć się i błogosław tak samo sklep naprzeciwko!
– Co?! – nie wytrzymał kupiec – mam błogosławić swego konkurenta i niszczyciela?
– Każde błogosławieństwo – tłumaczył uczony mąż – jakie dzięki tobie stanie się jego udziałem, powróci do ciebie. Ale i wszelkie zło, jakie ściągniesz na niego, wróci do ciebie i zniszczy cię doszczętnie.
Za pół roku zjawił się ten sam sklepikarz, aby rabinowi donieść, że rzeczywiście jak przewidywał musiał zwinąć swój „interes”, ale teraz jest dyrektorem supermarketu i powodzi mu się lepiej niż przedtem!

„Musimy nauczyć się żyć jak bracia,
jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy.” (Martin Luther King)

Spotkanie przeprowadziliśmy w formie uczty Agape i poruszyliśmy temat przyjaźni. Najpiękniej o przyjaźni mówi Bóg, więc wybór tekstu do rozważenia był oczywisty.

 

Prawa przyjaźni z Chrystusem
12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.  (J 15.12-17)

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 27 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Na spotkaniu w dniu 20 marca po Mszy Św. o godz. 18:30 zajęliśmy się trudnym tematem, jakim jest przebaczenie. Pomocny stał się dla nas wzruszający film o przebaczeniu, który znajduje się poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ymjla8mxFSo

Podzieliliśmy się też przemyśleniami na temat darów od Boga, za jakie jesteśmy wdzięczni. W wyniku dzielenia doszliśmy do wniosku, że mało w nas wdzięczności za to, co otrzymujemy. Dużo łask i błogosławieństwa traktujemy, jako coś oczywistego, co nam się po prostu należy, co jest takie oczywiste, że to posiadamy. Wdzięczność rodzi radość i szczęście bycia Dzieckiem Bożym. Dlaczego rezygnujemy z dziękowania Bogu za wszystko?

 

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 20 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Dnia 20 lutego mieliśmy okazję kolejny raz spotkać się po Mszy Św. o godz. 18:30.

Something more – tak śpiewa Nick Vujicic.

Cudowne zdanie, jakie pod koniec pojawia się w utworze zamieszczonym poniżej:

„Jeśli nie otrzymujesz cudu… stań się nim.”

Zapraszam serdecznie do wysłuchania tego kawałka. Można słuchając go zaplątać się w nadzieję…..:)

Na spotkaniu dzieliliśmy się swoimi odczuciami w temacie następujących tekstów:

Jak siebie samego

Co to znaczy: „miłować bliźniego swego jak siebie samego”? Nigdzie nie czytamy: kochaj bliźniego jak swojego anioła, swoją anielicę, tylko: kochaj jak siebie samego. Kiedy kochamy samych siebie? Nie wtedy, kiedy siebie wychwalamy, skarżymy się, że nikt nie zwraca na nas uwagi, że nas krzywdzą, ale wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy grzesznikami, uświadamiamy sobie swoje wady. Kocham samego siebie, jeżeli liczę na Pana Boga, na lekarstwa z Bożej apteki, sakramenty święte, dzięki którym mogę się oczyścić, ochronić, i kiedy czuję, że Bóg jest miłosierdziem i tylko na Niego mogę postawić, bo mnie kocha.
Kochać bliźniego to znaczy widzieć w nim grzesznika, takiego jak ja. Jego też, jak i mnie, może uratować miłość i opieka Boża. On też, tak jak i ja, ma położyć się w klinice Bożej, aby leczono go po Bożemu.
Jeśli w bliźnim widzę grzesznika, który tak jak i ja może liczyć tylko na miłosierdzie Boże i pomoc, to znaczy, że kocham bliźniego jak siebie samego.

Ks. Jan Twardowski
 

„Tylko Duch, jeśli tchnie na glinę może stworzyć człowieka”.
Antoine de Saint-ExupéryZiemia, planeta ludzi

Na kolejne spotkanie zapraszam serdecznie 06.02.2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie. :-D
Kolejne spotkanie planujemy na 20.02.2017r.

 

 

 

Na kolejnym spotkaniu dnia 23 stycznia dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami na temat poniższego tekstu:

Lustro

W dalekim kraju wśród pięknych ośnieżonych górskich szczytów mieszkał pewien człowiek. Dawno temu opuścił miasto, w którym pracował jako profesor na uniwersytecie. Był przez wszystkich szanowany i doceniany jako fachowiec, mimo to nie czuł się szczęśliwy. Po jakimś czasie postanowił zostawić swoją pracę, sprzedał dom, w który mieszkał i udał się w góry, abym tam z dala od cywilizacji podziwiać piękno przyrody i pisać wiersze. Pisanie sprawiało mu wielką radość. Z dala od zgiełku ulic i dymiących kominów czuł, że jest bliżej natury i bliżej Boga. Tam odnalazł swoje szczęście. Wreszcie robił to, o czym marzył.
Do jego chaty rzadko zaglądali ludzie, czasem tylko jacyś zabłąkani turyści, którzy zboczyli z górskiego szlaku, prosili go o nocleg. Jednak rano skoro tylko pierwsze promienie słońca wyjrzały zza górskich szczytów – udawali się w dalszą drogę.
Po kilku latach takiego mieszkania w odosobnieniu, mężczyzna odczuł głęboko potrzebę udania się do miasta. Długo walczył z tymi myślami, w końcu postanowił się tam udać. Wyjął z komody resztki pieniędzy, które pozostały mu jeszcze z czasów, gdy był profesorem na uczelni i poszedł do miasta. Tam na jednym ze straganów kupił sobie lustro, chciał bowiem wiedzieć jak wygląda, a w chacie, w górach nie posiadał tego przedmiotu. W mieście zabawił zaledwie kilka godzin i pośpiesznie wrócił w góry.
Od ostatniej wędrówki do miasta codziennie rano bohater przeglądał się w lustrze, chcąc wiedzieć jak wygląda.
Minęło kilka miesięcy i mężczyzna znów poczuł ochotę na to, by udać się do miasta. Ruszył więc ponownie w drogę, którą pokonywał wcześniej.
Tym razem nie robił zakupów. Przechodząc ulicą spotkał jednego ze swoich kolegów, który też był profesorem na uniwersytecie. Opowiedział mu o tym, że kilka miesięcy temu kupił lustro, aby wiedzieć jak wygląda. Znajomy profesor popatrzył na niego i rzekł:
– Jeśli chcesz wiedzieć naprawdę kim jesteś, nie patrz w lustro, ono pokaże tylko twoje ciało. Patrz na wyraz twarzy człowieka, który z tobą rozmawia. Wtedy ujrzysz swoje wnętrze, i to kim naprawdę jesteś.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 23 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 9 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie opłatkowe, na którym podzielimy się wrażeniami ze świąt, swoimi przemyśleniami oraz wspólnie będziemy kolędować.

Bożego Nowego Roku!!!

Pierwsze spotkanie po oficjalnym otwarciu ogniska miało miejsce 19.12.2016r. Poniżej zamieszczam tekst, nad jakim się pochyliliśmy.

” A skąd wiadomo , czy to dobrze, czy to źle ?”

W biednej ormiańskiej wiosce uciekł chłopu w step ogier ,jedyny żywiciel rodziny.

-Jakiś ty biedny, jak nam ciebie żal-płakali nad nim jeszcze biedniejsi sąsiedzi.

– A skąd wiadomo ,że jak ogier ucieka w step to jest źle??? Zapytał patrząc w niebo chłop

Sąsiedzi speszeni wrócili do domów……….

Na drugi dzień ogier wrócił przyprowadzając ze stepu pięć ogierów.

-Jakiś ty mądry, człowieku , a my tacy głupi, że ciebie żałowaliśmy. Masz teraz tak
dobrze ,masz sześć ogierów

– A skąd wiadomo ,ż e sześć ogierów to dobrze?? znowu patrząc w niebo rzekł chłop.

Sąsiedzi już trochę rozeźleni opuścili jego chałupę . Za jakiś czas jedyny syn chłopa dosiadł najładniejszego ogiera ,a ten poniósł a następnie zrzucił go z grzbietu a chłopak spadając złamał nogę i trzeba było odwieźć daleko do szpitala.
Sąsiedzi znowu przybiegli……………….

– Jakiś ty mądry, jaki mądry…….wszyscyśmy się cieszyli jak jacyś głupi ,a ty…………..

-A skąd wiadomo, że jak syn łamie nogę to jest źle???? Patrząc w niebo rzekł sceptycznie chłop.

Sąsiedzi wrócili do swoich domów wściekli ,klnąc głupiego chłopa.

Za jakiś krótki czas wybuchła wojna. Wszystkich młodych chłopaków ze wsi wzięto do wojska ,a syn chłopa został w domu ….bo miał złamaną nogę.

Dzięki Woli Bożej mamy nareszcie zaszczyt i możliwość oficjalnego otwarcia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Serdecznie wszystkich zapraszam w imieniu własnym, naszego Księdza Proboszcza i Trójmiejskich Sycharków na tę uroczystość w dniu 10.12.2016r. na godzinę 10:00. Najpierw powierzymy Bożej Opiece nasze Ognisko na Mszy Świętej w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni (godzina 10:00) w Dolnym Kościele, mieszczącego się przy ul. Św. Mikołaja 1. Po uczcie duchowej zapraszamy wszystkich na ucztę dla ciała.

Z Panem Bogiem

Kronika