Parafia
kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Magdalena

Ostatnie spotkanie przed przerwą wakacyjną poświęciliśmy na omawianie 10 kroku z „12 kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej. Poniżej zamieszczam materiały.

KROK 10

Hasło: – Natychmiast!

Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł (1 Kor 10,12).

Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

Wraz z 10 krokiem przystąpimy do analizy efektywności naszych działań. Będziemy się uczyć trwania w tym, czegośmy dotąd zdołali dokonać. Widoczny postęp na drodze samouzdrowienia winien być źródłem zaufania do skuteczności naszej pracy nad sobą, źródłem radości.

Pierwsze dziewięć kroków – to praca nad uporządkowaniem swoich spraw i zmiany kalekich sposobów postępowania. Jeżeli podejmiemy 10-12 krok, będziemy uczyli się żyć na nowo w tym naszym uporządkowanym „domu”, kształtować właściwe zachowania (też: jak zaakceptować siebie i budować właściwe relacje i kontakty z innymi).


Zachować równowagę

Jeżeli w naszym życiu po raz pierwszy pojawią się spokój i ład, będziemy pytali się z lękiem, czy to może tylko na chwilę, czy to doświadczenie nie zniknie niebawem. Bo pracując nad naszym programem, przekonaliśmy się nieraz, jak bardzo podatni jesteśmy na zranienia, jak wielka jest nasza kruchość. Wierząc w pomoc Jezusa i przestrzegając bezwzględnie przyjętego w tym programie kierunku, możemy liczyć na utrzymanie wewnętrznej równowagi i pokonanie chwilowych zawirowań. Nasze relacje z innymi ludźmi będą ulegać pozytywnym zmianom. Odżyjemy.


Nieustający program przemiany

Może się zdarzyć, że na tym etapie pracy górę weźmie w nas samozadowolenie i przekonanie, iż jesteśmy już uzdrowieni. Przekonanie, że uzyskaliśmy już odpowiedź na wszystkie pytania i możemy na tym poprzestać, rezygnując z dalszego kroczenia wg programu 12 kroków. Nie widzimy już ani konieczności, ani potrzeby dalszej pracy. By nie uczestniczyć w kolejnym spotkaniu, szukamy różnych wymówek, terminowych zajęć i powoli odchodzimy od pracy nad kolejnymi punktami programu. Nie wolno do tego dopuścić. Musimy zdać sobie sprawę, że jeżeli ulegniemy, jeżeli zdominuje nas lenistwo i lekkomyślność, utracimy to, co dotąd uzyskaliśmy. Musimy zrozumieć, że uzyskane efekty pracy nad sobą będą tylko wówczas trwałe, jeżeli program 12 kroków będzie rzutował na nasze postępowanie przez całe życie, na zawsze.

Od braku uwagi do czujności w życiu
Krok dziesiąty opisuje drogę nieustającego, ciągłego wzrostu. Przeszłość naszą charakteryzują skutki nieodpowiedzialnego postępowania. Nieważne były drobne problemy, póki nie stały się wielkimi. Ignorowaliśmy je tak długo, aż przerosły nas. Zabrakło nam delikatności i wiedzy, jak można naprawić czy zmienić nasze słabości i doprowadziliśmy do prawdziwego spustoszenia w naszym życiu. Według kroku 10 przeanalizujemy rzetelnie i skrupulatnie nasze postępowanie, by skorygować to, co jest możliwe i niezbędne. Będziemy obserwować siebie i swoje błędy, a przyznając się do nich, przystąpić do poprawy, do wyleczenia siebie.

Wystrzegać się przesady
Poddając rzetelnej analizie nasze reakcje i postępowanie, nie bądźmy jednak zbyt surowi w ocenianiu siebie. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, iż proces dojrzewania i leczenia wewnętrznego wymaga wiele cierpliwości i wyrozumiałego uświadomienia sobie naszych ograniczeń. W życiu ciągle następują zmiany, a każda z nich wymaga innego, właściwego postępowania i dostosowania się do nowej sytuacji.


Wystarczy piętnaście minut 

Obrachunek z sobą nie oznacza nic innego, jak rzetelne przyjrzenie się słabym i mocnym punktom, uświadomienie sobie motywów postępowania i działania. Tak, jak potrzebna jest nam modlitwa, by przyjrzeć się sobie, tak w procesie samoleczenia też winniśmy dokonywać podobnej analizy. Nie jest to czas zmarnotrawiony – wystarczy 15 minut. Rzetelnie i systematycznie analizując siebie, przybliżamy uzyskanie tego celu, który wyznaczyliśmy sobie, przystępując do dwunastu kroków.

Pod hasłem „natychmiast”
Winniśmy baczną uwagę kierować na symptomy świadczące o rosnącym w nas przekonaniu, iż sami sobie poradziliśmy z problemami lub o skłonności popadania w dawne sposoby postępowania, gdzie znów nieuczciwość, egoizm i złość zaczynają dominować. Jeśli tak – reagujmy natychmiast! Prośmy Boga o przebaczenie i pomoc. Praktykowany codziennie krok dziesiąty, pomoże nam pozostawać uczciwymi i pokornymi; pomoże nam rozwijać się w dalszym kierunku. Prowadzony systematycznie obrachunek z sobą pomoże nam widzieć lepiej nasze słabe i mocne strony. Będziemy mniej skłonni folgować złości, poczuciu osamotnienia i brakowi samokrytycyzmu, żyjąc w harmonii ze sobą i ze światem. Będziemy odważniejsi widząc, iż jesteśmy coraz mocniejsi w naszym działaniu.
Takie analizowanie siebie pomoże nam zrozumieć, kim jesteśmy, po co zostaliśmy stworzeni i dokąd winniśmy zdążać. Ostatecznie będziemy zdolni skoncentrować się na życiu zgodnym z nauką Chrystusa, żyć tak, jak oczekuje od nas Bóg.

KROK DZIESIĄTY

Dzień 1.
Osobiste rozważania

Położenie w tym programie akcentu na codzienny obrachunek z sobą wynika z faktu, iż wielu z nas nie dokonywało nigdy samooceny. Jeśli z czasem zaufamy tej metodzie, nie będziemy szczędzili tych kilku minut, bo to się opłaci!

Są trzy formy tego osobistego „podliczenia się”; rachunku sumienia:

natychmiastowa;
codzienna;
okresowa, obliczona na dłuższy czas. Każdy z tych sposobów ma nieco inny cel.

 

  • W jaki sposób pomoże Ci codzienne ocenianie siebie ?


    Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie; nauczę was bojaźni Pańskiej. Jakim ma być człowiek, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęścia? Powściągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych! Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim! (Ps 34,13-15).

    Dzień 2.

    Natychmiastowe rozliczenie oznacza wielokrotne w ciągu dnia zatrzymanie się nad sobą, by rzucić snop światła na to, co się właśnie dzieje przy moim udziale.
    Przez chwilę przeanalizujmy nasze postępowanie, myśli i motywy. Pomoże to uzyskać spokój w sytuacjach napięć i silnych emocji. Jest to efektywna metoda, pozwalająca ocenić krytycznie daną sytuację i gdy trzeba – natychmiast się wycofać, zmienić postępowanie. Jeśli przyzwyczaimy się dokonywać takiego obrachunku, by wyeliminować błędy, uwolnimy się od poczucia winy i wstydu, które dotąd często nam towarzyszyły i blokowały skutecznie duchowe doskonalenie.

    Dzień 3.

    Codzienne rozliczenie siebie

    Jest wskazane u kresu dnia zatrzymać się i przemyśleć co było treścią tego dnia, jak się zachowałeś w różnych sytuacjach.
    Pomoże nam to skoncentrować się na dniu dzisiejszym, a nie troszczyć się nadmiernie, co jutro przyniesie bądź rozpamiętywać przeszłość.
    Podstawowa zasada : żyj dniem dzisiejszym.

    Pogódź się ze swoim przeciwnikiem, dopóki jesteś z nim w drodze, by Cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono Cie do więzienia.(Mt5,25-26)

 

  • Podaj przykład gdy udało Ci się uniknąć negatywnych konsekwencji i cierpienia, ponieważ przyznałeś się do błędów i naprawiłeś je.

 

Dzień 4.

Codzienne podsumowanie dnia spełnia funkcję wagi : zważone będzie każdorazowo wszelkie dobro i zło . Oto okazja, by przemyśleć nasze postępowanie wobec innych. Sytuacje , w których dokonaliśmy czegoś dobrego będą źródłem naszego zadowolenia i przekonania, że czynimy postępy.
Sytuacje , w których zachowaliśmy sie nie tak , jak pierwotnie chcieliśmy, niech będą świadectwem naszego wysiłku w dobrym kierunku. Ważne – MIELIŚMY NAJLEPSZE CHĘCI !
Dostrzeżemy i takie sytuacje, kiedy wybraliśmy negację dobra, wybraliśmy zło. Taka świadomość może nam pomóc naprawić zło i z czystym sumieniem spróbować wrócić na właściwą drogę.
Gdy konsekwentnie będziemy realizować program 12 kroków, możemy być pewni pozytywnych skutków.

Dlatego odrzuciwszy kłamstwo: niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami. Gniewajcie się, a nie grzeszcie : niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!
Ani nie dawajcie miejsca diabłu ! Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu ( Ef 4, 25-28)

 

  • Podaj przykład z niedawnej przeszłości, kiedy zachowałeś sie niewłaściwie. Co zrobiłeś, gdy uświadomiłeś sobie, że jesteś w błędzie ?
  • Wskaż sytuację, w której nie umiałeś uporać sie z gniewem, który Cie opanował. Jak to wpłynęło na Ciebie ?

Dzień 5.

W przyszłości pojawią się zapewne sytuacje, w których Twoja szczera gotowość poświęcania się poddana zostanie próbom. Trzeba mieć jednak jasny i jednoznaczny cel, ku któremu zmierzamy.

Następujące i podobne sytuacje niech służą jako przykłady :

-Jeżeli zapragniemy znów innymi rządzić, ich kontrolować, manipulować – uświadomiwszy to sobie , prośmy Boga, aby uwolnił nas od tego dążenia.

– Jeżeli porównując sie z innymi mamy poczucie naszej „gorszości”, poszukajmy przyjaciół, którzy pomogą nam zreflektować nasze odczucia i podbudują nas, pomagając osiągnąć cel – samoakceptację.

– Jeżeli zaczynamy postępować bezwzględnie i apodyktycznie , także wobec siebie zwróćmy sie o pomoc do Boga, aby pozwolił nam jasno spostrzegać nasze skłonności i potrzeby, które próbujemy realizować poprzez rosnące uzależnianie się – niczym narkotyki – od rzeczy, zachowań i wskazał nam sposób , jak możemy je zaspokajać bez szkody dla nas.

– Jeśli budzą w nas lęk osoby autorytarne , musimy znaleźć podstawy naszych obaw i prosić Boga, byśmy odnaleźli właściwą wobec tych osób postawę i sposoby zachowań.

-Jeśli jesteśmy zgnębieni, zniechęceni , musimy znaleźć przyczynę , dlaczego tak sie nad sobą użalamy.

– Jeżeli nie ujawniamy swoich uczuć, jeżeli pozwalamy innym decydować o naszych potrzebach i życzeniach , musimy podjąć decyzję jasnego sformułowania naszych osobistych odczuć i skłonności.

  • Jakie negatywne formy postępowania odkrywasz najczęściej w Twoim codziennym obrachunku ?
  • Co przeszkadza Ci zwalczyć te wady ?

    Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje sie tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie ( Jk 1, 23-25a)

    Dzień 6.

    Okresowa, na dłuższy czas obliczona samoocena
    Ta forma przynosi najlepsze skutki, gdy oddalimy się na jakiś czas od świata, gdy uczestniczyć będziemy np. w zamkniętych rekolekcjach. Mogą to być niezwykłe dni, w których czas poświęcimy przemyśleniu swego życia i głębszej relacji z Bogiem, przyrzeczeniu, że pragniemy Mu poświęcić wszystko, całe nasze życie.

 

  • Ile czasu poświęcasz, by w ciszy całe swoje życie prześwietlić? Jak pomagają Ci rekolekcje?

    Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5,17). 

  • Dzień 7.

    Ten sposób samoanalizy może być dokonywany 1-2 razy w roku. Stanowi on doskonałą sposobność zastanowienia się nad naszym wewnętrznym rozwojem. Spojrzymy na siebie z innego punktu widzenia. Dostrzeżemy wyraźne zmiany w sobie i nabierzemy więcej odwagi i nadziei. Ale musimy się wystrzegać popadnięcia w zachwyt nad sobą. Odniesione sukcesy są bowiem owocem Bożej pomocy i rosnącej wiary. Ten okresowy rachunek sumienia pozwala nam uświadomić sobie zakres problemów, wymagających naprawy i podjęcia natychmiastowej korekty. Nasze dotychczasowe doświadczenie pozwala nam zauważyć nasze słabe strony, ale jednocześnie znać to, co jest naszą siłą.

 

  • Jakie nowe, słabe punkty dostrzegłeś w sobie ?
  • Jakie nowe siły dostrzegłeś w sobie ?

Co się tyczy poprzedniego sposobu życia – trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości (Ef 4,22-24).

  • Jak postrzegasz dziś Boga, jako człowiek, który przede wszystkim pragnie usłyszeć, czego Bóg od niego chce, a nie jak dotąd, czego sam dla siebie pragnie ?

    Dzień 8.

    Jeżeli naprawdę pragniemy zmieniać nasze życie, dokonujemy systematycznie rachunku sumienia, liczymy się także z opiniami innych w programie 12 kroków, stwierdzimy, że wszyscy mamy te same kłopoty: prawie wszyscy ludzie są zagniewani i reagują niewłaściwie. To spostrzeżenie sprawi, być może, iż będzie nam łatwiej przebaczać, rozumieć i kochać ludzi, takimi, jakimi są. Jak w stosunku do innych będziemy, mili, życzliwi, będą może i dla nas tacy i nasze wzajemne relacje będą coraz lepsze. Nauczymy się jak bezsensowne często jest uleganie gniewowi i dopuszczanie, by można byłoby nas emocjonalnie zranić. Ciągłe przyglądanie się sobie i natychmiastowe reagowanie na dostrzeżone błędy uchroni nas przed narastaniem w nas negatywnych uczuć. I tak odzyskamy szacunek dla siebie w oczach własnych i cudzych.

 

  • O ile codzienny rachunek sumienia pomógł Ci pokonać zawziętość i rozwiązywać najszybciej drażliwe sprawy?

    Łagodny – w rozwagę bogaty, porywczy ujawnia głupotę. Życiem dla ciała jest serce spokojne, próchnieniem kości jest namiętność (Prz 14,29-30).

 

  • Podaj przykłady, gdy spokój i zrównoważenie pomogły Ci w sytuacji wymagającej zachowania zimnej krwi.

Dzień 9.

Świadomy akces do kroku 10 przynosi wiele korzyści. Najważniejsze: krok 10 umacnia proces samoleczenia i pomaga trwać w tym, co dotąd osiągnęliśmy. Nasza konsekwencja owocuje poza tym i tak:

Jeżeli dochodzą na jakiś czas dawne negatywne zachowania, rychło zanikają nawet bez świadomego wysiłku. Po prostu nie dopuszczamy, by opanował nas ból, bezradność, gniew, poczucie winy czy pragnienie zemsty. Gdybyśmy natomiast trwali w sferze takich uczuć, utrudniony byłby proces naszego duchowego leczenia i duchowego wzrostu.
Jeżeli zostaniemy obdarzeni zaufaniem, podnosi to nas na duchu, nawet gdy dotyczy zachowań czy zależności, które nam osobiście bardzo w przeszłości szkodziły. Jeżeli wygląda to niezbyt jasno, ale czas stanowi jednak zwyczajne, oparte na zaufaniu postępowanie.
Często zadręczamy się sami, trwając w ciągłym roztrząsaniu przeszłości. Trzeba wówczas uświadomić sobie pełną odpowiedzialność za to, co się stało, a do której nie chcieliśmy się przyznać. A było to często źródłem wielu cierpień.
– Boimy się zmiany dotychczasowego postępowania. Zaufajmy Bogu, że pomoże nam przemóc ten lęk. Przy Jego pomocy rozwiniemy w sobie nowe skłonności, które umożliwią spełnienie naszych potrzeb.
Próbujemy znaleźć, pozyskać prawdziwych przyjaciół, którzy pomogą nam wytrwać na drodze przemiany.

  • Jak postępujesz, gdy odżywają nagłe dawne złe skłonności?
  • Jakie dziedziny Twego życia stanowić mogą największe zagrożenie popadnięcia w stare przyzwyczajenia?

    Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł (IKor 10,12).

 

  • Jakie przedsiębierzesz działania, by nie popaść w przesadne samozadowolenie i wrócić do dawnych nawyków i zachowań?

Dzień 10.

Warunkiem efektywności pracy nad 10 krokiem jest szczery żal za czynione zło. Będzie on nas mobilizować do zmiany na lepsze naszych relacji z innymi. Zwłaszcza działania zgodne z programem „na dziś” (codziennie spoglądać w oczy swojej słabości!) i „natychmiast” pomogą nam kształtować charakter i zmieniać nasze życie na lepsze. Jeśli będziemy tolerować nasze błędy i słabości, pojawi się w nas opór wobec zadań, jakie stawia 10 krok. Co wywoła tylko szkody i błędy.

Świadoma praca nad tym krokiem przyniesie natomiast wiele korzyści: 

  • Zmniejszą się problemy związane z naszym zachowaniem. Inwentaryzowanie własnych błędów i gotowość natychmiastowego rozwiązywania ich pomoże rozwiązać wiele nieporozumień i uniknąć ich następstw.
  • Nauczymy się mówić o swoich problemach, nie będziemy się bać „rozszyfrowania nas”. Zrozumiemy, że nie trzeba się lękać otwartości, szczerości, niepotrzebna jest maska.
    Jeżeli widoczna jest nasza autentyczna walka ze słabościami, przekonamy być może innych, jak niewłaściwe jest ich postępowanie. Nauczymy się oceniać innych sprawiedliwie i być skłonni do bliskości z nimi.

 

  • Jakie dostrzegasz skutki codziennego obrachunku z sobą i podejmowania natychmiastowej walki z wadami, które się ujawniły?
  • O ile nowe zasady sprzyjają samoleczeniu?
  • Opisz najważniejsze przemiany w Twoim stylu życia.

Tabela do codziennego obrachunku sumienia

Przy ocenie nasilenia poszczególnych własnych postaw i zachowań możesz dokonywać
codziennej „inwentaryzacji”, posługując się skalą wartości:
0 – wcale 1 – niewiele 2 – średnio 3 – dość dużo 4 – bardzo dużo

SŁABOŚCI PON. WT. SR. CZ. PT. SOB. NIE .

Złość, łatwość obwiniania się
Zabieganie o uznanie
Przesadne zatroskanie o wszystko
Skłonność do krytykanctwa
Kłamstwo, nawyk zaprzeczania
Użalanie się nad sobą, ponuractwo
Nieuczciwość
Zawziętość
Izolacja
Zazdrość, zawiść
Perfekcjonizm
Nieufność
Zamartwianie się

CECHY POZYTYWNE PO. WT. SR. CZ. PT. SO. NI.

Gotowość wybaczania
Otwartość
Uczciwość
Pokora
Cierpliwość
Odwaga, gotowość ryzykowania
Tolerancja
Ufność, wiarygodność
Odpowiedzialność

  • Przemyśl jeszcze raz cały miniony tydzień odnośnie do zawartych w tabeli szczegółów. Z czego jesteś zadowolony, w jakich dziedzinach nie dojrzałeś?
  • Opisz, jak odczułeś Bożą obecność w sytuacjach, gdy zostałeś poddany próbie.
  • Opisz sytuację, gdy byłeś przekonany, iż sprostasz zadaniu, a jednak nie podołałeś. Jak to sobie uświadomiłeś (czy przy pomocy tabeli?) i jak ostatecznie sobie poradziłeś?

    Jakie są Twoje osobiste intencje modlitewne ?

    Za kogo modlisz się i w jakiej intencji?

    Przewodnie motywy postępującej przemiany
    Następujące pytania mają pomóc uświadomić sobie rozwój Twojej osobowości i pozytywne, a widoczne przemiany. Są one skonstruowane podobnie jak w kroku 4. Opisują uczucia i zachowania typowe. A ujrzysz je na tym etapie Twojej nowej samokontroli i zdobytej dojrzałości w innym nieco świetle. Zobaczysz, czy posunąłeś się zaledwie o krok, czy też dokonałeś znacznego postępu.
    Jeżeli zechcesz przeprowadzić Twoją osobistą inwentaryzację przy pomocy tego arkusza pytań, wylicz sobie najpierw Twoje najbardziej charakterystyczne cechy, uczucia, zachowania. Ale nie chciej zbyt szybko przejść przez wszystkie pytania. Przypomnij sobie wydarzenia, które utkwiły Ci mocno w pamięci i opisz swoje przemyślenia i zachowania najwierniej. Nie żałuj na to czasu. Pozwoli Ci to uzmysłowić sobie, jak przebiega proces Twego duchowego dojrzewania. To ty skorzystasz najwięcej na tej rzetelnej, starannej analizie.
    Jako dodatkową pomoc tej samooceny stanowić może znów skala wartości 1-7. Porównaj te wyniki z tymi z 4 kroku.

    Niżej przedstawione pytania i przykłady pomogą udzielić odpowiedzi. Podejdź do nich możliwie najrzetelniej (przeczytaj wprowadzenie do arkusza pytanie na temat „Leczenie skłonności izolacyjnych” na następnych stronach).

    1 – bardzo rzadko, bardzo mało
    2- rzadko, mało
    3- raczej rzadko, raczej mało
    4- średnio
    5- raczej często, raczej dużo
    6- często, dużo
    7- bardzo często, bardzo dużo

Arkusz pytań do tematu:

„Leczenie ze skłonności do izolacji”

Podaj przykłady Twoich zachowań, świadczących, że rzadziej niż poprzednio izolujesz się od innych.

•Dzisiaj poszedłem coś zjeść z Dianą i Eweliną. Czułem się dobrze, uczestniczyłem w rozmowie. Odważyłem się mówić o swoich uczuciach, o moim głębokim pragnieniu intymnych kontaktów. Nie czułem się odrzucony, widziałem, że byłem słuchany uważnie i ze zrozumieniem.
•Na spotkaniu kierowników grupy przedstawiłem swoje wątpliwości odnośnie ryzykownej sprawy. Nie skrytykowano mnie, a podziękowano, że zechciałem poświęcić czas na gruntowne rozeznanie i podzieliłem się efektami pracy.

Co masz nadzieję osiągnąć przez to, że w sytuacjach, w których na ogół się izolowałeś, teraz osiągasz pewność siebie?

•Chcę pielęgnować nowe zdrowe relacje z ludźmi, którzy rozszerzają moje zaufanie i pomagają mi czuć się lepiej w moich społecznych relacjach. Mam nadzieję stać się bardziej elastycznym i nauczyć się być bardziej spontanicznym i pełnym humoru.
•Chcę uczestniczyć bardziej aktywnie w posiedzeniach zarządu firmy. Wierzę, że to mi pokaże mój własny potencjał, który posiadam i mogę wykorzystać.

Uczyć się rezygnacji z kontrolowania
Gdy zaprzestaniemy nieustającego kontrolowania, krytycznego oceniania, zaczniemy:
• dopuszczać możliwości zmian,
• ufać sobie,
• popierać rozwój innych,
• zmniejszać stres,
• szukać satysfakcji, przyjemności,
• akceptować inność, biorąc ludzi takimi, jakimi są.
Gdy uświadomimy sobie jak próbowaliśmy wszystko i wszystkich sprawdzać, wtedy zrozumiemy, iż te nasze wysiłki były bezskuteczne, bowiem właściwie ocenić mogliśmy tylko sami siebie. Odkryjemy skuteczniejsze drogi wypełniania naszych potrzeb, jeżeli zawierzymy Bogu i powierzymy się Jemu. Jeżeli nasze dążenia i nasze życie oddamy Jego pieczy, będziemy odczuwali mniej lęku i stresu. Zwiększy się nasza gotowość do aktywnego życia bez oglądania się, czy przewidywania efektów tego. Gdy czujemy, jak odżywa w nas skłonność do krytykanctwa, pomocą może być sięganie do modlitwy zawierzenia.

Podaj konkretne przykłady świadczące, iż nie dążysz już do tego, by nad wszystkim mieć kontrolę.
Czego się spodziewasz po tym, że przestaniesz nieustająco wszystko krytykować?

Uczyć się niezależności od innych ludzi
Gdy pokonamy w sobie strach przed odrzuceniem, opuszczeniem, zaczniemy:
• nazywać po imieniu nasze uczucia,
• czuć się dobrze także, gdy jesteśmy samotni,
• okazywać zaufanie,
• uwzględniać i wyrażać nasze osobiste potrzeby w kontaktach z innymi,
• rezygnować ze skłonności do współzależności z innymi.
Gdy rośnie w nas przekonanie o towarzyszącej nam we wszystkim Bożej miłości, nabywamy też zaufania do siebie i do możliwości dojścia do ładu ze światem. Przestaniemy bać się odrzucenia i nabieramy przekonania, iż jesteśmy ludźmi wartościowymi, mającymi prawo do swoich racji. Szukać będziemy kontaktu z ludźmi, którzy są sobie oddani, gotowi do współodpowiedzialności za siebie. Czujemy się pewniejsi, gdy możemy z drugimi dzielić się swoimi odczuciami. Ale największym zaufaniem nauczmy się darzyć Boga, a nie ludzi. Przekonamy się, że szukać należy bliskości takich ludzi, którzy nas kochają i pomagają się rozwijać. Gdy zrozumiemy, że żyjąc z Bogiem, nigdy nie jesteśmy naprawdę samotni, zwiększy się też nasze zaufanie do siebie.

Wskaż dowody, że nie boisz się już opuszczenia.
Czego się spodziewasz, skoro nie lękasz się już samotności?

Nauczyć się akceptować siebie

Gdy czujemy się coraz pewniejsi w kontaktach z autorytetami, wówczas gdy:
• zwiększa się poczucie własnej godności,
• akceptujemy się,
• spokojnie odbieramy konstruktywną krytykę,
• swobodniej obcujemy z osobami, które są dla nas autorytetami.

Gdy próbujemy czuć się swobodnie w obecności osób autorytarnych, uczymy się koncentrować naszą uwagę na nas samych, by stwierdzić, iż nie ma powodu odczuwać zalęknienia, onieśmielenia. Odkryjemy, że inni są tacy sami, jak my. Żywią te same obawy i lęki, stany niepewności, stosują podobne mechanizmy obronne. Zachowania innych przestają być dla nas modelem decydującym, co i jak mamy odczuwać. Zaczynamy postępować według własnego przekonania i stwierdzamy, iż jedynym autorytetem jest Bóg, a On jest z nami.

Podaj konkretne przykłady zachowań, które wskazują, że w kontaktach z osobami autorytarnymi zyskujesz szacunek i zaufanie dla siebie samego.
Czego oczekujesz, gdy w kontaktach z osobami autorytarnymi będziesz okazywał pełne zaufanie, ale i pewność siebie ?

Nauczyć się właściwego wyrażania uczuć

Gdy właściwie rozpoznamy, przeżyjemy i nauczymy się wyrażać własne uczucia, zaczniemy:
• czuć się wolni,
• jasno okazywać swoje uczucia,
• przeżywać naszą prawdziwą tożsamość,
• dzielić się z innymi naszymi pragnieniami.
Gdy nauczymy się szczerości w określaniu i wyrażaniu swoich uczuć, stwierdzimy rychło zdumiewające przemiany:
• zmniejszy się podatność na stresy i nasza nadwrażliwość;
• zaczniemy dostrzegać naszą wartość;
• stwierdzimy, iż nazywanie prawdziwych uczuć uzdrawia nasze kontakty z innymi:
• a przede wszystkim – nasze pragnienia będą spełniane, jeżeli tylko potrafimy o to poprosić.
Jeżeli natomiast będziemy tłumić nasze potrzeby, przeżywać będziemy różne natężenia cierpienia. Im pewniej będziemy okazywali i nazywali nasze potrzeby, tym rychlej uzyskamy spokój i równowagę. Tym szybsze będzie nasze uzdrowienie.

Podaj konkretne przykłady wskazujące, iż masz odwagę nazywać swoje uczucia i jesteś gotów do ujawniania ich.
Czego spodziewasz się, gdy odczuwasz satysfakcję, wyrażając swoje prawdziwe uczucia?

Nauczyć się wychodzenia z osamotnienia
Gdy będziemy się mniej izolować, zaczniemy:
• bardziej siebie akceptować,
• otwarcie wyrażać nasze odczucia, emocje,
• pielęgnować bardziej kontakty budujące nas,
• realizować projekty i plany,
• wraz z innymi przystępować do działań.
Jeżeli ulegnie poprawie nasz wizerunek we własnych oczach, będziemy gotowi do podejmowania ryzyka, do poszerzenia obszarów naszej aktywności.
Będziemy szukali przyjaciół pewnych, pomocnych w działaniu i korzystnie na nas wpływających. Będziemy dążyli do aktywności w grupie, będziemy znajdowali przyjemność w byciu razem. Będziemy łatwiej uzewnętrzniać własne uczucia, gdy wzrośnie poczucie naszej wartości. Spostrzeżemy, że inni będą nas łatwiej akceptować takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Skoro także sami siebie zaakceptujemy, będziemy żyć uspokojeni i radzi sobie.

Wskaż konkretne sytuacje, gdy mniej niż zwykle unikałeś kontaktów z innymi.
Czego spodziewasz się po sytuacjach, które dawniej powodowały zamykanie się w sobie, a teraz charakteryzuje je otwartość?

Nauczyć się doceniać własną wartość
Gdy wzrasta nasze poczucie wartości, zaczynamy:
• być bardziej wiarygodnymi,
• być bardziej pewnymi siebie w działaniu,
• łatwiej nawiązywać i utrzymywać kontakty,
• lubić siebie,
• objawiać otwarcie nasze odczucia,
• nie bać się ryzyka.

Jeżeli będziemy tak postępować, by rosło zaufanie do nas i naszych zdolności, wzrastać także będzie poczucie własnej godności. Będziemy w stanie utrzymywać kontakty z innymi i akceptować siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Będziemy widzieć tak nasze zalety, jak i wady, ograniczenia. Będziemy gotowi podejmować ryzykowne decyzje i działania. Stwierdzimy, że stać nas na osiągnięcie tego, o czym nie śmieliśmy marzyć nawet we śnie. Będzie nam miło dzielić się z innymi naszymi odczuciami – będziemy mieć większe poczucie pewności, bo poznaliśmy innych i pozwoliliśmy im poznać nas. Nasze stosunki z innymi będą zdrowsze, ponieważ szanując siebie i ufając sobie, nie będziemy rozpaczliwie zabiegać o uznanie innych.

Wskaż przykłady zachowań świadczących iż poprawiła się Twoja samoocena.

Czego oczekujesz, gdy zmieniło się pozytywnie Twoje zdanie o sobie ?

 

  • Nauczyć się rozpoznawać granice odpowiedzialności 
    Gdy zaprzestaniemy poczuwać się do przesadnej odpowiedzialności i nadopiekuńczości. zaczniemy:
    -bardziej dbać o swoje prawa,
    -cieszyć się wolnym czasem,
    – przyjąć do wiadomości granice naszej aktywności,
    -zminimalizować poczucie odpowiedzialności za innych.
    Gdy zrozumiemy, że nie możemy brać odpowiedzialności za postępowanie i odczucia innych, zaczniemy koncentrować się na swoich sprawach. Pojmiemy, iż nie należy dążyć do ingerencji w cudze życie, a inni sami ponoszą odpowiedzialność za siebie i swoje postępowanie. Skoro postanowiliśmy brać odtąd pełną odpowiedzialność za swoje uczynki, winniśmy też troszczyć się o spełnianie naszych dążeń, powierzając się Bożej woli. Znajdziemy wówczas w sobie dość siły i odwagi, by zmierzać do pracy nad przebudową własnej osobowości.

 

Podaj konkretne przykłady zachowań, świadczące o rezygnacji z nadmiernej odpowiedzialności za innych.

Co możesz osiągnąć, gdy zgodzisz się, iż inni są za siebie odpowiedzialni, a Ty zatroszczysz się bardziej o siebie?

Nauczyć się odpowiedzialności za siebie
Gdy zaprzestaniemy żyć i postępować bez poczucia odpowiedzialności, zaczniemy:
• dotrzymywać przyrzeczeń, obietnic,
• stawiać sobie zadania,
• podejmować odpowiedzialność,
• mieć poczucie satysfakcji.
Gdy uwierzymy, iż Bóg pomoże nam zrealizować realistyczne cele, spróbujemy – licząc na Jego pomoc – pracować nad naszą przyszłością. Będziemy przywiązywać mniejszą wagę do oczekiwań innych wobec nas, a większą do naszych własnych działań na rzecz osiągnięcia życiowych celów. Zrozumiemy, że podejmujemy walkę z sobą a Bóg pozwoli nam osiągnąć zwycięstwo. To On wprowadzi ład w nasze życie, jeśli Mu na to pozwolimy. I pomoże nam uczynić nasze życie udanym.

 

Wskaż konkretne przykłady zachowań, świadczących, iż postępujesz coraz bardziej odpowiedzialnie.

Czego możesz oczekiwać, skoro zdecydowałeś się brać na siebie odpowiedzialność?

Nauczyć się poświęcenia
Gdy zaakceptujemy swoją seksualność, wówczas zaczniemy:
• swobodnie rozmawiać o seksualności,
• przyjmować do świadomości swoją seksualność,
• uwzględniać nasze osobiste seksualne potrzeby,
• zwierzać się ze swoich intymnych potrzeb,
• poświęcać się bezinteresownie, poza pożądaniem.
Gdy bez zastrzeżeń powierzymy się Wszechobecnej Miłości Naszego Pana, wrasta poczucie naszej wartości; tak we własnych, jak w cudzych oczach rośnie nasza ocena. Rosnąca miłość do siebie samego i gotowość poszerzania naszego zatroskania o siebie i większa aktywności życiowa sprawia, że szukamy towarzystwa ludzi podobnie postępujących i myślących. Mniejszy jest lęk przed przyjmowaniem na siebie zobowiązań, jesteśmy lepiej przygotowani – emocjonalnie, umysłowo, duchowo – do zawierania zdrowych, właściwych związków. Bez większych zahamowań możemy rozmawiać o naszych uczuciach, naszych cechach pozytywnych i negatywnych. Rosnące zaufanie do siebie pozwala nam nie wstydzić się naszej nadwrażliwości, łatwości zranienia nas. Nasza skłonność do perfekcjonizmu powoli ustępuje, a rośnie gotowość do przemiany. Potrafimy szczerzej rozmawiać o naszej seksualności i roli płciowości w kontaktach międzyludzkich. Akceptujemy także ich prawo do rzetelnej informacji uświadamiającej im ich własną tożsamość płciową.

 

Podaj przykłady zachowań, świadczące, iż polepsza się Twój seksualny sposób bycia.

Co spodziewasz się osiągnąć, jeżeli Twoja seksualność jest źródłem Twojej satysfakcji?

 

 

Na naszym czerwcowym spotkaniu pochyliliśmy się nad Słowem z Iz 43,1-3a. Bóg woła do każdego z nas po imieniu, do każdego w wyjątkowy, tylko dla niego przeznaczony sposób. Czy słyszę Boży, niezwykle intymny Głos w sobie. Poniżej odnośnik do rozważań ze spotkania:

Iz 43,1-3a

Błogosławię,

Magdalena

Na naszym spotkaniu majowym omawialiśmy kolejny krok z „12 kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej. Poniżej zamieszczam materiały ze spotkania.

KROK 9

 

Zrobiliśmy listę wszystkich osób, które skrzywdziliśmy, i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

 

„My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego. „ (l J 4,19-21)

Osobiste rozważania

Aby najskuteczniej przejść przez krok dziewiąty, wróćmy do sporządzonej w ósmym kroku listy i przeanalizujmy każdy konkretny przypadek i sposób zadośćuczynienia. Większość sytuacji będzie wymagała bezpośredniego kontaktu, w niektórych przypadkach wystarczy, jeśli zmienimy postępowanie. Którekolwiek z tych rozwiązań wybierzemy, najważniejsze jest gruntowne, całkowite dokonanie -jak tylko to możliwe – zadośćuczynienia.

Która z osób na Twojej liście budzi w Tobie największy strach? Czego się obawiasz ?
Jak dalece nienawiść, która jest w Tobie przeszkadza umiłować Boga?

Dwa ważne aspekty związane z zadośćuczynieniem

Tam, gdzie było to możliwe – naprawiliśmy zło, które tym ludziom wyrządziliśmy.
Chodzi o tych, do których dotarcie nie będzie nastręczało trudności i z którymi – jeśli będziemy sami już gotowi – uda nam się nawiązać kontakt. Chodzi przede wszystkim o członków rodziny, współwyznawców i innych, którym jesteśmy winni naprawienia krzywd. Mogą oni być naszymi przyjaciółmi, ale i wrogami. Sens naszego zadośćuczynienia ma polegać na podjęciu próby naprawy szkód, które wyrządziliśmy sobie, wbrew naszym najlepszym intencjom. Reakcja otoczenia może być dla nas zaskakująca, zwłaszcza, gdy nasza poprawa zostanie zaakceptowana. Zapytamy wówczas być może: „dlaczego tak długo zwlekałem z zażegnaniem, rozwiązaniem tego konfliktu?”

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził- A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.” (Mt 5,43-44).

Jak reagujesz na myśl, że i z wrogami musisz dojść do ładu ?

 

 

Kiedy niemożliwy jest bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem

Bywają sytuacje, w których niemożliwy jest bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem.
Dotyczy to tych, z którymi nie mamy już żadnego kontaktu lub którzy już nie żyją. W takich przypadkach możemy pośrednio spełniać naszą potrzebę pojednania. Możemy to uczynić poprzez modlitwy, możemy też na przykład napisać przepraszający i wyjaśniający wszystko list, tak jakbyśmy z daną osobą przeprowadzali szczerą rozmowę. Możemy też próbować uczynić coś dobrego (jako zadośćuczynienie) osobie związanej z tym, kogo nieodwracalnie skrzywdziliśmy.

„Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów. Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania! Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał. „ (1 P 4,8-11a)

Zadośćuczynienie to też obdarowanie miłością. Opisz fakty Twoich zachowań, świadczące o tej bezwarunkowej gotowości czynienia dobra bez skargi.

Kiedy możemy dokonać tylko częściowej naprawy krzywdy

Aspekt drugi dotyczy ludzi, wobec których możemy dokonać tylko częściowej naprawy krzywdy, bowiem pełne wyjawienie prawdy mogłoby im, bądź osobom trzecim, wyrządzić jeszcze większe krzywdy.
Do takich osób można zaliczyć współmałżonka(-ę), ex-partnera, byłego współpracownika, niedawnego przyjaciela. Musimy ocenić, czy totalna szczerość nie powiększy jeszcze wcześniejszych cierpień. Dotyczy to zwłaszcza niewierności. W takiej sytuacji wszystkie strony mogą pozornie doznać nieodwracalnych cierpień i strat. Zwłaszcza, gdy problem wymaga szczegółowego rozpatrzenia okoliczności, winniśmy zaniechać powiększania bólu. Jeśli temu, kogo zawiedliśmy przyrzekając, np. wierną miłość, teraz okazujemy od nowa sympatię i zainteresowanie, to może naprawienie naszej niewierności okaże się możliwe do osiągnięcia.

„Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!” (Mt 5,23-24).

Kto na Twojej liście jest wśród tak przez Ciebie skrzywdzonych?
Jak dalece Twoja absolutna szczerość mogłaby ją (jego) jeszcze bardziej zranić?

 

Kiedy spodziewamy się poważnych następstw

W przypadkach, gdy spodziewać się można poważnych następstw (utrata pracy, uwięzienie, rozpad rodziny) należy bardzo starannie rozważyć konsekwencje naszych decyzji. Nie powinniśmy jednak zrezygnować z zadośćuczynienia ze strachu, że możemy sobie, bądź drugiej osobie zrobić krzywdę. Jeśli lękiem powodowani odsuniemy gotowość zadośćuczynienia, to na końcu my pozostaniemy tymi poszkodowanymi, pogrążonymi w żalu. Warto w trudnych, niejasnych przypadkach poszukać doradcy lub pomocy przyjaciela, aby nie ulec własnym słabościom, aby uzyskać obiektywne widzenie problemu, aby móc przedyskutować, jak byłoby najlepiej się zachować. W przeciwnym razie grozi nam niebezpieczeństwo zatrzymania się na drodze prowadzącej do naszego uzdrowienia.
 

„ (…) oddaje zastaw, zwraca, co porwał, żyje według praw, które dają życie, nie dopuszczając się zbrodni, to z pewnością zostanie on przy życiu i nie umrze. Żaden z popełnionych przez niego grzechów nie będzie mu poczytany. Postępuje według prawa i sprawiedliwości, ma więc pozostać przy życiu.” (Ez 33,15-16).

Czy oddanie tego, „co zostało skradzione ” może być uznane jako zadośćuczynienie ?

Sytuacje wymagające zróżnicowanego postępowania

Bywają i inne sytuacje wymagające zróżnicowanego postępowania
W takich – jak niżej – przypadkach byłoby wskazane i pomocne, zanim dokonamy oceny i osądu, zasięgnąć dodatkowej rady.
Osoba, którą skrzywdziliśmy i która z tego powodu ciągle cierpi. – Próba nagłego i bezceremonialnego z nią kontaktu przyniesie może więcej szkody i trudno ją nazwać rozsądną. – Jeżeli my sami ciągle cierpimy głęboki ból, należy raczej jeszcze poczekać z naprawą błędów, uzbroiwszy się w cierpliwość. Niezwykle ważne jest znalezienie odpowiedniego, niespiesznego momentu – by zdobyć więcej doświadczenia i uniknąć podobnych zranień i nieprawości na przyszłość.

Gdy on/ona nie są jeszcze gotowi do bezpośredniego kontaktu. Jakie szkody byłyby do przewidzenia, jako skutek przedwczesnych kroków naprawczych ?

Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie (Tes 5,11).


Przestańmy więc wyrokować jedni o drugich. A raczej to zawyrokujcie, by nie dawać bratu sposobności do upadku lub zgorszenia (Rz 14,13).

Czy osądzałeś innych ? Czy w ten sposób mogłeś ich zranić?

 

Małe kroczki

Jak się dotąd przekonaliśmy, omówione sytuacje wymagają szczególnej troskliwości, delikatności. Jest lepiej postępować małymi kroczkami na drodze ku zadośćuczynieniu, niż zbytnim pośpiechem spowodować więcej szkód, krzywd. Bóg pospieszy nam z pomocą i pociechą. To On nas dotąd doprowadził i musimy mieć ciągłą świadomość, iż bliskość Boża ma zdecydowany wpływ na całe nasze dalsze postępowanie.

Podaj przykłady, gdy Twoje niecierpliwe postępowanie przyniosło więcej szkód niż poprawy sytuacji.

„Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,35-36)

Kroki pomagające w dążeniu do naprawy

Sporządź listę osób, których być może czymś dotknąłeś, jako pomocną w Twoim dążeniu do naprawy wyrządzonych krzywd. Napisz sobie, jaki temat chcesz poruszyć, jak i gdzie będziesz przeprowadzał zaplanowane rozmowy.
Jeśli spotkanie twarzą w twarz jest niemożliwe bądź niepożądane, możesz napisać list lub przeprowadzić rozmowę telefoniczną. Najważniejsze jest: zmierzać ku pojednaniu, póki nie jest za późno. Udana próba naprawy krzywd poprawi nasze układy z osobą pokrzywdzoną i może zaowocować lepszymi relacjami z naszymi znajomymi. Nowe, inne formy międzyludzkich układów upewnią nas o ich wartości i gotowości pielęgnowania takich postaw.

Jak poprawiły się Twoje stosunki z innymi po podjęciu decyzji naprawienia wyrządzonych krzywd?

„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo.” (Rz 13,8)

Wypisz nieuregulowane dotąd Twoje winy, które powinieneś naprawić. Jak chcesz to uczynić?


Przeproszenie a zadośćuczynienie

Pracując nad programem dziewiątego kroku musimy uświadomić sobie różnicę między przeproszeniem i zadośćuczynieniem. Jakkolwiek przeproszenie może być pożądane, wskazane, to żadną miarą nie może zastąpić zadośćuczynienia. Ktoś może się usprawiedliwiać np. ze spóźnienia do pracy, ale dopóki nie zmieni swego postępowania, nie może być mowy o naprawieniu szkody. Przeproszenie jest istotne, jeśli to konieczne. Ale ważniejsze jest zobowiązanie do zmiany niewygodnego postępowania i dotrzymania tego zobowiązania!

Jakie widzisz różnice między przeproszeniem a zadośćuczynieniem?

„Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi.”  (Rz 12,17-18).

Jakie ponosisz osobiście szkody, gdy utwierdzasz się w nienawiści, pielęgnując ją w sobie, zamiast żyć ze wszystkimi w zgodzie i pokoju?

 

Kiedy wracamy do dawnych sposobów czy wzorców postępowania

Zdarza się często, iż przyczyny natury uczuciowej czy duchowej, powodują nawrót do dawnych sposobów czy wzorców postępowania, co nie jest jednak największym problemem. Ważne jest jednak, by najszybciej zareagować na pozostałą sytuację i nie poddawać się, nie ustawać w dążeniu do zmian, nie dopuścić do zablokowania procesów naprawy.

„ (…) a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich!” (Flp 2,3-4)

W których dziedzinach Twego życia okazuje się, iż nadal myślisz i postępujesz samolubnie ?

Obietnice kroków

Kroki 8 i 9 pomogą nam zerwać definitywnie z przeszłością. Pomogą nam wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za popełnione nieprawości i tam, gdzie to możliwe, naprawić zło. Pozwolą nam mieć nadzieję na wyleczoną z błędów i korzystną dla nas przyszłość. Wreszcie pozwolą nam odbudować poczucie własnej godności i uzyskać właściwe, na pojednaniu oparte relacje z sobą, z drugimi, z Bogiem.

„Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak iwy! (Kol 3,12-13)

Jaki wpływ na Twoje poczucie satysfakcji z życia mają „miłosierdzie, dobro, pokora, wyrozumiałość i cierpliwość”?

Oto zestawienie pomysłów i sposobów postępowania, które okazały się przydatne w procesie przygotowania do zadośćuczynienia innym osobom:

Nastawienie 
Bądź gotów pokochać i przebaczyć osobie, wobec której chcesz naprawić swoje winy.
Przemyśl dokładnie, co winno być powiedziane i strzeż się, by nie urazić czy skompromitować strony przeciwnej.
Weź pełną odpowiedzialność za wszystko, co powiesz.
Bądź gotów wziąć na siebie wszelkie konsekwencje.
Nie oczekuj uzyskania definitywnej odpowiedzi.
Swoje obawy poleć Bogu.

Przygotowanie 
Przygotowuj się w ciszy i modlitwie.
Nie podejmuj tych działań, gdy jesteś wściekły lub rozdrażniony; wróć do treści kroku czwartego.
Nie rób z tego wielkiego problemu: drobiazgi i wyjaśnienia, nie są niezbędne.
Uważaj: przystępując do naprawiania krzywdy nie możesz drugiej stronie wskazywać na jej także winę – tu chodzi wyłącznie o to, co Ty uczyniłeś, o Twój udział w złu.
Przedstaw wyraźnie Twoją gotowość naprawienia krzywdy, poproś o zgodę na tą gotowość. Powiedz na przykład, iż pracujesz właśnie nad programem, który uświadamia Ci, jak bardzo zraniłeś drugiego; gotów jesteś, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność, próbować naprawić wyrządzone krzywdy. Zapytaj, czy Twój rozmówca zechce przyjąć Twoje działania wobec siebie.

Przykłady prób zadośćuczynienia
Gdy skończyło się między nami , byłem/ -am (np. przerażony/-a,
czułem/-am się opuszczony/- a, przygnieciony/ -a nadmiernymi żądaniami itp.)….
Proszę Cię o przebaczenie za (zadane cierpienie) i za wszystko inne, co
uczyniłem/ -am w przeszłości, a co Cię zraniło poprzez moje myśli, słowa, uczynki. Nie chciałam/-em Cię zranić. Proszę o przebaczenie i postaram się w przyszłości postępować lepiej wobec Ciebie.
Chciałbym/-abym naprawić to wszystko, czym zawiniłem/-am wobec Ciebie.
Proszę, wybacz mi słowa, które wypowiedziałem/ -ałam (bezmyślnie, w strachu i zamieszaniu). Przyrzekam okazywać Ci w przyszłości więcej miłości i uwagi.
konkretnie wymaga naprawienia

Wybierz osobę, wobec której pragniesz podjąć próbę naprawienia zła. 

Kim jest ta osoba i co konkretnie wymaga naprawienia?
Jak chcesz to przeprowadzać (realizować)? Co zechcesz tej osobie powiedzieć?

 

Ćwiczenia do zadośćuczynienia za krzywdy zadane sobie

Oto, jak można poprowadzić proces samouzdrawiania siebie, przez siebie skrzywdzonego:

Nastawienie 
Bądź gotów pokochać siebie i sobie przebaczyć.
Zastanów się, co masz do powiedzenia i przyznaj się do pełnej odpowiedzialności za swoje postępowanie.
Mniej wobec siebie realistyczne oczekiwania.
Bądź gotów powierzyć swoje obawy Bogu.

Przygotowanie 
Znajdź czas na wyciszenie i modlitwę.
Nie zabieraj się do pracy nad sobą, gdy jesteś zły lub rozdrażniony; sięgnij ponownie do czwartego kroku.
Nie rób z tego wielkiego problemu; nie są niezbędne wyjaśnienia, analiza drobiazgów.
Pamiętaj, że chcesz naprawiać  to, co w Tobie jest naganne, a nie zmieniać innych.

Przykład przeprowadzenia z sobą naprawy zła
Gdy stało się, byłem/-am (przerażony/-a nadmiernymi oczekiwaniami, miałem/-am odczucie porzucenia, opuszczenia itp.).
Przebaczam sobie to wszystko, co poprzez moje słowa, myśli, uczynki, stało się przyczyną doznanych przeze mnie okaleczeń. Chciałbym/-abym znów być w porządku wobec siebie. Wybaczam sobie słowa kłamliwe, wypowiedziane bezmyślnie w gniewie, zamieszaniu.


Napisz do siebie list, prosząc o przebaczenie.

Podczas naszego spotkania rozważaliśmy Słowo z J 21,15-17. Rozważaliśmy, co Jezus mówi o swojej miłości względem każdego z nas. Odnośnik do tych rozważań zamieszczam poniżej:

J 21,15-17

 

Błogosławię,

Magdalena

Zapraszam serdecznie na nasze spotkania w miesiącu maju. Rozpoczniemy tradycyjnie Eucharystią o godz. 18:30. Następnie bezpośrednio po Mszy Świętej odbędzie się spotkanie w salce w budynku starej plebanii. Serdecznie zapraszam.

Kolejne spotkanie było poświęcone omówieniu kroku 8.

KROK 8

Zaprowadzić we wszystkim ład


Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem
będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz
płaczecie, albowiem śmiać się będziecie (Łk 6,31).

Zanim rozpoczęliśmy pracę w programie 12 – kroków wielu z nas oskarżało rodziców,
krewnych i przyjaciół za nieład w naszym własnym życiu. Często obarczaliśmy odpowiedzialnością Boga.

W tym ósmym kroku spróbujemy nie obciążać innych, lecz wziąć
na siebie odpowiedzialność za naszą złą sytuację. Przeprowadzony w czwartym kroku
„remanent” uświadomił nam, że nasze niewłaściwe zachowania szkodziły nie tylko nam,
ale wyrządziły wiele szkód także innym. Teraz chcemy się nauczyć brania pełnej odpowiedzialności za siebie i gotowości naprawienia wyrządzonych krzywd.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we
własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić
swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka,
gdy belka /tkwi/ w twoim oku? (Mt 7, 3-4).

Nie wolno nam dopuścić, by bolesne skutki naszych błędów działały na nas paraliżująco, onieśmielająco.
Nasza pozytywna przemiana zależy wprost od tego, jaką przyjmiemy postawę
wobec realiów, naszej przeszłości oraz od naszej gotowości uwolnienia się od nich.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię,
Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i
roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mk 11,25).

Jak statkowi może uniemożliwić dotarcie do celu niepotrzebne zakotwiczenie, a samochodowi
zablokowany hamulec, podobnie naszym hamulcem może być nadmierne przywiązanie do
przeszłości.

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a
nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni;
odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam
dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w
zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie
(Łk 6,36-38).

Kontakty międzyludzkie

Praca nad 8 i 9 krokiem ma umożliwić nam naprawienie naszych kontaktów z innymi
ludźmi, ale też z sobą samym.
Zdecydowanym skutkiem będzie uwolnienie się od izolacji i samotności. Jeśli naprawdę
gotowi będziemy naprawić krzywdy wyrządzone innym, to będzie to klucz do
naszej przemiany.
Jeśli będzie w nas gotowość uwierzenia w obecność przy nas Chrystusa, to rosnąć w
nas będzie także nieznana dotąd otwartość na innych ludzi. Pomoże to nam stanąć oko
w oko z ludźmi, wobec których zawiniliśmy naszym uprzednim lub krzywdzącym postępowaniem.  Celem naszym będzie naprawić krzywdy wyrządzone w przeszłości i z Bożą pomocą nadać
inne oblicze naszej teraźniejszości.

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy
się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i
miłość ku Niemu jest w nas doskonała (1 J 4,11-12).

Rozprawianie się ze skutkami

Gdy wrócimy do „remanentu” (krok 4), bez trudu ustalimy listę tych, wobec których
jesteśmy winni zadośćuczynienia. Naprawienie skutków naszego dotychczasowego
postępowania jest niełatwym zadaniem. Ale będzie nas na to stać. Chociaż musimy
sobie zdawać sprawę, iż może to trwać bardzo długo. Gdy zaczniemy analizować naszą przeszłość, mogą odżyć w nas różne nieprzyjemne odczucia. Lecz spojrzenie wstecz na wyrządzone
zło pozwoli nam odczuć ulgę, jaką niesie decyzja naprawy tego zła. Decyzja,
która przyniesie w przyszłości uzdrawiający dla nas i dla innych skutek.

Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne
– dla jego dobra, dla zbudowania. Przecież i
Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego
ale jak napisano: Urągania tych, którzy Tobie urągają,
spadły na Mnie (Rz 15,2-3).

Sztuka naprawy błędów

Dla wielu z nas wielkim problemem będzie przyznanie się do swoich błędów. Przywykliśmy
zrzucać winę na innych. Przywykliśmy od innych oczekiwać naprawy zła,
które nas dotykało. Nie zwykliśmy zastanawiać się nad krzywdą czynioną innym. Jeśli
przyjrzymy się rzetelnie naszemu postępowaniu, to dostrzeżemy wprawdzie próby zadośćuczynienia,
ale próby nieudane, często pogłębiające wyrządzane krzywdy.
Zastosowanie własnej skali sprawiedliwości prowadziło do utraty zdolności zrealizowania
podjętego zadania. Nienawiść i skamieniałość serca sprawiły, iż widzieliśmy
jedynie winę innych, a nie stać było nas na wczucie się w położenie i ich uczucia.

Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze,
kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W
jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na
siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz
(Rz 2,1).

Przebaczyć sobie – podstawą zadośćuczynienia

Pokonamy uczucia nienawiści, urazy, jeżeli potrafimy przebaczyć sobie i innym. Bóg
przebaczył nam już dawno nasze, raniące Go i oddalające od Niego postępowanie.
Teraz rozpoczynamy trudne zadanie nauczenia się wybaczania sobie samemu. Jest to
decydujący krok prowadzący do naszego uzdrowienia. By wybaczyć sobie, musimy
najpierw przyjąć do wiadomości, jaki ból zadaliśmy innym i sobie, i wziąć za to odpowiedzialność.
Bardzo ważne: nasze zadośćuczynienia winny dokonywać się w duchu
poszanowania, szacunku dla siebie. Jeśli nasze przebaczenie nie jest autentyczne,
prowadzić może do pogłębiającej się nieuczciwości i nieładu w naszym życiu.

Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i
wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie
przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy
wam waszych przewinień (Mt 6,14-15).

Gdy już sporządziliśmy listę osób, którym winni jesteśmy zadośćuczynienia, skoncentrujmy
się najpierw na sobie. Jako dorośli, a jednak ciągle niedojrzali, wielu z nas spostrzega siebie
jako ofiary cierpień, wyniesionych z domu. Nie wykształciliśmy zdolności do wystarczającego zadbania o siebie samego. Wszystkie siły i czas gotowi byliśmy oddać innym, ofiarować się im. Staliśmy się naszym najgroźniejszym wrogiem: nieustająco siebie potępiając, pogłębiając w sobie wstyd i poczucie winy. Jest więc niezbędne w naszym procesie uzdrowienia, aby zwalczyć te niszczące nas samych postawy i chcieć przede wszystkim sobie wybaczyć.

Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni!
Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w
Chrystusie (Ef 4,32).

Umocnić gotowość pojednania

Zaczynamy od przyjrzenia się bólowi, który – na ile jesteśmy tego świadomi – zadaliśmy
innym. Gdy sporządzimy listę osób, przez nas poranionych, winniśmy spisać sobie
myśli, które ułatwią nam podjąć próby pojednania.
Naturalnie powinniśmy się liczyć z możliwym odrzuceniem naszych osób. Ludzie z
naszej listy mogą reagować na nas negatywnie i nasze kroki, zmierzające do zmiany
naszych układów, zdecydowanie odrzucać. Mogą też trwać w złości i nie chcieć żadnego
pojednania. Niezależnie od takich reakcji – musimy być gotowi im wybaczyć.

Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! (Łk 6,27-31).
Jezusowi chodzi tu nie o autodestrukcyjną pasywność, lecz o zachowanie, które nie jest reakcją stosowania takich samych środków przemocy.

Zadośćuczynienie – naszą osobistą korzyścią

Musi być dla nas oczywiste, iż zestaw działań naprawiających krzywdy potrzebny jest
przede wszystkim nam, a nie tylko tym, których zraniliśmy. Przyjrzyjmy się skutkom
naszego dotychczasowego stylu życia. Pogłębimy w ten sposób przemyślenia kroku
czwartego i zobaczymy jaśniej problemy innych.

Zdarzyć się mogą przypadki, że nie ze wszystkimi osobami z naszej listy uda się nawiązać
kontakt. Być może już umarli lub są daleko od nas albo nie chcą spotkać się z nami. Niezależnie od tego – te osoby pozostają na naszej liście. Gdy w dziewiątym kroku podejmiemy konkretnie problemy zadośćuczynienia, zrozumiemy, jak istotne jest ono mimo niemożności osobistej konfrontacji z taką osobą. Gotowość naprawiania zła uwolni nas od obciążających uczuć i zapewni wewnętrzny spokój.

Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego
majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam
poczwórnie (Łk 9,8).

Krzywda –  jest takim zdarzeniem ,faktem który w zderzeniu z innym człowiekiem rani go emocjonalnie, fizycznie i duchowo (np. wybuchowość, kłamanie, zaspokajanie własnych chciejstw kosztem innych, nieodpowiedzialność, brak wrażliwości, mściwość, chłód emocjonalny i uczuciowy, odrzucenie, krytykanctwo, dominacja, opryskliwość, arogancja, zniecierpliwienie, zdrada, złośliwość, życie na koszt innych).

RODZAJE KRZYWD:

Krzywdy materialne: Działania, które komuś dotkliwie przyniosły szkodę.
Nadmierne pożyczanie czy rozdawanie; skąpstwo; hojność, by w zamian kupić sobie
przyjaźń i miłość; zatrzymanie dla siebie należnej komuś zapłaty.
Zawarcie umowy i odmówienie potem jej dotrzymania; okłamywanie drugich.
Uszkodzenie, zranienia osoby lub zniszczenie własności prywatnej .

Krzywdy moralne: Nieodpowiedzialne, niewłaściwe, niedojrzałe moralnie i etycznie zachowania. Te
zwłaszcza, poprzez które wciągnęliśmy innych w krąg naszych szkodzących sposobów bycia.
Zły przykład dawany dzieciom i innym osobom, które mogły od nas oczekiwać pozytywnych
wzorców.
Skoncentrowanie się na sobie i swoich prywatnych, egoistycznych celach przy zupełnym
pomijaniu potrzeb innych.
Zapominanie o urodzinach, świętach czy innych ważnych dla drugich okazjach.
Głębokie zranienia poprzez np. : niewierność, niedotrzymane obietnice, podejrzliwość,
ranienie słowem, kłamstwa.

Krzywdy duchowe : Rozmaite zaniedbania, wynikające ze zlekceważenia naszych obowiązków wobec Boga, nas samych, naszej rodziny i wspólnoty.
Nie zadawanie sobie trudu, by wypełnić nasze zobowiązania i nie okazywanie wdzięczności tym, którzy nam pomogli.
Lekceważenie obowiązków wobec siebie w zakresie zdrowia, wykształcenia, odpoczynku,  aktywności.
Bagatelizowanie istnienia i potrzeb drugich, nie okazywanie im uwagi i zrozumienia.
Przykłady szkodliwych postaw:

Gdy wpadamy w furię, często ranimy boleśnie samych siebie. Skutkiem jest stan
depresji i popadanie w nadmierne użalanie się nad sobą.
Gdy na skutek nieodpowiedzialnego postępowania popadamy w tarapaty finansowe,
czeka nas stres i konflikt z rodziną i wierzycielami.
Gdy doświadczymy czegoś, co wyzwala w nas uczucia wstydu i winy, oskarżamy
innych, by uniknąć rzetelnego spojrzenia sobie w oczy.
Nasza ograniczona samokontrola prowadzi do agresywnych postaw wobec drugich.
Nasze niepohamowane, wyuzdane zachowania seksualne uniemożliwiają głęboką,
autentyczną zażyłość.
Nasz lęk przed porzuceniem powoduje działania, ograniczające suwerenność partnera, jego
prawo do bycia sobą. Uzależniając i kontrolując go pragniemy nadać taki kształt wzajemnym stosunkom, jaki nam odpowiada.

Pytania:
1. W jaki sposób pojednanie z Bogiem warunkuje pojednanie z człowiekiem ?
2. Jak miłość Boga ku Tobie skłania Cię do kochania bliźniego ?
3. Jak Twoja niedostateczna gotowość przebaczania win hamuje Twoje uzdrowienie i jak dalece rani Twoje relacje z Bogiem?
4. Na ile stać Cię na miłosierdzie wobec osób, które Cię zraniły?
Zadania:
1. Sporządź listę układów, które z Twojej winy zostały zniszczone, rozbite.

  1. Sporządź spis sytuacji, w których okłamałeś innych. Jak chcesz to naprawić ?

W dniu 8 kwietnia pochyliliśmy się nad Słowem z Mt 13,44-46.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Co jest Twoją perłą dla której jesteś w stanie poświęcić wszystko?

Czy wśród Twoich pragnień pojawia się pragnienie Królestwa Bożego? Szukania, znalezienia, budowania go? Na ile jest ono silne, na ile ważne dla Ciebie?

Czy potrafisz docenić dary od Boga? Jakie znaczenie ma dla Ciebie dar wiary i obietnica Królestwa Bożego? W jaki sposób do niego podchodzisz – czy ciągle daje Ci radość?

Czy masz świadomość, że bez względu na Twoją historię Bóg towarzyszył Ci zawsze?

Królestwo Boże jest w nas – ono zaczyna się już tu, na ziemi. Jak to wygląda w Twoim życiu? Co jesteś w stanie uczynić dla Królestwa Bożego w Tobie?

Podczas kolejnego naszego spotkania rozważaliśmy Słowo Ps 121.

W jaki sposób, jak często dziękujesz Bogu za to, co Cię otacza – „za niebo i ziemię”, które stworzył dla Ciebie?

Pan Bóg w każdej chwili Cię strzeże. On się nie zmęczy, nie zaśnie, nie straci Ciebie z oczu. jest z Tobą i każdej czuwa by nic złego Ci się nie stało. Wierzysz w to – tak naprawdę, całym sercem? Co czujesz myśląc o tej wszechobecności Boga w Twoim życiu? Czy w ogóle ją zauważasz?

 

 

Kolejne spotkanie poświęciliśmy omawianiu kroku 6.

KROK 6

Gotów do zmiany?

Jak możliwa jest przemiana z Bożą pomocą?

Tajemnica przemiany życia bazuje na tym, że działamy wspólnie z Bogiem: Bóg przejmuje inicjatywę, On prowadzi, On pokazuje kierunek, podczas gdy my tylko współuczestniczymy naszą wolą przemiany, naszym chceniem i działaniem. Innymi słowy: wszystko, czego potrzebujemy, to wola oddania kierownictwa Bogu. On nas nie zmusza. Czeka, kiedy zaprosimy Go do naszego życia. Równocześnie jednak jest nam powiedziane: On nigdy nie pozostawi nas w potrzebie i nie zdradzi, co być może przeżyliśmy ze strony ludzi.
Nikt nie oczekuje od nas, że przezwyciężymy sami nasze błędy charakteru. Próbowaliśmy przecież tego bezskutecznie przez wiele lat. Nasza aktywność sprowadza się w zasadzie do tego, żeby te błędy charakterowe oddać Bogu i pozwolić Mu działać. W najgłębszym sensie oznacza to uwolnić nas takich, jakimi teraz jesteśmy. Krok szósty nie jest w tym kontekście krokiem akcji, działania. Wyraża się raczej tym, żeby stanąć przed Bogiem i pozwolić Jemu dokonać tego kroku w nas. Aby zdarzyło się to, co Bóg nam oferuje: zdanie się na Niego i oddanie Mu siebie (z naszymi błędami i słabościami). Gdy nasza gotowość do pełnego oddania wzrośnie, dojdziemy do punktu, w którym pozwolimy Bogu przejąć nasze słabości charakteru i usunąć je, zgodnie z tym, co On uzna za stosowne.

Uniżcie się przed Panem, a On was wywyższy (Jk 4,10). 

Musimy jeszcze raz uświadomić sobie, że cechy charakteru, które chcemy wyeliminować, są w nas głęboko zakorzenione i były wypracowywane przez lata w naszej walce o przeżycie. Dlatego nie znikną w ciągu jednej nocy. Musimy zatem być po prostu cierpliwi, podczas gdy Bóg będzie kształtował w nas nowego człowieka. Jednak przez naszą gotowość, przekazania Bogu kontroli, uczymy się w szerokim stopniu zaufania do Niego.

Gotowość przyzwolenia Bogu na działanie 

Krok szósty jest podobny do drugiego. W obu chodzi o gotowość pozwolenia Bogu na działanie i przemianę naszego życia. W drugim kroku poszukujemy odbudowy naszego psychicznego zdrowia, gdy zaczynamy wierzyć w moc większą od naszej. W szóstym chodzi o całkowitą gotowość pozwolenia Bogu na rzeczywiste usunięcie naszych błędów i słabości. W obu krokach uznajemy, że istnieją problemy. Oba kroki wyzwalają w nas gotowość wzywania pomocy ze strony Boga. Równocześnie musimy przestać chcieć pracować nad nimi wyłącznie w oparciu o własną siłę (wg zasady: sam sobie poradzę).
W postawie oddania się Bogu zostaje podarowana przemiana. Ponieważ dochodzimy do wiary w miłosiernego, pełnego łaski Boga, który obiecał nam przebaczenie i zbawienie dzięki oddaniu się Jezusa na krzyżu. Ta wiara oznacza: ufamy Mu, że obdarzy nas łaską przemiany.


Osobiste rozważania

  1. Aby osiągnąć rezultaty szóstego kroku, musimy sobie prawdziwie życzyć przemiany paraliżujących i blokujących nasze życie sposobów zachowania. Dotychczas panowała nad nami nasza swa-wola. W ten sposób próbowaliśmy kontrolować nasze otoczenie i manipulować nim. Byliśmy ofiarami naszej swawoli i tylko czasami zabiegaliśmy o to, by Bóg mógł nam pomóc.
    Teraz, gdy poznaliśmy naszą sytuację życiową i zdecydowaliśmy się wykorzenić nasze błędy zachowania, rozumiemy, że naszą własną wolą nie zdobędziemy zbyt wiele. Dlatego, aby móc zrezygnować z naszych autodestrukcyjnych sposobów radzenia sobie, musimy w końcu zaakceptować fakt, że potrzebujemy pomocy.


    Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, /bądźcie/ trzeźwi, miejcie doskonałą nadzieję na łaskę, która wam przypadnie przy objawieniu Jezusa Chrystusa (1P 1,13).

    2. W tym punkcie programu wyraźnie poznajemy, jak konieczna jest przemiana, aby wieść życie w pełni. Z jednej strony poznanie, że przemiana jest konieczna, a z drugiej strony rzeczywista gotowość do przemiany – to dwie różne sprawy. Przestrzeń między „poznaniem” a „gotowością” jest nie rzadko wypełniona strachem. Gdy zdecydujemy się rzeczywiście być gotowymi, nie pozostaje nam nic innego, jak uwolnić się od obaw i znaleźć ufność w tym, że Bóg da nam to, czego nam rzeczywiście potrzeba.
    Jeśli w końcu jesteśmy mocno zdecydowani tego chcieć, rozpoczynamy cenić nowe możliwości życia, które ujawnią się po przemianie. To nowe życie, które nam się jawi, będzie nas motywować, wszystko postawić na to, by je osiągnąć. Od tej pory nie będzie już powrotu.

    Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps. 37,4-5).

    Jak to osobiście rozumiesz: „ Nie będzie już powrotu ” ?


    Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie (Fp 3,12-14).

    3.Gdy przygotowujemy się do zrezygnowania (do oddania) z naszych błędów i słabości charakteru, zauważamy, jak są one nam bliskie i pożyteczne. Zrezygnowanie z nich oznacza zarazem, że utracimy możliwość kontrolowania siebie i innych. Możemy jednak zdać się na Boga, że nie zabierze nam nic, czego koniecznie potrzebujemy. Wiedza o tym daje ufność. Bóg cieszy się już z niewielkich początków.
    Pismo święte mówi, że wszystko będzie dla nas możliwe, gdy będziemy mieć wiarę nawet tak małą jak ziarnko gorczycy (Mt 17,30). Jeśli zasiejemy ziarno gotowości musimy się tylko skoncentrować na niewielkiej latorośli pozytywnych przemian i je docenić. Nie chcemy, by chwasty samowoli przerosły w naszym świeżo uprawionym ogrodzie nowo kiełkujące latorośle. Ponieważ nasze zwyczajowe emocje są nawozem dla tych chwastów, dlatego należy uwolnić się od nich i nie zwracać na nie więcej uwagi.

    Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonale (Rz 12,2).

  2. Tym krokiem ćwiczymy zdolność rozmowy z Bogiem. Postawa, w której stoimy w relacji do Boga, powinna wyrażać naszą pokorę i zapraszać Go do interwencji w nasze życie. Gdy mówimy: „Kochany Boże, chcę być cierpliwy”, wtedy wyrażamy wobec niego roszczenia i mówimy, czego od Niego oczekujemy. Jeśli modlimy się: „Kochany Boże, jestem niecierpliwy”, ujawniamy prawdę o nas samych.
    Gdy modlimy się, ukazujemy nową postawę, z pokorą przyznajemy się do prawdziwego naszego stanu, wyznajemy nasze słabości charakteru i chcemy pozwolić Bogu na zmianę, zamiast żądać od Niego, żeby „bitą śmietaną przyozdobił nasz tort”: „Proszę o trochę cierpliwości!” Z takim nastawieniem odkładamy nasze wyobrażenia dotyczące nas samych, że właściwie jesteśmy już w porządku, i prosimy Boga, by działał.

    Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym. Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam (Jk 1,5-6).

  3. Krok szósty wymaga, abyśmy zobaczyli błędy i słabości, których chcemy się pozbyć. Odnośnie niektórych z nich być może wcale nie jesteśmy całkowicie gotowi do pozbycia się ich. Wydają się nam pożyteczne.
    Mówimy wtedy: „Nie mogę jeszcze zrezygnować z….”. Gdy mówimy: „Tak czy inaczej, nigdy się nie zmienię i nie będę mógł zrezygnować z…”, dokonujemy fiksacji naszego problemu. Przez taką postawę zamykamy się na ratującą łaskę Boga i kontynuujemy nasz mechanizm samozniszczenia. Jeśli odkryjemy w nas jakieś tego typu sposoby zachowania, powinniśmy koniecznie odnowić nasze zaufanie do Boga, i na nowo zdecydowanie chcieć rzeczywiście Jego woli.

    Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego (2 Tes 3,3).

  4. Jeśli zintegrujemy zasady tego programu z naszą codziennością, przygotujemy się stopniowo i nieświadomie do tego, że nasze niedociągnięcia zostaną usunięte. Często w sposób nieświadomy stajemy się gotowi do uwolnienia się od naszych błędów. Niespodziewanie zauważamy, że nagle zachowujemy się inaczej, że zmieniliśmy się. Wtedy przeżywamy sytuację jak byśmy stali obok siebie i ze zdumieniem stwierdzali: „Obecnie zachowuję się zupełnie inaczej niż dawniej”. Czasami ludzie z naszego otoczenia szybciej zauważają w nas przemiany niż my sami.

Spełnione obietnice programu:
– Uzależnieni od uznania rozpoczynają działać niezależnie.
– Fanatycy kontrolowania stają się otwarci i odprężeni.
– Współuzależnieni, którzy ciągle ciągną za sobą troski innych ludzi, stają się delikatni w obchodzeniu się z własnymi potrzebami.
– Ludzie, którzy poważnie i sumiennie pracują z tym programem (jako z pełnym wartości i ważnym elementem ich życia), stają się spokojniejsi, opanowani i w prawdziwym sensie szczęśliwsi.

Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie. Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwością (Rz 6,11-12).

Św. Paweł wzywa, aby stanąć wobec siebie i przyjąć postawę: Uznaję siebie za martwego – dla grzechu umarłem. To jest dobrowolne nastawienie: „możesz szaleć z radości, pozwól starym historiom działać w żywy sposób. Jesteś wolny, a to dotyczy wiary.”

Uwierzcie: w każdym z nas tkwi promieniująca i godna zaufania osoba, często ukryta za chmurami zamętu i niepewności.
Irytuje nas nasze bezowocne, destrukcyjne zachowanie. Jeśli kto by nas zapytał, czy chcemy uwolnić się od naszych błędów i słabości, mielibyśmy tylko jedną odpowiedź: jesteśmy rzeczywiście gotowi pozwolić Bogu na usunięcie ich.

Czy to dotyczy rzeczywiście Ciebie? Co dla Ciebie znaczy „rzeczywiście być gotowym”?

Z całego serca swego szukam Ciebie; nie daj mi zboczyć od Twoich przykazań! W sercu swym przechowuję Twą mowę, by nie grzeszyć przeciw Tobie. Błogosławiony jesteś, Panie, naucz mnie Twoich ustaw! (Ps 119,10-12).

Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili (1J 5,14-15).

PYTANIA:

Pycha, duma – niewymierne przecenianie siebie pogardliwe zachowania wobec innych.

Podaj przykłady, które pokazują, że jesteś gotów zrezygnować z Twojej stałej potrzeby wywierania wpływu na innych?

Jakie masz trudności w rezygnacji z Twojego stałego zajmowania się samym sobą?


Chciwość – samolubstwo, sobkostwo przesadna żądza zysku przekonanie, że nigdy nie masz dosyć .

Co boisz się stracić, jeśli zrezygnujesz z Twojego silnego domagania się materialnych rzeczy?

Jaki zysk będziesz miał z tego, gdy zrezygnujesz z Twoich tendencji do samolubstwa?

Rozkosz – nierząd, amoralność, nieokiełznane, wyuzdane, nieodpowiednie zachowania seksualne.

Z jakiej nieodpowiedniej aktywności seksualnej zrezygnujesz (oddasz ją Bogu)?

Jak wykorzenienie Twoich tendencji do zachowanie pełnego rozkoszy przemieni Twoje codzienne zachowania społeczne?

Nieuczciwość oszustwo – kłamstwa i zwodzenia, usprawiedliwianie zachowań przez nieprawdziwe wyjaśnienia, kłamstwa, zapieranie się.

Jakie lęki budzą się w Tobie, gdy zauważasz, że musiałaby być powiedziana prawda?

Jak uczciwość poprawi Twoją jakość życia?

Obżarstwo, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, chciwość żądza, nadmierne jedzenie lub picie.

Jakich korzyści spodziewasz się w związku ze zmianą Twoich nieokiełznanych, wyuzdanych zachowań (wyrażanych m.in. słowami: „w końcu trzeba trochę użyć”)?

Z czego jesteś gotów zrezygnować?

Zawiść – zazdrość, bolesne i wypełnione dąsaniem tęsknota za korzyściami i pożytkami, z których korzystają inni, pragnienie posiadania tego, co mają inni.

Jak dalece jesteś gotów do rezygnacji z Twoich roszczeń do posiadania uznania i bogactw materialnych?

Jak wyobrażasz sobie Twoje życie bez przeżywania przez Ciebie zazdrości?

Lenistwo – ociężałość, niemrawość, ospałość niechęć do aktywności i wysiłku bycie bez energii i bez życia, unikanie odpowiedzialności.

Podaj przykłady wskazujące, że jesteś gotów podnieść poziom Twojej produktywności.

Jakie kroki podjąłeś, aby wyeliminować Twoje niekorzystne przyzwyczajenia?

„Zburzone marzenia”
Jak dzieci ze łzami przynoszą mi swoje zabawki,
ponieważ się rozpadły, i mówią: „Napraw je”,
tak i ja oddaję Bogu moje zburzone marzenia.
On jest moim Przyjacielem, częścią mnie.
Jednak zarazem – zamiast pozwolić Mu działać w spokoju –
krążę wokół niego i próbuję – wg mojego sposobu – ułożyć Jego ręce i
pokierować nimi. To okazuje się głupie.
W końcu wydzieram mu opryskliwie zabawkę
i wołam z płaczem: „Dlaczego to tak długo trwa?”
On mi odpowiada – „Moje dziecko, jak mogłem dokonać naprawy?
Nie pozwalałeś na to moim rękom.
(nieznany autor)

Bóg nie weźmie tego czego sam nie nazwę i nie zdecyduję się Mu to powierzyć .

Na naszym spotkaniu pochyliliśmy się nad Słowem z Łk 22,39-46.

Jakie decyzje podjąłem w swoim życiu płynące z miłości, z pragnienia dobra dla drugiego człowieka?

Na spotkaniu zastanawialiśmy się nad krokiem 5, jednym z 12 kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej.

KROK 5

Wreszcie zająć stanowisko 


„Dlatego powinniście wzajemnie (jeden drugiemu) wyznawać swoje grzechy i modlić się jeden za drugiego, żebyście zostali uzdrowieni” (Jk 5,16a).

Bez ukrywania wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

Piąty krok prowadzi do owej uczciwości i autentyczności wobec nas samych i innych: przyznajemy się do naszych błędów i wadliwych postaw przed Bogiem, przed samymi sobą i przed innymi ludźmi. Kiedy to czynimy, docieramy do ważnej fazy wyzbycia się własnych masek, żeby w końcu móc zobaczyć siebie samych bez osłonek.

Pierwsza faza: Stawać się uczciwym wobec Boga.

Pierwsza faza piątego kroku polega na przyznaniu się przed Bogiem do własnych błędów.

Wyznajemy przed Bogiem wszystko, co wielkim wysiłkiem przez długi czas trzymaliśmy w ukryciu. To nie jest już dłużej konieczne, żeby lżyć Boga i innych za to, co nas spotkało. W końcu możemy przyjąć naszą historię taką jaką jest rzeczywiście. To powoduje, że zbliżamy się do Boga, i poznajemy, że On zawsze stoi po naszej stronie. Nasze wyznanie pomaga nam przyjąć własne życie bez stawiania warunków i równie bezwarunkowo przyjąć siebie samych. Musimy pamiętać o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi i nigdy od Niego nie zostaniemy odepchnięci.

Druga faza: Być uczciwym wobec innych
.

Z czwartym krokiem rozpoczynamy przyznawanie się wobec samych siebie do własnych błędów, gdy przeprowadziliśmy przegląd samych siebie i mieliśmy okazję zobaczyć nasze sposoby zachowania się takimi, jakimi są one rzeczywiście. Kiedy w piątym kroku świadomie przyznajemy się do naszych błędów, rozwijamy także pragnienie i siłę, żeby z nich zrezygnować. To odbudowuje nasze poczucie własnej godności i pomaga nam wejść na siódmy krok, w którym prosimy Boga, żeby zabrał nasze braki, niedociągnięcia. Opowiedzenie naszych historii innej osobie, budzi w nas lęk. Ponieważ wielu z nas większą część swojego życia rozwijało mechanizmy obronne, aby innych trzymać od nas z dala, przez życie w izolacji próbowaliśmy ochronić się przed dalszymi zranieniami. Piąty krok jest ścieżką która wyprowadza z izolacji i samotności, drogą w kierunku integralności, zadowolenia i poczucia przyjaźni. Jest to upokarzające doświadczenie, ponieważ stawiano nam wymagania, żebyśmy byli całkowicie uczciwymi i otwartymi. Nie możemy dłużej czegoś zakładać odnośnie innych.

Odsłonić bezkompromisowo prawdę
.

Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa; kto je wyznaje i porzuca – ten miłosierdzia dostąpi (Prz 28,13). 

Odkryjemy dalsze aspekty naszego usposobienia, które skrywaliśmy także przed nami samymi. Nazwiemy błędy, które uczyniliśmy, ale także przyznamy się do naszej zmienności charakteru. Prawdopodobnie obawiamy się, że odsłonięta prawda o nas mogłaby wywołać obciążające skutki dla naszego dalszego życia. Opowiedzenie naszej historii innej osobie wiąże się dodatkowo z lękiem, że ponownie moglibyśmy zostać odrzuceni – jak to często przedtem bywało.
Pomimo wszystko decydujące jest to, że bierzemy to ogromne ryzyko na siebie i stajemy wobec naszych błędów, kiedy uznajemy je (np. w sakramencie pojednania). Z pomocą Bożą zdobędziemy się na odwagę, żeby odsłonić nasze prawdziwe usposobienie. „Jesteśmy chorzy, o czym świadczą nasze milczące tajemnice!” Tego wielu z nas doświadcza wciąż na nowo. Skutki tego kroku warte są jednak trudu i bólu.

Znaleźć osobę godną zaufania
.

 

Dlatego powinniście jeden drugiemu wyznawać wasze grzechy i modlić się jeden za drugiego, żebyście zostali uzdrowieni. Ponieważ modlitwa człowieka, który niewzruszenie wierzy, ma wielką siłę (Jk 5, 16).

Komu powinniśmy wyznać nasze trudności? Która osoba jest godna zaufania? Proś Boga o pomoc przy wyborze osoby, której zechcesz wszystko wyznać. Pomyśl o tym, że ten drugi człowiek jest chrześcijaninem i odbija się w nim obraz Chrystusa, Orędownika. To od początku był pomysł Boży, gdy stworzył nas ludzi jako partnerów, żebyśmy wspólnie rozmawiali i wspólnie dzielili troski i radości – bo należymy do swojej rodziny. Pomocą dla Ciebie może być odkrycie tych cech u innej osoby, które podziwiasz, i tak stworzysz sobie bazę zaufania. Znajdź kogoś, kto jest na tym samym duchowym poziomie i podzieli się z tobą rozumieniem spraw. Święty Duch Boży może działać przez wszystkie swoje dzieci. Jeśli dzielimy się wzajemnie naszym doświadczeniem osobistym, to nam pomaga poznać głębię bezwarunkowej Bożej miłości do całej rodziny ludzkiej.

Wreszcie zająć stanowisko.

Bez ukrywania wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

„ Dlatego powinniście wzajemnie (jeden drugiemu) wyznawać swoje grzechy i modlić się jeden za drugiego, żebyście zostali uzdrowieni” (Jk 5,16a).

Osobiste rozważania

Podczas przygotowywania się do piątego kroku, widzimy, że nasza wzrastająca relacja do Boga dodała nam odwagi, żebyśmy trwali z sobą jeden przy drugim, żebyśmy zaakceptowali siebie takim, jakimi jesteśmy i odkryli nasze prawdziwe ja. Piąty krok pomaga nam rozpoznać i wyzbyć się naszych starych sztuczek życiowych i rozpoczęli nowe, zdrowsze życie.
„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni. „ (Jk 4,7-8)

Piąty krok składa się z trzech różnych części: Poznajemy nasze wady:
■ wobec Boga,
■ wobec siebie samych,
■ wobec innych ludzi.

Dla niektórych z nas będzie to oznaczać, że opowiemy swoją historię życiową po raz pierwszy. Ale przez to możemy wreszcie po raz pierwszy zrzucić nasz cały zbyteczny bagaż. Jeśli otworzymy nasze serca i sami się odsłonimy, osiągniemy także głębię duchową.

Uznanie własnych błędnych zachowań wobec Boga, może być przerażające. Może wypieram się naszych win w przekonaniu, że mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby wszelką odpowiedzialność za nasze czyny zrzucić na Boga. Przecież w końcu to Bóg jest tym, który kieruje światem wszystkimi wydarzeniami. A więc mamy prawo, oskarżać za to Boga.
Ważniejsze jest, że zrozumieliśmy, iż to Bóg dał nam wolną wolę. On pragnie naszego dobra, ale jednocześnie pozwolił nam – bez presji z Jego strony – podjąć własne decyzje. Jeśli uznajemy przed Nim nasze błędy, czynimy to w świadomości, że Jego miłość do nas działa zawsze i bez warunkowo. On daje nam siłę i towarzyszy nam, jeśli oddajemy się Mu – takimi, jakimi rzeczy wiście jesteśmy – i chcemy ukształtować nasze życie w sposób zrównoważony i zdrowy.

Tak więc każdy o sobie samym będzie musiał zdać Bogu sprawę (Rz 14,12).

Nasze przyznanie się wobec siebie jest najmniej zagrażającą częścią piątego kroku. Odkrycie błędów przed samym sobą nie zmusza do bezwzględnej uczciwości. Możemy łatwo oszukać samych siebie. Dzięki technice zaprzeczania ukrywaliśmy prawdę o sobie i własnym życiu. I prawdopodobnie trwałoby to dalej, jeśli za winy i błędy musieliśmy odpowiadać jedynie wobec samych siebie. Jednak musimy rozpocząć od tego, żeby być uczciwymi wobec siebie i poznać własne prawdziwe ja – to jest pierwsza część piątego kroku.
Wprawdzie ludzie ciągle na nowo utrzymują, że nie potrzebują tego, że są wolni od wszelkiego grzechu. Kto coś takiego mówi, oszukuje samego siebie. W nim nie ma iskierki prawdy. Jeśli zaś my żałujemy za nasze grzechy i je nazywamy (wyznajemy) potem pozwalamy zaufać w to, że Bóg spełnia swoją obietnicę (jako) wierny i sprawiedliwy: On odpuści nasze winy i oczyści nas z wszelkiego zła (1 J 1,8-9).

Odsłonięcie naszych błędów przed innym człowiekiem jest częścią piątego kroku, który zakłada głębokie zmiany w postępowaniu. Chodzi rzeczywiście o sztukę „ćwiczenia pokory”, która pomaga nam uwolnić się od naszych mechanizmów obrony i zabezpieczeń. Rygorystyczna uczciwość wobec innego człowieka może budzić lęk, który może powodować zwlekanie z piątym krokiem.

To brzmi kusząco, żeby za wystarczające uznać wypowiedzenie wszystkiego tylko przed Bogiem, bo On jest tym, który ostatecznie odpuszcza winy. Jeśli nawet jest to prawdą to gdy dzielimy się własnymi doświadczeniami z inną osobą, odzyskujemy nasze poczucie własnej wartości.

D. Bonhoeffer zaostrzył to doświadczenie tak wyrażając je: „Zamieniamy się wspólnie w Chrystusa!” Tak spotyka nas Bóg dotykalnie i słyszalnie w bracie lub w siostrze.

„U mojego Ojca każdy sługa ma więcej do jedzenia niż potrzeba a ja umieram tutaj z głodu. Chcę pójść do mego Ojca i powiedzieć mu: Ojcze, zgrzeszyłem przed Bogiem i przed Tobą. Nie uważaj mnie dłużej za twojego syna, nie jestem już tego godzien. Ale czy nie mogę jako sługa pozostać u Ciebie? „(Łk 15,17-19).

Kiedy „zagubiony syn” wyznał swoje winy, musiał przyznać się do straszliwych pomyłek swoich dróg.

„Póki milczałem, schnęły kości moje, wśród codziennych mych jęków. Bo dniem i nocą ciążyła nade mną Twa ręka, język mój ustawał jak w letnich upałach. Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: Wyznaję nieprawość moją wobec Pana, a Tyś darował winę mego grzechu. „(Ps 32,3-5)

Jeśli opowiadamy naszą historię innemu człowiekowi, możemy oczekiwać więcej, niż tylko tego, żeby ktoś słuchał. Musimy być przygotowani, na wysłuchanie reakcji tej drugiej osoby. Wymiana może być pomocna i ubogacająca, jeśli będziemy otwarci na zauważenie i zrozumienie odrębnego sposobu widzenia tej drugiej osoby. To poszerza naszą świadomość dotyczącą nas samych i dostarcza nam sposobności do zmiany i wzrostu. Informacje zwrotne są dla nas ważne. Pomagają nabyć zdolność realistycznego patrzenia na siebie. Pytania stawiane w czuły i pełen zrozumienia sposób pozwolą ostatecznie ujawnić i zrozumieć uczucia, których nie byliśmy świadomi. Opowiadana w ten sposób historia naszego życia może okazać się najważniejszą rozmową w naszym życiu.

PYTANIA:

  1. Wymień przykłady, które ilustrują bezinteresowną miłość Bożą do Ciebie.
  2. Jak powstrzymuje Cię Twój mechanizm zaprzeczania, żeby być uczciwym wobec samego siebie?
  3. Czego oczekujesz po wyznaniu swoich błędów przed inna osobą ?
  4. Jak piąty krok będzie odwodził Cię od oszukiwania samego siebie?
  5. Jak dalece modlitwa jest pomoc dla procesu uzdrowienia?
  6. Co Ci daje to, że wysłuchasz punktu widzenia drugiej osoby?
  7. Jakie Twoje obawy budzi w Tobie krok piąty?
  8. Jak wyznanie Twoich grzechów pomaga Ci w odnalezieniu łaski?

W dniu 7 stycznia odbyło się nasze spotkanie opłatkowe w atmosferze serdecznych życzeń i dźwiękach śpiewanych i granych kolęd. Było też miejsce dla Słowa:

„Bóg nie przychodzi po to, żeby być zapłatą za coś, ale przychodzi po to, ażeby ocalić, uratować, aby nieść życie”.

Raz po raz pojawia się w życiu człowieka taka noc, w którą – żeby zrozumieć – trzeba przestać myśleć po ludzku, a zacząć po Bożemu wierzyć. Całą tajemnicę tej nocy wysłowił święty Jan Ewangelista prosto i krótko: „Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami”. Ważne jest tutaj słówko „między nami”. Słowo zamieszkało między nami. Nie zamieszkało w tobie, ani nie za¬mieszkało we mnie, zamieszkało m i ę d z y nami, między ludźmi. Widać to w scenie narodzenia. Pojawiło się między ludźmi. Nie w Maryi samej i nie w samym Józefie, i nie w pasterzu, ale między nimi. Słowo staje się ciałem i pojawia się między ludźmi.
Stało się coś niezwykłego: Bóg pojawił się na nowym poziomie. Dotychczas wiadomo było, że Bóg stworzył świat, że świat jest znakiem istnienia Boga, że można odczytać tajemnicę Bożą ze znaków, które Bóg pozostawił na niebie, na ziemi, w rzekach i w górach. Ale teraz wiadomo będzie coś więcej: że Bóg jest między ludźmi. A więc – na nowym poziomie. Jezus Chrystus powie: „Gdziekolwiek jest was dwóch albo trzech zebranych w imię moje, tam Ja jestem m i ę d z y wami”. A święty Paweł będzie mówił: „W Nim ruszamy się, żyjemy, w Nim jesteśmy”. Bóg pojawia się w tej przestrzeni, która istnieje między człowiekiem a człowiekiem, między mną a tobą, między nami. Nie jest w tobie, nie jest we mnie. Jest między nami.
Widomym znakiem tej obecności Bożej stanie się Eucharystia. Bóg jest obecny w Eucharystii. Co to znaczy? To znaczy, że jest wśród nas, między nami. Nie powinniśmy od tego czasu szukać Boga na niebie, na ziemi, szukać Jego śladów i znaków. Powinniśmy Go szukać obok nas, między nami – w tym, co nas łączy. A że człowieka z człowiekiem łączy miłość, wtedy Bóg jest w tej naszej miłości.

*

W tę noc Bożego Narodzenia nie przystoi mówić i rozmyślać o czym innym, jeno o Bogu. W noc Bożego Narodzenia zaczęło się coś niezwykłego: zaczęło się objawienie Boga człowiekowi. W tę noc Bożego Narodzenia człowiek usłyszał wyraźnie i jasno odpowiedź, po co został na tym świecie stworzony. To odwieczne pytanie człowieka: „Po co istnieję?” znalazło w noc Bożego Narodzenia prostą odpowiedź. Trzeba, abyśmy tę odpowiedź dzisiaj usłyszeli i lepiej zrozumieli.
Bóg stworzył nas po to, ażeby móc się nam objawić. Gdyby nie stworzył człowieka, istoty rozumnej, nie miałby komu się objawić. Bóg nie może się objawiać kamieniom, zwierzętom, drzewom, bo kamienie, zwierzęta i drzewa nie mają duszy. A człowiek ma duszę. I dlatego człowiek przyszedł na świat po to, ażeby Bóg miał komu się objawić. To jest pierwsza sprawa, którą powinniśmy dzisiaj usłyszeć i zapamiętać. Jesteśmy na tym świecie po to, ażeby Bóg miał się komu objawić. Bóg objawia się tobie, mnie – tak jak objawił się pasterzom, Maryi, Józefowi. Nie jesteśmy inni niż oni.

*

„Okazała się miłość Boga Stworzyciela…”. Okazała się miłość ku stworzeniom, ku ludziom. Ale nie ze względu na ich piękno. Ta miłość Boga Stworzyciela okazała się raczej za względu na ich upadek, ze względu na ich nędzę, ze względu na ich ubóstwo. Kiedy miłosierny Samarytanin przechodził drogą, zwrócił jego uwagę widok rannego. To nie piękno przykuło wzrok przechodzącego Samarytanina. Kiedy Chrystus widział trędowatych i sparaliżowanych, nie ze względu na ich piękno zwracał się ku nim ze słowem pociechy i ze słowem, które niosło zdrowie. Miłość Boga, która okazuje się ku stworzeniom, jest jakąś inną miłością. To nie jest ta miłość, która jest zapłatą za piękno. Jest to raczej ta miłość, która t w o r z y piękno. Im więcej miłości, tym więcej piękna będzie. Ale nie odwrotnie.
Czymże więc jest ta miłość Boga ku ludziom?
Cała tajemnica tej sprawy wyraża się w jednym słowie: wybór. Bóg miłuje wtedy, kiedy wybiera. Miłość Boga to wybór Boga. Także w języku ludzkim słowo to wiąże się z miłością. Czyż nie mówimy „wybrany”, czyż nie mówimy „wybranka”? Dlaczego wybrany? Dlaczego wybranka? Wybranka, bo wybrana. Wybrany, bo go wybrano. Nie ze względów na piękno, ale bardzo często ze względu na ubóstwo, na nędzę, na tragedię, na smutek. Miłość przychodzi po to, by ratować, żeby ocalać. Nie przychodzi po to, żeby być zapłatą za coś, ale przychodzi po to, ażeby ocalić, uratować, aby nieść życie. Maria została wybrana, wybrani zostali apostołowie – wybrany Piotr, wybrany Jan – wybrany Józef… Wybór Boga stanął u źródła i był początkiem miłości. Bo miłować to wybrać. A wybrać to umieć powtarzać wybór. Powtarzać codziennie, co godzina. Być wiernym to powtarzać ten wybór. Często nie za coś, ale – mimo wszystko.
Drodzy moi, jest godzina bożonarodzeniowa. W tej wielkiej godzinie każdy z nas winien zadumać się nad najprostszymi ze słów. Nad takimi słowami, jak „wiara”, jak „nadzieja”, jak „miłość”. Bo historia tych słów pisze się w takich dniach jak dzień dzisiejszy. W dzień Bożego Narodzenia w obrazie bożonarodzeniowej szopki ukazana jest tajemnica wyboru. „Wybrałem cię pierwej, zanim się stałeś”. Wybrałem cię pierwej, zanim ty Mnie wybrałeś. Wybrani wybierają. Jesteście wybrani – i dlatego możecie wybierać. Tak mówi Bóg do człowieka: jesteś wybrany. To Bóg najpierw wybrał, a teraz możesz wybrać Tego, kto ciebie wybrał. I na tym polega miłość. „Uczyniwszy na wieki wybór / W każdej chwili wybierać muszę”.
ks. Józefa Tischner

W Nowym Roku zapraszam serdecznie na spotkania w dniu 7 i 28 stycznia 2019r.

Niezmiennie rozpoczniemy je Eucharystią o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki spotkań znajdującej się w budynku starej plebanii.

Jak nauczyć się widzieć siebie oczami Boga? Niezbędne jest uświadomienie sobie, jak widzi nas Bóg. On nas nie potępia, lecz patrzy na nas pełnym miłości wzrokiem. Kładzie ostrożnie palec na najbardziej bolesnych miejscach. Pozwólmy więc Mu nas prowadzić. Jeszcze raz: nie pomoże nam, jeżeli będziemy gwałtownie i bezlitośnie szarpać się sami z naszymi problemami.

Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12,2).

Cytat Ojca Augustyna Pelanowskiego: 

„Będziemy mieli taką wieczność, jaki mamy stosunek do samych siebie już tu, w doczesności. To bardzo ważne, czy żywisz do siebie miłość, czy też siebie nienawidzisz. Samo-odrzucenie jest bowiem dowodem lucyferycznej pychy. Anioł, który stał się lucyferem, nie znosił siebie za to, że nie jest boski. Naśladujemy demoniczną naturę, gdy nie znosimy siebie za to, że nie jesteśmy idealni, perfekcyjni, wyjątkowi, zawsze działający w sposób udany i bezbłędny, wzbudzający podziw.” 

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości (1J 4,18).


Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; doświadcz i poznaj moje troski, i zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, a skieruj inne na drogą odwieczną! (Ps 139,23-24).

Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują (Jk 1,12).

Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze; siebie samych doświadczajcie! Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście odrzuceni. Mam zaś nadzieję, iż uznacie, że my nie jesteśmy odrzuceni (2Kor 13,5-6).

 

 

 

 

Na spotkaniu rozważaliśmy Słowo Sdz 6,36-40

6 36 Rzekł więc Gedeon do Boga: «Jeżeli naprawdę chcesz przeze mnie wybawić Izraela, jak to powiedziałeś, 37 pozwól, że położę runo wełny na klepisku; jeżeli rosa spadnie tylko na runo, a cała ziemia dokoła będzie sucha, będę wiedział, że wybawisz Izraela przeze mnie, jak powiedziałeś». 38 Tak uczynił. Kiedy rano wstał i ścisnął wilgotne runo, wycisnął z runa pełną czaszę wody. 39 I rzekł Gedeon do Boga: «Nie gniewaj się na mnie, jeżeli przemówię jeszcze raz do ciebie. Pozwól, że jeszcze raz powtórzę doświadczenie z runem: niech rano będzie suche tylko samo runo, a niech na ziemi dokoła będzie rosa». 40 I Bóg sprawił to tej nocy: samo runo pozostało suche, a na ziemi była rosa.

Punkt 1.. «Jeżeli naprawdę chcesz przeze mnie wybawić Izraela  ».

Gedeon zupełnie nieoczekiwanie dla siebie otrzymał od Boga zadanie wybawienia Izraela z rąk Madianitów.  Był zwyczajnym człowiekiem, zaskoczonym przez Boga przy młóceniu zboża.  Z trudem przyjmował do wiadomości to, co Bóg mu zlecił. Jego plany na życie były zapewne inne.
Taka  i nasza historia.  W nasze pozornie uporządkowane, toczące się według ustalonego planu życie nagle wchodzi Bóg. Wchodzi przez jakąś sytuację, jakichś ludzi, jakieś wydarzenie  i stawia nas przed zadaniami, których nigdy nie spodziewaliśmy się. Pomyśl, może  i w Twoim życiu były takie sytuacje, może nie tak dramatyczne jak Gedeona, ale jednak wymagające zmiany planów, decyzji, przynoszące zadania zupełnie nowe, czasem zaskakujące. Jak wtedy reagowałeś? Co czułeś?

Punkt 2. Prośba o znak.

Gedeonowi trudno było uwierzyć, że Bóg naprawdę zleca mu takie zadanie,  nie dowierzał, dlatego prosił o znak. Chciał mieć pewność, że to do czego jest wzywany, jest zgodne z wolą Boga.
Gdy przed nami nagle stają nowe wyzwania, mamy prawo nie mieć pewności, że to nie jest tylko złudzenie. Dlatego proszenie o potwierdzenie przed podjęciem ostatecznych decyzji nie jest niczym złym, nie musi oznaczać nieufności wobec Boga.  Może oznaczać nieufność wobec siebie, czy dobrze odczytujemy wezwanie. Może zdarza Ci, że widzisz przed sobą jakieś zadanie duże czy małe  i nie masz pewności, czy naprawdę powinieneś je podjąć? Może nawet teraz masz taki dylemat. Nie bój się prosić wtedy o jakieś potwierdzenie.  Nie lękaj jednak, gdy go nie otrzymujesz. Bóg może dać potwierdzenie w dalszym życiu.

Punkt 3.Bóg daje znak.

Gedeon był natarczywy, nie wystarczało mu jedno potwierdzenie, domagał się kolejnych, dyktował Bogu jak mają wyglądać.  I Bóg dał mu to czego Gedeon oczekiwał, chociaż  Gedeonowe oczekiwania świadczyły o o słabości jego wiary i zaufania. Bóg zna naszą słabość, nasze ograniczenia, dlatego czasem jakby dostosowuje się do nas. Czy jednak  potrafisz cierpliwie i z zaufaniem czekać, że to On wybierze najlepsze miejsce i czas potwierdzenia,  stojących przez Tobą zadań i związanych z tym decyzji?

Na spotkaniu rozmawialiśmy o zaufaniu do Boga, z którego wypływa zaufanie do siebie i drugiego człowieka. Ks. Krzysztof Grzywocz mówi o tym, że Bóg uprzedza człowieka w zaufaniu, to On pierwszy mówi, że mi zaufał.

Twoja wolna decyzja , aby chcieć zaufać Bogu , jest podstawą zwycięstwa nad Twoją porażką. 

Podczas wycieczki w góry pewien człowiek idąc podziwiał widoki, chłonął zapachy gór i z tego zachwycenia pośliznął się na skale i zaczął spadać w dół.

Spadając złapał się za krzak i zawisł na gałęzi.

Przestraszony zaczął krzyczeć o pomoc. Nagle słyszy jakiś głos mówiący do niego: mój synu, jestem twoim Bogiem ,zaufaj mi a ja ci pomogę- puść tę gałąź, a ja cię uratuję … pod spodem masz półkę skalną.

Człowiek spojrzał w dół …….. nic nie widzi bo pod spodem gałęzie zasłaniają widok …….potem spojrzał w górę –nikogo nie było i mówi: nic z tego, poczekam na ratunek ludzki.

Wisi do tej pory…………………

 


Nauczyć się zaufania – to odrzucić nieufność

Czy Pan Bóg może być tym Komu zaufamy? Komu powierzymy nasze życie?

Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna. Nie bądź mądrym we własnych oczach, Boga się bój, zła unikaj: to ciału zapewni zdrowie, a pokrzepienie twym kościom (Prz 3, 5-8).

 

Bóg daje swoją miłość bez warunków. To jest tajemnica łaski. 

 

Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo ja jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie ( Mt 11,28-30). 

Jezus swoim życiem wskazuje nam, jak ciągle na nowo oddawał wszystkie troski Bogu, gdy doskonale akceptował wolę Ojca.

To posłuszeństwo zaprowadziło Go na Krzyż, a zwycięstwo Zmartwychwstania podarował wszystkim, którzy w Niego wierzyli.

Jego miłość do nas prowadziła go w kierunku rozprawienia się z mocami zła.

Był silny i wytrwały dzięki temu, że zaufał swemu niebieskiemu Ojcu.

Także my staniemy się silni w czasie próby i pokusy, ponieważ wiemy, że nasz Ojciec niebieski nie zostawi nas w potrzebie.

I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: Ojcze, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty (Mt 26.39).


Co jest Twoim krzyżem, który wciąż nosisz i który doprowadza Cię do tego aby zaufać Bożej opiece?
 

 

W dniu 12 listopada rozważaliśmy Słowo z Ewangelii Mt 25,14-27.

Przypowieść o talentach

14 Podobnie też [jest] jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. 21 Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. 23 Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” 26 Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

Odkryliśmy, że talentami nie są jakieś wybitne uzdolnienia, tylko bardzo codzienne rzeczy, które wykonujemy, np. opieka nad drugim człowiekiem, życzliwość w stosunku do osób smutnych i potrzebujących, pochylenie się nad człowiekiem biednym, schorowanym….

Kochani,

Zapraszam na nasze kolejne spotkania, które tradycyjnie rozpoczynają się Eucharystią o godzinie 18:30. Najbliższe już 12 listopada, zaś następne odbędzie się 26 listopada.

 

 

Dzisiejszy temat poruszał sprawę naszego zaufania w stosunku do Boga.
Wiara, że istnieje siła większa niż my sami, wymaga zaufania. Łatwiej nam opierać swoje zaufanie na własnych siłach i zdolnościach, pomimo, że kończyło się to fiaskiem. Także zaufanie wobec innych częściej okazywało się zawodne niż właściwe. Jezus uczy, w którą stronę należy zwrócić zaufanie, aby się nie zawieść. Na pierwszy rzut oka wydaje się nierealistyczne , aby nasze zaufanie kierować na siłę ,której nie widzimy. A przecież cała egzystencja wszechświata jest odblaskiem Bożej mocy, miłości i majestatu. 

Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy.
Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł ,a On sam tam przebywał.
Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny.
Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.
Uczniowie ,zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc ,że to zjawa i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich ,,Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!
Na to odezwał się Piotr,, Panie jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do Ciebie po wodzie!
A On rzekł „,Przyjdź!! Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie ,przyszedł do Jezusa.
Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął Panie, ratuj mnie!!
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc .Czemu zwątpiłeś małej wiary??
Gdy wsiedli do łodzi ,wiatr się uciszył. Ci zaś którzy byli w łodzi ,upadli przed Nim mówiąc,,
Prawdziwie jesteś Synem Bożym. „(Mt 14,22-33) 
Czego Jezus uczy o wielkości wiary i jakie ma to konsekwencje dla Ciebie samego? 

Co powstrzymuje cię przez uznaniem, ze Siła, która jest większa niż Twoja własna, może przynieść Ci uzdrowienie?
W jaki sposób wyobrażasz sobie, że Twoja relacja do Jezusa Chrystusa pomoże Ci
przemienić i uzdrowić to, co zepsute i zranione? 
Czy twoja relacja do Boga przyczyniła się do tego, że lepiej radzisz sobie ze swoim życiem?
Jakie przeżycia wyzwala w Tobie myśl ,że przemiana i poprawa nie wystąpią natychmiast
lecz będą wymagać cierpliwości i wytrwałości?

Jak Bóg jako Twoja „Wielka Siła „,wzmocnił Cię i dał Ci moc? 

Jaka masz relacje do Jezusa Chrystusa?

Jak mogłaby ona być naprawiona i pogłębiona?

W jakich obszarach trudno ci wciąż zaprosić Jezusa w swoje życie? 
Jakiej pomocy oczekujesz od Boga,gdy prosisz Go o siłę?

W jakie obszary Twojego życia powinien On konkretnie wkroczyć? 

Podczas rozważania Słowa z Ewangelii Mt 20, 20-23 nasze rozmowy „poszły” w kierunku naszego rozwoju duchowego i nie tylko, jako procesu. Rozmawialiśmy o tym, że Bóg szanuje nas przez to, że daje nam czas, aby różne procesy w nas toczyły się w czasie dla nas potrzebnym do osiągnięcia konkretnej zmiany. Każdy ma inny czas. Bóg też nie przyszedł do nas od razu, jako dorosły człowiek, tylko jako Dziecko, które rozwijało się i dorastało w rodzinie ludzkiej. Czy ja daje sobie prawo do trwania procesu we mnie? Czy daje sobie prawo do popełniania błędów?

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: «Czego pragniesz?» Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». Odpowiadając Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». On rzekł do nich: «Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których Mój Ojciec je przygotował».

* * *

Punkt 1. «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». Synowie Zebedeusza i ich matka mieli jasno sprecyzowane pragnienie – być jak najbliżej Jezusa przez całą wieczność. Pragnienie w swej istocie mające najpiękniejszy cel. A jednak… nie było czyste. Istotnym jego motywem było pragnienie wywyższenia się nad innych, bo taki sens miała prośba o zasiadanie po prawej i lewej stronie. Pozornie bardzo duchowe i wzniosłe pragnienie okazało się tęsknotą za ludzką wielkością.

Wiele naszych pragnień, pozornie bardzo szlachetnych, ma ukryte “drugie dno”, dwuznaczne intencje, chęć zabłyśnięcia. Pomyśl o podejmowanych w ostatnich dniach decyzjach, może bardzo drobnych, codziennych, ale jakoś wpływających na kierunek w którym podążasz. Przyjrzyj się im. Czy nie było tam poza tym, co deklarowałeś innych ukrytych intencji, do których nawet wobec siebie nie bardzo masz się ochotę przyznać? Jeżeli jesteś pewien, że ich nie było, podziękuj Panu i bądź czujny. Jeżeli jednak dostrzegasz je – miej odwagę je nazwać i pokazać Jezusowi. On zna wszystkie motywy Twojego działania. I nadal Ciebie kocha.

Punkt 2. «Nie wiecie, o co prosicie». Jesteśmy przywiązani do naszych planów, dążymy do ich realizacji, jesteśmy przekonani, że Bóg powinien nam w tym pomagać, przecież nas kocha i chce naszego dobra. Zapominamy jednak, że jesteśmy przy Nim jak ten krótkowidz, któremu obraz zamazuje się kilka metrów dalej. Bóg widzi końcowy rezultat naszych planów i decyzji nieskończenie lepiej od nas. Jeżeli wydaje się, że nam nie pomaga i czujemy się tym rozczarowani, to właśnie dlatego, że On, widząc nieskończenie dalej, wie czy nasze plany przyniosą dobro.

Czy prosisz Go o to, abyś umiał z Nim omawiać swoje decyzje? Jakie są Twoje doświadczenia omawiania z Bogiem swoich decyzji?

Punkt 3.«dostanie się ono tym, dla których Mój Ojciec je przygotował». Ostatecznie synowie Zebedeusza otrzymali to, czego pragnęli, wieczność z Jezusem. Bóg otaczając nas miłością, chce, aby nasze pragnienia realizowały się. Tylko nie zawsze tak jak o to prosimy.

To jest pytanie o Twoje zaufanie do Boga. Co czujesz, gdy wszystko wydaje się iść nie po Twojej myśli, gdy Twoje, wydawałoby się, najpiękniejsze plany i zamiary nie spełniają się? Czy wtedy potrafisz zaufać, że Bóg ma dla Ciebie przygotowane coś wspanialszego niż sobie wymarzyłeś? Czy wierzysz, że na końcu czeka cię to wszystko czego pragnąłeś najbardziej? Porozmawiaj o tym z Jezusem.

 

Kochani,

Zapraszam serdecznie na nasze spotkania w dniach 1 i 22 października. Rozpoczniemy je tradycyjnie, najlepiej jak można, czyli Mszą Św. o godz. 18:30. Następnie ok. 19:15 udamy się wszyscy do salki w budynku Starej Plebanii.

 

Na kolejnym naszym wrześniowym spotkaniu rozważaliśmy Słowa z Ewangelii Mk 4,35-41.

Burza na jeziorze Mk 4,35-41

 

35 Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». 36 Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. 37 Naraz zerwał się gwałtowny wicher.Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. 38 On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» 39 On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. 40 Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?» 41 Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»

Pytań, na które staraliśmy się odpowiedzieć było wiele:

– Jak jest różnica pomiędzy BEZSILNOŚCIĄ a BEZRADNOŚCIĄ ?

– Czym dla mnie jest bezsilność?

– Czy już ją kiedyś poczułem, ogłosiłem?

– Czy kojarzę ją z porażką ?

– Co czułem gdy uzyskałem poczucie bezsilności?

– Co mnie przed tym powstrzymywało?

Pwt 30,15-20a – Co wybieram : życie, czy śmierć?…

«Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.

Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon cudzym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.

Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego».

* * *

Punkt 1. «Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście» Pragnienia są darem Boga, On je zaszczepia w naszych sercach, aby prowadziły nas do Niego. To są te najgłębsze pragnienia, wspólne nam wszystkim – pragnienie miłości, szacunku, prawdy, dobra, szczęścia. Ale w naszym ograniczeniu często mylimy drogę podczas ich realizacji, dlatego błądzimy. Szukamy dobra, piękna, prawdy nie tam, gdzie one się znajdują, albo w sposób nie pozwalający ich znaleźć. I wchodzimy na drogę śmierci, ciemności, grzechu.

Pomyśl o swoim życiu, czy nie było w nim chwil, gdy w gruncie rzeczy szukając szczęścia i dobra podejmowałeś decyzje, które w ostatecznym rozrachunku przynosiły cierpienie, grzech… Poświęć chwilę na przypomnienie sobie kilku takich decyzji, które uważasz za zgodne z Twoim sumieniem, które przyniosły dobro i takich, których uważasz za złe. Porozmawiaj o nich z Panem.

Punkt 2. «Nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami…» Ten nakaz ma jeden cel – pomóc człowiekowi. Bardzo łatwo pomylić drogi, łatwo pójść za złudnym szczęściem, za prawdą, która może okazać się kłamstwem, za dobrem tylko pozornym. Bóg jest jedynym, który znając pragnienia naszych serc, może nas bezpiecznie poprowadzić do celu, do realizacji tych pragnień najgłębszych. Dekalog, Osiem Błogosławieństw, Przykazanie Miłości – to drogowskazy.

Gdy podejmujesz większe i mniejsze decyzje wpływające na kierunek, w jakim podążasz w życiu, czym się kierujesz? Czy uwzględniasz Boże drogowskazy? Jak to wygląda w twoim życiu?

Punkt 3. «Abyś żył…» Jesteśmy stworzeni dla życia, nie dla śmierci. Śmierć przyszła na świat poprzez grzech. Bóg chce, abyśmy żyli, żyli wiecznie. I tylko od nas zależy, czy wybierzemy drogę życia. To nasza decyzja – czy będziemy się kierować Jego drogowskazami, czy będziemy uwzględniać Jego pragnienia, żeby nie podążać za złudnym szczęściem, za pozornym dobrem. Bóg jest po naszej stronie, nie odmówi nam swojego wsparcia, On chce abyśmy żyli, to Jego największe pragnienie. Szanuje jednak naszą wolność i potrzebuje naszej współpracy. Czy planując swoje życie, podejmując większe i mniejsze decyzje pamiętasz o współpracy z Nim, czy rozmawiasz z Nim o nich? W jaki sposób myśl o życiu wiecznym jest obecna w Twoim życiu tu i teraz?

 

Słowa z Ewangelii Mt 13, 1-9 postawiły nas przed pytaniem : Jaką glebą jestem? Jakie jest moje życie nie tylko w Kościele, ale także poza nim? Jaki mam stosunek do swoich bliskich, sąsiadów, współpracowników, przyjaciół, nieprzyjaciół? Co wnoszę do pomieszczenia, do którego wchodzę, życie i miłość, czy nienawiść i śmierć…?

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!».

* * *

Punkt 1. «Oto siewca wyszedł siać».  Jezus mówi do licznego tłumu, ludzie cisną się do Niego. Siada w łodzi, aby Go dobrze słyszeli. Mówi w przypowieściach, żeby lepiej mogli Go zrozumieć, ale i żeby dać okazję do myślenia. Także i Ty jesteś do tego jesteś zaproszony. W poprzednich dniach patrzyłeś na swoje pragnienia. Dziś jest czas, aby spojrzeć na to, czego Bóg pragnie dla Ciebie. W przypowieści siewca to sam Bóg, a ziarno to Jego słowo. Mówi ono o pragnieniach Boga wobec Ciebie, o tym czym chce Ciebie obdarować. On pragnie Twojego szczęścia, rozwoju. Chce abyś czerpał z Jego mądrości i sprawiedliwości. Raduje się, jeśli Ty wydasz owoc. Więcej, Ojciec tęskni za bliskością z Tobą, za Twoim zaufaniem, miłością. Bóg cierpliwie wkłada swoje pragnienia do Twojego serca. Za pomocą łaski uczy Cię je rozpoznawać i działać zgodnie z nimi. „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą” uczy święty Paweł. Od Ciebie zależy, czy chcesz poznawać Boże pragnienia, „zasiane” w Twoich pragnieniach. Jeśli już tak się działo, to w jaki sposób? Czy chcesz realizować Boże pragnienia dla Twojego życia – w decydujących chwilach i w codzienności?

Punkt 2. «Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je». Jeśli uczestniczysz w tych rekolekcjach, to pewnie masz pragnienie, aby słowo Boże zostało zasiane w Tobie. Chcesz, aby jego ziarna „wnet powschodziły” „i plon wydały”. Do tego jednak potrzebna jest odpowiednia gleba. Ta gleba to Twoje serce. Jezus wyjaśnia dalej w Ewangelii, że „posianie między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne”. Jeśli Twoje serce jest podzielone między Bogiem, a „troskami doczesnymi i ułudą bogactwa”, zastanów się, z czego to wynika? Jak reagujesz na Boże pragnienia, wpisane w Twoje serce – gasisz je, próbujesz stłumić, tęsknisz za ich Dawcą? Swoje trudności możesz powierzyć Jezusowi.

Punkt 3. «Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały». Jezus objaśnia nam dalej, że posiane na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On wydaje plon. Na żyznej ziemi Twojego serca, jeśli ono szczerze szuka Boga, rodzą się pragnienia, które spotykają się z Bożymi i im ulegają. Obfity plon to działania zgodne z nimi, podjęte nie z przymusu, a z miłości. Wymaga to czasu, cierpliwości i nawrócenia. Sam tego nie zrobisz bez Bożej pomocy, jednak możesz się o to modlić i ufać. Jeśli takie złączenie Twoich i Bożych pragnień jest Twoim doświadczeniem, zobacz jakie z tego wynikają wybory i działania. Możesz za to podziękować Bogu.

 

Kolejne nasze spotkanie wakacyjne było naszą odpowiedzią na pytanie: Jakie jest nasze zaufanie Bogu? Czy mamy doświadczenie, które pokazało nam na ile jesteśmy w stanie zaufać?
A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» – powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria2 i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę». Nazajutrz rano Abraham osiodłał swego osła, zabrał z sobą dwóch swych ludzi i syna Izaaka, narąbał drzewa do spalenia ofiary i ruszył w drogę do miejscowości, o której mu Bóg powiedział. Na trzeci dzień Abraham, spojrzawszy, dostrzegł z daleka ową miejscowość. I wtedy rzekł do swych sług: «Zostańcie tu z osłem, ja zaś i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu, a potem wrócimy do was». Abraham, zabrawszy drwa do spalenia ofiary, włożył je na syna swego Izaaka, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj się oddalili.
Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: «Ojcze mój!» A gdy ten rzekł: «Oto jestem, mój synu» – zapytał: «Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?» Abraham odpowiedział: «Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój». I szli obydwaj dalej. A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka położył go na tych drwach na ołtarzu. 10 Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna.
11 Ale wtedy Anioł Pański3 zawołał na niego z nieba i rzekł: «Abrahamie, Abrahamie!» A on rzekł: «Oto jestem». 12 [Anioł] powiedział mu: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna».
13 Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna. 14 I dał Abraham miejscu temu nazwę „Pan widzi”. Stąd to mówi się dzisiaj: «Na wzgórzu Pan się ukazuje»4.
15 Po czym Anioł Pański przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: 16 «Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie oszczędziłeś syna twego jedynego, 17 będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. 18 Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu».
19 Abraham wrócił do swych sług i wyruszywszy razem z nimi w drogę, poszedł do Beer-Szeby.
I mieszkał Abraham nadal w Beer-Szebie.

Z początkiem lipca rozważaliśmy Słowa z Mk 1,40-42:

Wtedy przyszedł do niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

* * *

Punkt 1. «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». Jezus przychodzi do swojej rodzinnej ziemi, do Galilei, aby głosić dobrą nowinę. Czyni wiele cudów. Trędowaty prawdopodobnie słyszał o tym i dlatego udaje się do Jezusa. Skazany na samotność i śmierć, pozbawiony praw, ma tylko obowiązek głośno ostrzegać innych o swojej chorobie. Właśnie on pierwszy zbliża się do Jezusa, podąża za pragnieniem życia. Łamie prawo ludzkie, które usiłuje chronić życie, a w rzeczywistości dzieli i izoluje. Staje twarzą w twarz z Panem. Wie, czego pragnie i właśnie o to prosi. Wie też, że Jezus może go uzdrowić, jednak nie jest pewny, czy On to uczyni. Słowa trędowatego są krótkie i konkretne, ale sposób, w jaki prosi, mówi wiele. Pada na kolana przed Jezusem, uznaje w Nim kogoś, kto ma moc nadprzyrodzoną. Oddaje się Panu w pokorze i ufności. Jego gest oznacza: „Pragnę, ale bądź wola Twoja”. A Ty w jaki sposób prosisz Boga o spełnienie Twoich pragnień?

Punkt 2. «Chcę, bądź oczyszczony!». Jest to spotkanie dwóch pragnień – Bożego i ludzkiego. Jezus działa – wyciąga rękę. „Zdjęty litością” Pan dotyka trędowatego. To bliskość, miłosierna miłość. Słowa Jezusa też są krótkie, ale wiele znaczą. Nie wypowiada ich Pan obojętny, który kapryśnie rozdaje swoje łaski. „Chcę!” to coś więcej niż wola Jezusa aby uzdrowić chorego. „Bądź oczyszczony” to wola Boga dla każdego z nas, abyśmy byli wyzwoleni ze wszystkiego, co nas niszczy. Pragnie, abyśmy przestali wątpić w Jego miłość. Pragnie, aby Jego pragnienie było także i naszym pragnieniem. A teraz przyjrzyj się jakiemuś mocnemu Twojemu pragnieniu, spełnionemu, czy też nie. Zastanów się, jak w nim się wpisuje pragnienie Boga dla Ciebie. Czy w Twoim pragnieniu nie ma czegoś dwuznacznego, co bardziej wynika z Twoich lęków, z miłości własnej, niż ze słowa Pana? Jeśli tak, nie bój się przyznać do tego. Możesz poprosić Jezusa, aby to pragnienie kształtował, oczyszczał.

Punkt 3. Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Dotyk Jezusa, Jego słowo uwalnia natychmiast chorego od trądu i jego konsekwencji. Imię Jezus oznacza Bóg zbawia. Pragnienie człowieka i pragnienie Boga zostają spełnione. W opisie tego cudu nie jest ukazane imię, miejsce i czas. To może być Twoje imię i obecny czas. Twoje dobre pragnienia mają wielką moc. Uzdalniają Cię do wszystkiego, także do tego, co wydaje się niemożliwe: mogą pomieścić w sobie samego Boga. Módl się z nadzieją o to, czego pragniesz, ale i bądź gotów otrzymać to, co Bóg pragnie Ci ofiarować.

Zapraszam serdecznie na lipcowe spotkania, które rozpoczną się Mszą Św. o godz. 18:30. Spotkania odbędziemy tradycyjnie w salce starej plebani ok. 19:15.

Rozważaliśmy Słowa Pisma Św. i dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami zaufania Bogu i Jego niezwykłymi planami na nasze życie…
Mk 5,25-34
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie rozdała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, ze moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, aby ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości».

* * *

Punkt 1.  «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Chora kobieta jest w bardzo trudnej dla niej sytuacji, cierpi dwanaście lat na swoją dolegliwość. Utrata krwi to utrata życia, śmierć. Kobieta próbowała bezskutecznie wyleczyć się ludzkimi środkami. Zostały one wyczerpane, a z nią było coraz gorzej. Słyszy o Jezusie i pojawia się w niej się wiara, że może zostać uzdrowiona. Z tej wiary rodzi się determinacja i to taka, że kobieta pozostawia własne pomysły i powierza się Jezusowi. Na szczęście chęć życia nigdy w niej nie ustała. To dlatego ma odwagę pokonać przeszkody. Podchodzi z tyłu, czyli albo z powodu tłumu nie może się dostać z przodu, albo lęka się stanąć twarzą w twarz z Jezusem. Nie wiemy, co mogło powodować taki lęk, a może to wstyd. Jednak pomimo tego kobieta podąża za swoim pragnieniem. Jej sposób jest bardzo prosty: dotknięcie płaszcza Pana. Nie jest to wysiłek tylko samego czynu, wysiłek jest bardziej wewnętrzny. To pokonanie własnych wątpliwości, pomysłów, niechęci do upokorzenia, a nade wszystko – wiara i mocna nadzieja. Uświadom sobie – czy jest albo było w Tobie jakieś mocne pragnienie, za którym masz/miałeś odwagę iść pomimo przeszkód? Jakie to są/były przeszkody? Co z nimi robisz?

Punkt 2. Padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. Mogłoby się wydawać, że Pan jest zmuszony do działania przez determinację kobiety. Tak nie jest. On czeka na kobietę i na jej działanie. Celowo zadaje pytanie: „Kto dotknął mojego płaszcza?”. Chce ją zaprosić, żeby stanęła z Nim twarzą w twarz. To stanięcie przed Panem jest ważne – staje się okazją do rozmowy i bliskości. Kobieta jest zalękniona i drżąca, bo działanie Boże przekracza jej możliwość rozumienia. Nie jest to jednak paraliżujący lęk, raczej jest wyrazem czci. Dlatego pada przed Jezusem i wyznaje Mu szczerze wszystko. Mogłaby sobie po prostu pójść, została uzdrowiona i to by jej wystarczyło. Ale jej serce jest już pociągnięte przez Boga, rodzi się w nim wdzięczność, uwielbienie. Jezus pragnie, aby ta, która Go potrzebuje, prawdziwie Go poznała.

A teraz przyjrzyj się jakiemuś Twojemu głębokiemu  pragnieniu, które zostało spełnione. Jak do tego doszło? Postaraj się zobaczyć w tym Boże działanie. Czy to spełnienie dało Ci szczęście i do czego Bóg poprzez to Cię prowadzi?

Punkt 3. «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju». „Córko” – ten zwrot jest pełen czułości. Jezus poszukiwał kobiety, pragnął jej serca, a teraz przywraca jej zdrowie i życie. Ona cierpiała długo, ale może inaczej nie poznałaby Jezusa. Możemy powiedzieć, że to raczej On cierpliwie czekał na nią. To Pan zapalił w niej iskierki wiary i to On tę wiarę roznieca, by mogła płonąć. I cieszy się z ocalenia swojej córki. Kobieta chce uzdrowienia, a dostaje o wiele więcej – nowe życie i Boży pokój. Trzeba było tylko i aż zaufać Panu.

Jaka jest Twoja ufność Bogu w podążaniu za własnym pragnieniem? Czy oprócz jego spełnienia pragniesz również bliskości Pana?

 

11 czerwca na spotkaniu rozważaliśmy jak wygląda zawierzenie Bogu w naszym życiu. Czy potrafię zaufać, że On ma dla mnie najlepszy plan, dużo doskonalszy i dający mi prawdziwe szczęście i jak często odbiegający od moich wyobrażeń…?

Rdz 17,15-21

I mówił Bóg do Abrahama: «Żony twojej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz imię jej będzie Sara. Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił, tak  że stanie się ona matką ludów i królowie będą  jej potomkami». Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie: «Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?» Rzekł zatem do Boga: «Oby przynajmniej Izmael żył pod Twą opieką!» A Bóg mu na to: «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyjdzie. Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze».

* * *

Punkt 1. «Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił». Abraham i Sara są bezdzietni. W ich czasach i kulturze posiadanie dzieci było rozumiane jako błogosławieństwo, ich brak jako przekleństwo. Najgorętszym pragnieniem Abrahama i Sary było mieć dzieci, co zresztą zostało głęboko wpisane w naturę człowieka przez samego Boga. Abraham żyje w zażyłości z Panem. Bóg wiele razy mówi do niego, obiecuje mu syna i liczne potomstwo. Obietnica ta jednak nie jest sprecyzowana. Tymczasem pragnienie małżonków wciąż się nie spełnia. W podeszłym wieku Abraham i Sara rezygnują z oczekiwania, godzą się ze swoją bezpłodnością. I choć oni przyzwyczajają się do straty, Bóg nie rezygnuje z realizacji swojego planu. Teraz On mówi jednoznacznie, daje jasno określoną i wspaniałą obietnicę. Może pojawić się wątpliwość: czy Pan igra ze swoim przyjacielem Abrahamem? Nie, Bóg prowadzi go coraz mocniejszej wiary. Po drodze uczy Abrahama wytrwałości i wierności, bo to najlepszy sposób przygotowania go do przyjęcia wielkiego daru. Abraham w końcu tak zawierzy Bogu, że będzie gotów ofiarować mu ukochanego syna i stanie się ojcem wszystkich wierzących. A jak jest w Twoim życiu – czy masz jakieś głębokie niespełnione pragnienie, za którym nie masz odwagi pójść?

Punkt 2. Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się. Reakcja Abrahama jest pokorna i może trochę smutna, choć nie wydaje się on zgorzkniały. Długo żył pragnieniem i  szukał sposobu jego spełnienia. Próbował ukoić swój ból własnym sposobem – miał już syna Izmaela z niewolnicą swojej żony – Hagar. Ale to nie była ta pełnia, do której dążył, to była namiastka. Wzięcie sprawy w swoje ręce nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem. Ukazuje ludzką niepewność i zniecierpliwienie. Jednak w swoim długim życiu Abraham stopniowo jest prowadzony przez Boga do coraz głębszej bliskości. Dlatego teraz nie ma pretensji do Niego. Uznaje swoją niemoc, niezrozumienie, niedowierzanie. Nie może jednak pozbyć się ludzkiego myślenia: „Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn?”. Uczenie się zażyłości z Bogiem nie jest zarezerwowane tylko dla Abrahama. Jest dla każdego z nas.

Jak rozmawiasz z Panem Bogiem o Twoim niespełnionym pragnieniu? Stań przed Nim taki, jaki jesteś, tu i teraz. Nie lękaj się i bądź szczery.

Punkt 3. «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze». Bóg stanowczo potwierdza obietnicę, określa okoliczności i nie pozostawia wątpliwości. Liczy się ze słabością Abrahama. Nie chce od niego nadludzkiej doskonałości. Dla Pana jest ważne, że tak naprawdę Abraham chce być szczęśliwy, tak jak każdy człowiek. Sam Bóg złożył to pragnienie w jego sercu. I sam Wszechmocny będzie działał. W Nim wszystko, co jest dobre dla człowieka, jest możliwe. W pragnieniu Abrahama jest zawarty dalekosiężny plan Boży, który przyniesie więcej dobra, niż Abraham się spodziewa i zdoła zobaczyć za swojego życia.

Popatrz jeszcze raz na pragnienia, jakie odkrywałeś i odkrywasz w swoim sercu. Może znajdujesz takie, które odrzuciłeś, bo stwierdziłeś, że nie warto za nimi iść. A może spróbowałbyś pochylić się jeszcze raz nad nimi i  poszukać w nich pragnienia samego Boga dla Ciebie?

Na koniec porozmawiaj z Bogiem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – lęku, niepewności, ale może i nadziei na prawdziwe spotkanie. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem. Na zakończenie pomódl się słowami modlitwy „Ojcze nasz”.

28 maja odbyło się nasze kolejne spotkanie. Pochylając się nad Słowami zamieszczonymi poniżej rozmawialiśmy o zawierzeniu Bogu w naszym życiu. Próbowaliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak sobie wyobrażam działanie Boga w moim życiu? Czy spodziewam się magii i fajerwerków? Czy potrafię Go znaleźć w lekkim powiewie…?

2Krl 5,8-15a
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król Izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć
królowi: «Czemu rozdarłeś swoje szaty? Niech on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok
w Izraelu». Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem i stanął przed drzwiami domu
Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie,
a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!». Rozgniewał się Naaman i odszedł
ze słowami: «Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga
swego, poruszy ręką nad miejscem [chorym] i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?». Pełen
gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: «Mój
ojcze, gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci
powiedział: Obmyj się, a będziesz czysty». Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie,
według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca i został
oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: «Oto
przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem».
* * *
Punkt 1. «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się
czysty!». Naaman jest dzielnym wojownikiem, wodzem wojska Aramejczyków. To jednak nie chroni
go przed nieszczęściem – trawi go trąd. Trąd w tamtych czasach był rozumiany jako przekleństwo,
następstwo grzechu, a w oczach ludzi – wykluczenie ze wspólnoty i śmierć. Nie istniał dla niego lek,
zostawał tylko cud. Naaman nie ma dużej wiary, ale jest ona wystarczająca, aby posłuchać rady
służącej swojej żony, nic nie znaczącej kobiety, uprowadzonej z Izraela. Ona to wysyła go do proroka
Elizeusza. Choć Aramejczycy są wrogami Izraelitów, sam Bóg troszczy się o Naamana i jest
inicjatorem całego zdarzenia. Wódz Aramejczyków zjawia się przed domem Elizeusza w całej swej
potędze, z powozem, końmi i kosztownościami. Pragnie uzdrowienia, lecz ma na to swoją koncepcję.
Elizeusz jednak nie przyjmuje takiego rozwiązania. Nie wychodzi nawet ze swego domu, aby
powitać dostojnika. Podaje prosty i konkretny sposób postępowania: „obmyj się siedem razy
w Jordanie”. Są to słowa samego Boga, przekazane przez usta Elizeusza. Naaman jeszcze nie zna
Boga, więc takie działanie wydaje mu się absurdem. Przyjrzyj się jakiemuś swojemu głębokiemu
pragnieniu, które nosiłeś w sercu, albo nosisz teraz. Jakie były albo są Twoje sposoby na jego
spełnienie?
Punkt 2. Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: «Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela?». Gniew Naamana pokazuje, że on wciąż liczy na swoją potęgę,
honor i pomysły. Próbuje własnymi sposobami osiągnąć upragnione zdrowie, gotów jest potraktować
Boga instrumentalnie. Wymaga od Elizeusza magii. Prostota działania Boga jest dla chorego
przeszkodą. Jednocześnie jest potrzebna, aby on zrozumiał, że uzdrowienie będzie całkowicie
niezasłużonym darem. Ta prostota wymaga jedynie wykonania zwykłej czynności. Nie wyklucza
jednak odwagi, bo oznacza powierzenie się komuś mocniejszemu. A Ty jak byś się zachował będąc
na miejscu Naamana? Jeśli widzisz w sobie opór wobec takiego działania Boga, to spróbuj zobaczyć
z czego on wynika?
Punkt 3. «Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!». Naaman w końcu
wykonuje polecenie proroka. Przyjmuje radę swoich sług. Może jest zdesperowany albo znajduje
w ich słowach coś racjonalnego. Taka postawa jest bardzo ludzka i być może nam bliska. Bóg nie
wymaga od Naamana olbrzymiej wiary. Jedynie wykonania prostej czynności – obmycia się w rzece.
Naaman zostaje oczyszczony, a „ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca”. To oznacza
coś więcej niż uzdrowienie, to jest powrót do czystości małego dziecka. Następuje nie tylko
uzdrowienie ciała ale i duszy, czyli nowe życie w Bogu. Ojcowie Kościoła widzą w siedmiokrotnym
zanurzeniu się w Jordanie obraz przyjęcia siedmiu sakramentów. Naaman nie tylko spełnia swoje
pragnienie, ale jest też obdarowany wiarą. Uznaje, że „nie ma Boga poza Izraelem”. I tu realizuje się
najgłębsze pragnienie samego Boga dla Naamana. Pan chce nie tylko, aby Naaman był zdrowy,
ale żeby jego serce należało do Boga. Bóg zawsze daje więcej niż się spodziewamy, ale w swoim
czasie i na swój sposób. Przyjrzyj się jakiemuś Twojemu silnemu pragnieniu. Jeżeli zostało ono
spełnione, postaraj się poszukać głębiej i znaleźć w nim coś jeszcze, co może być głosem samego
Boga do Ciebie. A jeśli to pragnienie nie zostało spełnione, to zastanów się, co Bóg przez to chce Ci
powiedzieć.

Zapraszam serdecznie na czerwcowe spotkania, które rozpoczną się Mszą Św. o godz. 18:30. Spotkania odbędziemy tradycyjnie w salce starej plebani ok. 19:15.

 

Na spotkaniu poruszaliśmy temat strat . Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem w tym obszarze…

MK 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»  Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!»    I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

* * *

Punkt 1. Niewidomy żebrak, Bartymeusz syn Tymeusza siedział przy drodze. Bartymeusz siedział przy drodze i żebrał, być może robił to w tym miejscu od wielu lat. Nie pracował, a więc nie zarabiał na siebie – żył z tego, co inni mu dali. Pewnie w jakimś stopniu pogodził się z takim życiem, z tym, że już nic się w jego sytuacji nie zmieni. Zapewne w ruchliwym Jerychu było głośno o Jezusie i o cudach, które czynił. Te wieści dotarły także do Bartymeusza i być może obudziły jego nadzieję. Słysząc przechodzącego Jezusa, woła Go głośno. Ten niewidomy człowiek w przechodzącym Rabbim rozpoznaje Tego, który może spełnić jego największe pragnienie – umożliwić mu życie pełnią życia. Gdyby mógł, pobiegłby za Jezusem. Jakie uczucia budzą się w Tobie, kiedy myślisz o tej sytuacji?

Punkt 2. «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię»Bóg chce, żebyśmy przychodzili do Niego z naszymi troskami i problemami, żebyśmy mówili Mu o naszych pragnieniach i tęsknotach. Nie dlatego, że ich nie zna, ale dlatego, że w ten sposób pogłębia się nasza relacja z Nim. Jeżeli na modlitwie mówimy tylko to, co w naszym przekonaniu powinniśmy mówić i jednocześnie odrzucamy nasze głębokie pragnienia, jeżeli słuchamy tłumu, który mówi „siedź cicho”, to tak naprawdę nie zbliżamy się do Boga. Bóg zaprasza nas, byśmy szczerze mówili Mu o swoich tęsknotach. Także w tych trudnych chwilach, gdy nasze pragnienia nie zostają spełnione, Bóg zaprasza nas do głębszej rozmowy. Bóg pragnie naszej szczerości. Anthony de Mello SJ tak pisze: Utrzymywałem dość dobre stosunki z Panem. Prosiłem Go o różne rzeczy, mówiłem z Nim, śpiewałem Mu chwałę, dziękowałem. Kłopot w tym, że zawsze miałem wrażenie, że On chciał, bym Mu spojrzał w oczy…, czego nie robiłem. […] Wreszcie któregoś dnia zdobyłem się na odwagę i spojrzałem. W Jego oczach nie było ani wyrzutu, ani wymagań. Jego oczy mówiły jedynie: “Kocham cię!”.

Może jest w Tobie coś, co próbuje Cię powstrzymać przed podejściem do Jezusa, co próbuje Cię uciszyć, tak jak ludzie uciszali wołającego Bartymeusza? Co przeszkadza Ci w podejściu do Jezusa i spojrzeniu Mu w oczy?

Punkt 3. «Co chcesz, abym ci uczynił?». Bartymeusz staje przed Jezusem i szczerze mówi Mu o swoich pragnieniach, o swoim największym marzeniu, o tym, czego mu w życiu brakuje. On to wie.

Zabiegani, zaabsorbowani tysiącem spraw, zatroskani przede wszystkim o dzień dzisiejszy często nie uświadamiamy sobie, czego naprawdę pragniemy. Niezależnie od tego, ile w życiu osiągnęliśmy, czujemy się niespełnieni. Czujemy niepokój, czegoś nam w życiu brakuje, za czymś tęsknimy – a może to tęsknota za Kimś? Spróbuj, jak Bartymeusz, spojrzeć w swoje serce – co ono Ci podpowiada?

Dziś Jezus zatrzymuje się przy drodze Twojego życia. Patrzy na Ciebie. Pyta łagodnie: „Czego pragniesz? Co chcesz, abym Ci uczynił?” Jaka będzie Twoja odpowiedź?

Zapraszam na nasze majowe spotkania, które rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o 18:30. Dalsza część spotkania odbędzie się w salce starej plebanii ok. godz. 19:30.

Po Mszy Świętej udaliśmy się na spotkanie. Nasza rozmowa dotyczyła komunikacji w małżeństwie. Rozmawialiśmy czego lękamy się w relacji z drugim człowiekiem, co nas blokuje. Rozmawialiśmy o 5 językach miłości, którymi są: afirmujące słowa, wartościowo spędzony czas, wzajemne obdarowywanie, służenie sobie, czuły dotyk. Zastanawialiśmy się, który z języków miłości jest nasz. A Ty znasz swój język miłości?
JR 1,4-10
Pan skierował do mnie następujące słowo:
  • «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię,
  • nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię,
  • prorokiem dla narodów ustanowiłem cię».
  • I rzekłem: «Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem!»
  • Pan zaś odpowiedział mi:
  • «Nie mów: “Jestem młodzieńcem”,
  • gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę,
  • i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę.
  • Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić» – wyrocznia Pana.

I wyciągnąwszy rękę, dotknął Pan moich ust i rzekł mi: «Oto kładę moje słowa w twoje usta. Spójrz, daję ci dzisiaj władzę nad narodami i nad królestwami, byś wyrywał i obalał, byś niszczył i burzył, byś budował i sadził».

* * * 

Punkt 1. «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię». Kiedy Pan Bóg mówi do nas, że nas zna i ukształtował – nie chce przez to powiedzieć, że zna wszystkie nasze czyny i chce nas z nich rozliczać i osądzać. To nie o takie poznanie chodzi. Spróbuj uświadomić sobie, że Bóg zna wszystkie Twoje pragnienia i Twoje słabości. On widzi, jak często Twoje serce jest poruszane do wielkich rzeczy, widzi też jakie trudności napotykasz. Spróbuj zobaczyć takie momenty, kiedy czułeś się przez Niego pociągany, ale coś stawało na przeszkodzie. Pan Bóg wie i rozumie, dlaczego coś Ci się nie udaje, że niektóre sprawy są trudniejsze i bardziej złożone, niż to wygląda na pierwszy rzut oka – i to też jest Jego wiedza na Twój temat. Porównaj obraz Boga który miałeś z tym, co odczytujesz z Jego słów w tym tekście.

 

Punkt 2. «Pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę». Bóg daje Jeremiaszowi misję. On wie, że Jeremiasz jest młody, że nie ma przygotowania do tego, żeby być prorokiem, ale mimo to go posyła, bo wie, jakie naprawdę są możliwości tego młodego człowieka. Ograniczenia Jeremiasza zupełnie Bogu nie przeszkadzają. Bo to On chce być siłą Jeremiasza. Bóg chce również być Twoją siłą. On Cię wyposaża we wszystko, co jest potrzebne, potrzebujesz Mu tylko zaufać i z Nim współpracować. On daje swoje 100% i Ty też daj swoje 100%. On będzie Twoją tarczą, Twoją mocą, która pozwoli Ci zrealizować to, do czego Cię zaprasza.

Przypomnij sobie pragnienia, które nosiłeś w sercu, ale rezygnowałeś z ich realizacji przez różne Twoje ograniczenia. Co to za pragnienia? Może warto do nich wrócić?

Punkt 3. «Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić». Bóg zapewnia Jeremiasza, że zawsze będzie przy nim jako opiekun i obrońca. Te słowa są skierowane także do Ciebie. Stwórca, który zna Cię doskonale jest i będzie z Tobą zawsze, żeby Cię wspierać i chronić. Nie tylko przed nieprzyjaznymi ludźmi, ale także przed Twoimi fałszywymi wyobrażeniami o sobie, przed tym, co Cię hamuje, nie daje iść naprzód . Oddaj Mu swoje słabości, oprzyj się na Nim, nie próbuj o własnych siłach stawać się doskonały. Bardzo często to, co słabe w oczach ludzi jest naprawdę ich siłą. Bóg nieustannie zachęca Cię, żebyś się rozwijał mimo swoich ludzkich ograniczeń, a może właśnie dzięki nim. Zaprasza Cię do zmiany, do wzrastania, do odkrywania, kim naprawdę chcesz być, do pójścia za dobrymi pragnieniami, które On daje. To są  wasze wspólne pragnienia – Boga i Twoje – żebyś żył w pełni. On zawsze jest i będzie przy Tobie, On daje Ci nadzieję i pewność, że nigdy nie zostawi Ciebie samego.

Nie lękaj się pragnąć, nie lękaj się realizować swoich dobrych pragnień – Bóg jest z Tobą i razem z Tobą działa. On zawsze jest i będzie po Twojej stronie.

 

Z Panem Bogiem,

Magdalena
W dniu 16 kwietnia rozpoczęliśmy nasze spotkanie Mszą Świętą o godz.18:30. Rozważając Słowa Pisma Świętego 1SM 3,1-10 zastawialiśmy się: czym jest dla nas cisza, jak się w niej czujemy, co Bóg mówi przez nasze pragnienia…
Młody Samuel usługiwał Panu pod okiem Helego. W owym czasie rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste. Pewnego dnia Heli spał w zwykłym miejscu. Oczy jego zaczęły już słabnąć i nie mógł widzieć. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Samuel zaś spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Wtedy Pan zawołał Samuela, a ten odpowiedział: «Oto jestem». Potem pobiegł do Helego mówiąc mu: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli odrzekł: «Nie wołałem cię, wróć i połóż się spać». Położył się zatem spać. Lecz Pan powtórzył wołanie: «Samuelu!» Wstał Samuel i poszedł do Helego mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Odrzekł mu: «Nie wołałem cię, synu. Wróć i połóż się spać». Samuel bowiem jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione. I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: «Samuelu!» Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha». Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu.
1SM 3,1-10
Punkt 1. Samuel spał w przybytku Pańskim. Noc to czas ciszy, spokoju, milczenia, odpoczynku. Tylko w ciszy usłyszeć można każdy najlżejszy szmer, najcichszy głos. Przebywanie w ciszy jest jednym z najlepszych sposobów na słuchanie Boga. Nie dlatego, że Bóg nie mówi do nas w ciągu całego pełnego zgiełku dnia, lecz dlatego, że cisza ułatwia wsłuchanie się we własne serce, w którym mówi do nasz Bóg.Żyjemy w czasach nieustannych bodźców i pośpiechu. Stopniowo zatracamy umiejętność milczenia i potrzebę ciszy. Wyłączenie telefonu, znalezienie się poza zasięgiem Internetu napełnia nas niepokojem. Żyjemy w pośpiechu, doba jest za krótka na zrobienie wszystkiego, co musimy i chcemy zrobić. Tymczasem chwila ciszy, nawet bardzo krótka, może być sposobnością do odpoczynku, świętego postoju, nabrania dobrego dystansu do trosk i zmartwień. Zastanów się, czym jest dla Ciebie cisza. Znajdź w ciągu dnia trochę czasu i spróbuj pobyć w ciszy
Punkt 2. Wstał Samuel i poszedł do Helego. W ciemności nocy Samuel usłyszał głos Kogoś, kogo nie znał. Pobiegł więc do Helego, by odpowiedzieć na wołanie. Potrzebował czasu i wskazówek, żeby rozpoznać głos Boga. Podobnie jak młody Samuel, potrzebujemy krok po kroku, cierpliwie uczyć się słuchać i poznawać głos Boga. Odróżniać głos Boga od wielu innych głosów, które w nas się pojawiają, a które czasem pochodzą od czegoś, co jest Bogu przeciwne. Ta nauka słuchania Boga to szkoła cierpliwego wsłuchiwania się w swoje serce, gdzie Bóg do nas przemawia. Jak słuchasz w swoim życiu Boga? Czy jest coś, co Ci w tym szczególnie przeszkadza? Czy zauważasz, że czasem, jak młody Samuel, nie rozpoznając głosu Boga, biegniesz za czymś innym?
Punkt 3. « Samuelu, Samuelu! ».  Bóg woła Samuela po imieniu, powołuje go do określonego zadania. Bóg zawsze przychodzi i mówi do konkretnej osoby. Mówi też do Ciebie – tak jak do Samuela. Pan Bóg na różne sposoby mówi nam o naszym powołaniu. Najczęściej mówi do nas przez nasze pragnienia. To poprzez pragnienia odkrywamy nasze powołanie do małżeństwa albo życia w bezżenności ze względu na Boga. Do wykonywania konkretnego zawodu, do tego, co w życiu mamy robić. Czujemy się pociągani i zapraszani do różnych rzeczy. Dlatego dobrze jest znać i ciągle na nowo odkrywać swoje pragnienia. Nasze najgłębsze pragnienia – przyjaźni, miłości, wspólnoty, rozwoju, pełniejszego życia, są pragnieniami Boga w nas. Poprzez te pragnienia Bóg do nas przemawia. W ten sposób Stwórca  komunikuje się ze Swoim stworzeniem.
Z Panem Bogiem,
Magdalena

Zapraszam serdecznie na nasze kolejne spotkania w dniach 16 i 30 kwietnia. Rozpoczniemy je Mszą Św. o godz. 18:30. Następnie zapraszam na spotkanie w salce starej plebanii przy Parafii Św. Mikołaja w Gdyni.

26 marca odbyło się nasze kolejne spotkanie. Poniżej zamieszczam materiały, nad którymi pracowaliśmy. 🙂

Psalm 139, 13-18
Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
 nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.
Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze ;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.
Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże,
jak jest ogromna ich ilość!
Gdybym je przeliczył, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, jeszcze jestem z Tobą.
Punkt 1. Ty utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie. Bóg jest z Tobą od początku twojego istnienia. On z radością, z miłością i czułością tworzył Twoją osobę już wtedy, gdy nikt inny jeszcze nie wiedział o Twoim istnieniu. Dla Boga jesteś jedyny, ukochany, niepowtarzalny, cudowny – dzieło Jego rąk, pieczołowicie, starannie utworzone, utkane z Jego marzeń o Tobie. Jesteś kimś wyjątkowym, kochanym przez Boga. On się Tobą zachwyca. A jak Ty widzisz siebie? Czy umiesz się sobą zachwycić? Spojrzeć na siebie oczami swojego Stwórcy? I powtórzyć za psalmistą „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie”? A może jest w Tobie myśl, że lepiej byś siebie stworzył? Poproś, aby Pan Bóg pomógł Ci spojrzeć na siebie Jego oczami.
Punkt 2. Cały ten psalm mówi o bliskości Boga i człowieka. Mówi o Bogu który zawsze kocha i nieustannie troszczy się o swoje stworzenie, podtrzymuje i towarzyszy. Nie ma takiego miejsca na ziemi, gdzie zostalibyśmy porzuceni przez Boga, nie ma takiej sytuacji, w której by nas odrzucił. To Bóg, który się opiekuje i daje poczucie bezpieczeństwa, do którego zawsze możemy się zwracać. On jest zawsze przy nas, wspiera i działa. Jakie uczucia budzą się w Tobie, kiedy uświadamiasz sobie Jego miłość i bliskość, Jego obecność przy Tobie od samego początku Twojego istnienia? Gdzie rozpoznajesz obecność Boga w swoim życiu? Jaka jest Twoja odpowiedź na zaproszenie do spotkania się z Nim?
Punkt 3. Oczy Twe widziały me czyny i wszystkie są spisane w Twej księdze. Stwarzając Cię, Bóg miał pragnienia, marzenia wobec Ciebie i wplótł je w Twoją istotę, złożył je w głębi Twojego serca. Bóg chce dla Ciebie życia w pełni. Otrzymałeś i ciągle otrzymujesz od Niego wiele darów – zdolności, talenty, cechy osobowości a także całe bogactwo pragnień. To są Jego dary, które otwierają Ciebie na innych ludzi i na Pana Boga.
Bóg pragnie Twojego szczęścia i bliskości z Tobą. A Ty – czego pragniesz?

W kolejnym naszym spotkaniu, które miało miejsce dnia 5 marca i rozpoczęło się Mszą Świętą o 18:30, poruszyliśmy temat pragnień, które daje Bóg. W tematykę wprowadziły nas wersety Pisma Świętego J 4,6B-15.

Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godzinyNadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!». Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: “Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej» . Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».
* * *
Wyobraź sobie upalne letnie południe, studnię poza miastem i siedzącego przy niej zmęczonego, spragnionego mężczyznę – Jezusa. Poczuj skwar tego dnia. Zobacz jak drogą prowadzącą z miasteczka nadchodzi kobieta, niosąca naczynie. Zbliża się do Jezusa. Przysłuchaj się ich rozmowie. Przychodzisz do studni jak Samarytanka. Zastanów się, co spowodowało, że tu właśnie przychodzisz. Czego szukasz?
Punkt 1. Nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Kobieta przyszła do studni, bo był to jeden z jej codziennych obowiązków. Mając wody pod dostatkiem nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne to było zadanie i jak cenna była woda w Palestynie w czasach Jezusa. W gorącym klimacie woda jest tym co umożliwia przeżycie, co życie daje. Tylko tam, gdzie była woda, dosłownie życiodajna, mogło rozwijać się życie. Codzienne wędrówki kobiet do studni albo źródła były podstawowym warunkiem egzystencji dla nich samych, jak i dla ich domowników.
Punkt 2. «Daj Mi pić»Przypatrz się Jezusowi, kiedy mówi te słowa – zobacz, że pragnienie jest widoczne na Jego twarzy. A może widzisz łagodną zachętę w Jego oczach, uśmiech, zaproszenie, coś co powoduje, że samotna kobieta, wbrew przyjętym zasadom, zbliża się do obcego mężczyzny i podejmuje rozmowę. Słowa Jezusa to nie tylko, oczywiste w tej sytuacji, słowa człowieka spragnionego. To początek rozmowy, zaproszenie do kontaktu, prośba o nawiązanie relacji. Jezus rozpoczyna rozmowę, bo Bóg jest zawsze pierwszy, czeka i zaprasza, żebyś odrzucił swoje lęki, nieśmiałość, obawy i spojrzał w Jego oczy. To Jego pragnienie. On chce spotkania z Tobą i zachęca Ciebie do rozmowy. Czy jesteś gotowy na takie spotkania? O co chciałbyś Go zapytać?
Punkt 3. «Daj mi tej wody»Być może Samarytanka w pierwszej chwili chciała się wycofać, zawrócić. Przezwycięża jednak obawy, odkłada dzban i podejmuje rozmowę. Nie wszystko, co Jezus mówi jest dla niej jasne, zadaje więc pytania i sama też szuka odpowiedzi. Odkładając swoje codzienne zajęcie, daje się prowadzić Jezusowi. Jest skłonna uwierzyć, że On może zaspokoić jej najważniejsze pragnienie.

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Dzisiejszym tematem był dokument Amoris Laetitia (pol. Radość Miłości) – adhortacja papieża Franciszka o miłości w rodzinie. Powstała jako owoc dwóch synodów biskupów nt. małżeństwa i rodziny, które miały miejsce w Rzymie w 2014 i 2015 roku. Została uroczyście podpisana przez papieża w Watykanie w Roku Miłosierdzia dnia 19 marca. Oficjalne ogłoszenie miało miejsce 8 kwietnia 2016 r. Jest to druga, po Evangelii gaudium, adhortacja papieża Franciszka. Adresatami są biskupiprezbiterzydiakoniosoby konsekrowane, małżonkowie chrześcijańscy oraz wszyscy wierni świeccy. Tekst podzielony jest na 9 rozdziałów i ma 325 numerów (paragrafów). Spotkanie poprowadził nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha.

W dniu 9 marca o godzinie 17:45 nasza Wspólnota w Gdyni prowadziła Drogę Krzyżową dla małżonków i rodzin. Poniżej znajdują się teksty wykorzystane w przeżywaniu tej uroczystości.

 

Droga Krzyżowa dla małżonków i rodziców
WSTĘP
Dziękuję Ci Jezu, że zaprosiłeś mnie na tę drogę krzyżową. Ciągle żyję w biegu i często brakuje mi nawet chwili by zastanowić się nad sobą samym i swoim życiem. Dzisiaj pragnę przyjrzeć się swojemu małżeństwu i relacjom rodzinnym. Chcę na nie spojrzeć idąc razem z Tobą drogą krzyżową. Wierzę, że to rozważanie pomoże mi zbliżyć się do Ciebie i bardziej kochać ludzi najbliższych memu sercu. Proszę Cię Jezu o łaskę spojrzenia na swoje życie w prawdzie.
I. Jezus na śmierć skazany
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Publiczna działalność Jezusa nie była łatwa. Wielokrotnie spotykał się z niezrozumieniem i próbami zamachu na Jego życie. Jednak Jego prawdziwa droga krzyżowa zaczęła się od niesprawiedliwego wyroku. Twoje życie też nie zawsze było usłane różami. Jakiś czas temu zdecydowałeś, że chcesz na zawsze połączyć się z tą drugą osobą. Dziś jesteś już żoną lub mężem. Pamiętasz dzień swojego ślubu? Wtedy na rzecz miłości postanowiłeś zrezygnować z części swojej wolności, by ofiarować się tej drugiej osobie. Byłeś wtedy szczęśliwy z dokonanego wyboru. Czy teraz po kilku, a może kilkunastu latach od tego dnia nie żyjesz tak, jak gdybyś wtedy podpisał na siebie wyrok? Czy nie traktujesz swojego małżeństwa jako początku swojej drogi krzyżowej?
II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus bierze na swoje ramiona ciężki krzyż w imię miłości i odpowiedzialności za los każdego człowieka. Ty wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej wziąłeś odpowiedzialność za żonę, męża i dzieci, które miały się pojawić. To był twój wybór. A czy dzisiaj nie masz może pretensji, że Bóg obarczył cię ciężarem macierzyństwa lub ojcostwa? Czy każdego dnia przyjmujesz ciężar odpowiedzialności za życie swojej rodziny? Miłość to odpowiedzialność. Nie można ich rozdzielić. Czasem może być ciężko, ale kochać to znaczy poświęcać swoje życie dla drugiego człowieka. Ten ciężar miłości będzie lżejszy, jeśli o pomoc w jego udźwignięciu poprosisz samego Jezusa.
III. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus upada na oczach swojej matki i uczniów. Wiele razy w ich obecności czynił cuda, odpuszczał grzechy i przekonywał o tym, że jest Synem Bożym. A teraz On – Wszechmocny Bóg upada i nie wstydzi się tego. Każdy z nas jest człowiekiem słabym. Każdy z nas upada wielokrotnie. Tylko, że my wstydzimy się naszych upadków, nie przyznajemy się do nich. Jak często nie masz odwagi powiedzieć do swojego męża – pomyliłam się? Jak często unosisz się honorem i nie powiesz swojej żonie – miałaś rację? Jak często w obecności twoich dzieci nie chcesz przyznać się do popełnionych błędów? Tymczasem wielkość człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale że ma odwagę się podnieść.
IV. Jezus spotyka Matkę swoją
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Spotkanie z Maryją było spotkaniem bez słów. Ich wzajemna więź była tak głęboka, że żadne słowa nie były potrzebne. Wystarczyła wymiana spojrzeń. Jednak aby ludzie mogli porozumieć się bez słów muszą się bardzo dobrze znać. A żeby się poznać trzeba ze sobą rozmawiać. Często w naszych rodzinach rozmawiamy wiele o sprawach codziennych – zakupach, rachunkach, rzeczach które trzeba załatwić. Brakuje jednak rozmów o tym co ta druga osoba czuje, co myśli. Zastanów się czy patrząc na twarz swojego współmałżonka potrafisz odczytać to, co kryje się w jego sercu? Czy potrafisz rozpoznać, kiedy twoje dzieci mają problemy choć mówią, że wszystko jest w porządku? Uczmy się od Maryi i Jezusa budowania właściwych relacji rodzinnych.
V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Często słychać narzekanie ludzi, że całe ich życie to dom i praca. Praca i dom, i tak w kółko. Może chciałbyś po pracy odpocząć, a tu żona mówi, że trzeba jeszcze odkurzyć albo zrobić zakupy. Może chciałabyś mieć wieczorem trochę czasu dla siebie, a tu jeszcze z dziećmi trzeba lekcje odrobić. Czy czujesz się czasem w swojej rodzinie przymuszony do wykonywania codziennych obowiązków, tak jak Cyrenejczyk został zmuszony do dźwigania krzyża Jezusa? A przecież miłość to także służba. O ileż łatwiej będzie ci wykonywać twoje codzienne rodzinne obowiązki jeśli będziesz pamiętać, że „cokolwiek czyniąc jednemu z tych najmniejszych czynisz to także Jezusowi”.
VI. Weronika ociera twarz Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Gest Weroniki to taki drobiazg na drodze krzyżowej Jezusa. Ale nasze życie składa się właśnie z milionów drobnych i z pozoru nic nie znaczących gestów, słów i zachowań. W żadnej z Ewangelii nie ma ani słowa o Weronice. A jednak jej gest musiał być bardzo znaczący skoro przechowała go Tradycja. W małżeństwie, w rodzinie też ważne są te drobne gesty. Nie wystarczy, że małżonkowie mówią sobie o swojej miłości tylko z okazji rocznic albo jubileuszy. Żona powinna przypominać mężowi, że jest dla niej ważny. Mąż powinien powtarzać żonie, że ciągle jest dla niego najpiękniejsza. Tak bardzo potrzebne jest, żeby codziennie rozmawiać ze swoimi dziećmi. Tak ważne jest żeby się do siebie uśmiechać. Te drobiazgi są wytchnieniem pośród trudu codziennego życia.
VII. Jezus po raz drugi upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Żaden upadek człowieka nie jest tylko jego sprawą. Nie ma prywatnych grzechów. Gdy ja upadam to w pewnym sensie pociągam za sobą swoich najbliższych. Gdy człowiek grzeszy to oddala się od Boga, a w konsekwencji w jego życie wkrada się smutek i trudniej mu panować nad negatywnymi emocjami. Jego sposób zachowania bardzo szybko przenosi się na relacje małżeńskie i rodzinne. Mąż nie ma ochoty rozmawiać z żoną. Żona nie ma cierpliwości do męża. Dzieci, które widzą smutnych rodziców też zaczynają się smucić. Dlatego właśnie w imię odpowiedzialności za swoją rodzinę musisz ciągle na nowo powstawać z kolejnych upadków. Tak jak Jezus.
VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
To jest stacja przy której Jezus zachęca nas do spojrzenia na siebie, a nie na wszystkich innych wokoło. Może i dzisiaj słuchając tych rozważań pomyślałeś, że ciebie to nie dotyczy. Jest wiele rodzin z problemami, ale w twojej rodzinie nie jest tak źle. Właśnie teraz nadszedł ten moment, żeby dostrzec co możesz poprawić w swojej relacji do najbliższych ci ludzi. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Nie płacz nad rodzinami patologicznymi, nie użalaj się nad dziećmi alkoholików. Teraz zastanów się co możesz zrobić, żeby w twoim domu było więcej miłości i żeby ta miłość promieniowała na wszystkich członków twojej rodziny.
IX. Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Małżeństwo jest takim sakramentem, który wiąże ludzi na całe życie. Mąż i żona powinni przeżywać wspólnie nie tylko te dobre chwile, ale także i te złe. Upadek człowieka w grzech jest bardzo często próbą małżeńskiej miłości. Są takie grzechy, które bardziej bolą – zdrada, kłamstwo, brak zaufania, chorobliwa zazdrość. Pomimo cierpienia, ta osoba, która została zraniona nie może się wtedy odwrócić od współmałżonka. Skoro małżonkowie są jednym ciałem to znaczy, że te dwie osoby są za siebie nawzajem odpowiedzialne. Czasem człowiek nie potrafi o własnych siłach powstać z grzechu. Wtedy właśnie miłość tej drugiej osoby powinna być siłą dźwigającą z upadku. Jezus dlatego się podniósł, bo miał w sobie tę Miłość.
X. Jezus z szat obnażony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nie wystarczyło, że Jezus został skatowany. Poza cierpieniem fizycznym zgotowano mu także psychiczne. Jego elementem miało być upokorzenie Jezusa przez odarcie Go z szat. My także doskonale wiemy, że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż ten fizyczny. Jakże często wiedzę tę wykorzystujemy przeciwko osobom nam najbliższym. Małżonkowie doskonale znają swoje upadki i w chwilach nieporozumień tak łatwo wracają do tego, co wydawało się już zapomniane. Żona wypomina mężowi jego pomyłki, a mąż obnaża żonę z jej słabości. I nie tłumacz się, że to pod wpływem emocji i zdenerwowania, bo rana zadana drugiemu człowiekowi pozostaje.
XI. Jezus do krzyża przybity
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy ileż razy codziennie przybijamy do krzyża Jezusa obecnego w drugim człowieku. Każde kłamstwo, obmowa, złośliwość, kłótnia jest przybiciem Chrystusa do krzyża. Nie mamy czasu dla współmałżonka i dziecka, nie interesujemy się życiem swojej rodziny, odnosimy się do siebie bez należnego szacunku, nie okazujemy sobie wzajemnej życzliwości, nie potrafimy sobie wybaczyć, uchylamy się od prac domowych, niszczymy swoje zdrowie przez nałogi, dajemy zły przykład naszym dzieciom, zaniedbujemy modlitwę, szukamy swoich własnych korzyści. Jakże często wbijamy gwoździe w serce drugiego człowieka, którego przecież kochamy.
XII. Jezus umiera na krzyżu
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Krzyż dla chrześcijan jest znakiem miłości. Bo na nim z miłości do człowieka umarł ten, który jest Miłością. Tyle krzyży spotykamy na co dzień. Stoją przy drogach, wiszą w szkołach i w naszych domach. Ale czy spojrzenie na krzyż wywołuje w tobie jakąkolwiek reakcję? Czy krzyż, który wisi u ciebie w domu pomaga ci w budowaniu relacji małżeńskich i rodzinnych? Nawet w najlepszym małżeństwie zdarzają się spory i nieporozumienia. Ciężko jest wtedy pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Jezus przed śmiercią przebaczył wszystkim, mimo że nikt go o to nie prosił. A czy ty patrząc na krzyż potrafisz zdobyć się na gest przebaczenia?
XIII. Jezus z krzyża zdjęty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Matka tuli do siebie martwe ciało swego syna. Mimo że bardzo cierpi i nie rozumie tego co się wydarzyło, to nie złorzeczy na Boga i nie wpada w rozpacz. Słychać czasem, że rodzice muszą pochować swoje dziecko. Często wtedy obrażają się na Boga, bo przecież gdyby był Miłością, to nie dopuszczałby do takich sytuacji. A przecież to nie tak. Żadnego człowieka nawet męża, żony czy dziecka nie możemy kochać bardziej niż Boga. Żaden człowiek nie może stać się naszym całym światem, bo jeśli tak będzie, to po jego śmierci pogrążymy się w rozpaczy. To trudna prawda, ale sam Jezus uczył nas, że pierwszym przykazaniem jest miłość do Boga, a dopiero potem do bliźniego. Stojąc przy tej stacji uczmy się od Maryi tej właściwej hierarchii miłości.
XIV. Jezus do grobu złożony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Ziemskie życie Jezusa zakończyło się. Wiemy, że po trzech dniach zmartwychwstał. Jak zapowiedział Jezus my też zmartwychwstaniemy. I będzie to zmartwychwstanie do życia, albo zmartwychwstanie do potępienia. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której dwoje ludzi ma wspierać się wzajemnie w dążeniu do świętości. Ktoś kiedyś powiedział, że albo i mąż i żona trafią do nieba, albo żadne z nich tam nie trafi. W małżeństwie mąż i żona powinni uświęcać nie tylko siebie, ale także współmałżonka. Jeśli zaufacie Jezusowi to On swoją miłością wypełni wasze braki i słabości, a kiedyś, gdy spotkacie się w tym lepszym świecie to nie będzie już nieporozumień, problemów i różnicy zdań, lecz tylko czysta, wzajemna, bezinteresowna miłość.
ZAKOŃCZENIE
Skończyliśmy rozważanie małżeńskich i rodzicielskich relacji w oparciu o Twoją Chryste drogę krzyżową. W czasie tego nabożeństwa wiele razy była mowa o miłości. Prosimy Cię Jezu, wspomagaj nasze rodziny, aby kwitła w nich miłość która jest cierpliwa i łaskawa, która nie zazdrości i nie szuka poklasku, która nie unosi się pychą ani gniewem, która nie szuka swego i złego nie pamięta. Prosimy Cię o miłość, która wszystko wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje i wszystko przetrzyma. Niech miłość w naszych rodzinach nigdy nie ustanie.
Kolejne nasze spotkanie odbyło się 12 lutego. Rozpoczęliśmy je najlepiej jak można, czyli Mszą Świętą. Przy ciepłej kawie i herbacie wysłuchaliśmy materiału, który jest załączony poniżej, a następnie podzieliliśmy się refleksjami po jego wysłuchaniu.
Chcę się z Wami podzielić pytaniami, które nasunęły mi się podczas słuchania ojca Adama.
– Czy biorę odpowiedzialność za swoje życie, czy czekam aż ktoś weźmie za nie odpowiedzialność?
– Kogo obwiniam  za moje decyzje życiowe?
– Czego się boję, gdy mam podjąć decyzję życiową?
– Czego się boję we wzięciu odpowiedzialności za moje decyzje?
– Co mi przeszkadza w braniu odpowiedzialności za moje decyzje?
– Do czego wzywa mnie Bóg?
– Czy mam świadomość życia w wolności?
– Jaki jest cel mojego życia?
– Co się dzieje, gdy nie biorę odpowiedzialności za siebie?
– Co się działo/dzieje, gdy biorę odpowiedzialność za swoje życie?
– Co robi we mnie branie odpowiedzialności za moje decyzje?
– Co dzieje się, gdy kapituluję i zawierzam sprawy Bogu?
– Czy podjęłam skrajną decyzję w moim życiu?
– Czy wybieram wzięcie życia w swoje ręce i życie z Bogiem w obfitości, czy oskarżam innych, mam pretensje do siebie, innych i żyję w rozpaczy?

Zapraszam serdecznie na  nasze poniedziałkowe spotkania, które odbędą się 12 i 26 lutego. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha podzielił się pięknym świadectwem, na które natknął się w czasopiśmie „W drodze”. Opowiada piękną historię miłości, w której widzimy jak dużą wartością jest świadectwo życia, które może zdziałać cuda…Niezbadane są drogi Boga do człowieka i zadziwiające Jego dzieła…

 

TO TYLKO MIŁOŚĆ 
„Uświęca się bowiem niewierzący mąż dzięki swej żonie” napisał św. Paweł w Liście do Koryntian. Krzepiące słowa. Ale czy rzeczywiście tak jest w życiu? Sami się przekonajcie.

Ta historia zaczyna się w miejscu, w którym większość szczęśliwych opowiadań się kończy. 31 lipca 1889 roku dwoje młodych ludzi staje przed ołtarzem paryskiego kościoła Saint-Germain-des-Prés, by ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Oboje mieszkają w stolicy i pochodzą z wyższej burżuazji. Ona ma 23 lata. Wychowana w bardzo katolickiej rodzinie, odebrała wszechstronne wykształcenie – zaskakujące u kobiety na tle opoki. Pasjonuje się literaturą, studiuje języki obce, zna się na sztuce i kocha muzykę Wagnera. On jest o pięć lat starszy. Urodził się w stolicy Szampanii, Reims. Również pochodzi z tradycyjnej rodziny, chodził do katolickiej szkoły i, jak wielu rówieśników, w czasie studiów medycznych w Paryżu stracił wiarę. Imponowali mu wybitni profesorowie, manifestujący materializm i podsuwający wychowankom cały bagaż antyreligijnych argumentów. Medycyny nie wybrał dla niej samej. Od lat interesuje się geografią i marzy mu się kariera w koloniach, do czego przepustką ma być dyplom lekarski. Stosunkowo szybko zdobywa popularność jako dziennikarz – specjalista od kolonializmu. To wtedy spotyka przyszłą żonę. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. On się zachwyca jej kulturą, ona znajduje w nim partnera do rozmów, traktującego poważnie jej zdanie. Po roku biorą ślub.

Jest tylko jedno „ale”. W przeddzień radosnej uroczystości mężczyzna wyznaje narzeczonej, że jest ateistą. Dla dziewczyny to szok. Czy już wtedy pojawiają się dwie snute w skrytości serca misje? Ona postanawia nawrócić męża. On nie pojmuje, że tak światła kobieta może hołdować naiwnej pobożności. Wystarczy jednak kilka poważnych rozmów, a na pewno mu się uda przekonać ją do porzucenia iluzji. Jedno na pewno dominuje: ogromna miłość między nimi. Jeśli historia Elżbiety i Feliksa Leseurów będzie miała szczęśliwe zakończenie, to właśnie dlatego, że ta miłość była dla nich zawsze najważniejsza.

W zdrowiu i chorobie

Miesiąc miodowy w Nadrenii i Luksemburgu szybko się kończy. Jako lekarz w stanie rezerwy Feliks musi się stawić na miesięczne ćwiczenia w garnizonie stacjonującym pod Reims. Dla Elżbiety to okazja, żeby się zaprzyjaźnić z rodziną i przyjaciółmi męża, szczególnie z teściową, z którą przez lata zbuduje szczególną więź. Szczęście i beztroska nie trwają długo. Po miesiącu młoda małżonka zaczyna niedomagać. Nie są to jednak pierwsze symptomy spodziewanej ciąży. Ból z dnia na dzień się nasila i paraliżuje ją. Miejscowi lekarze podejrzewają ropień jelitowy – schorzenie, które przed wynalezieniem antybiotyków często kończyło się śmiercią. Paryscy profesorowie również nie dają dużych szans. Chorobę da się wprawdzie opanować na jakiś czas, ale jej nawroty będą towarzyszyć kobiecie do końca życia.

Ta sytuacja wywraca do góry nogami ich plany i marzenia. Elżbieta nie będzie mogła mieć dzieci. W tych nielicznych miejscach, w których daje upust swoim emocjom, widać, jak bardzo cierpi z tego powodu. Swoją macierzyńską miłość przeleje na siostrzeńców i bratanków. Feliks również stoi na rozdrożu. Choroba żony, nawet jeśli z czasem uda się ją powstrzymać przekreśla marzenia o podróżach i karierze w koloniach. Właśnie w momencie, kiedy został członkiem różnych towarzystw geograficznych oraz dostał posadę redaktora w prestiżowym dzienniku „La République française”. W środowisku społecznym, w którym wierność co najwyżej stanowi przedmiot wodewilowych żartów, Feliks staje przed realnym wyborem. Zostaje z Elżbietą. Bo ją kocha.

W 1895 roku rodzinie Elżbiety nadarza się okazja, by odwdzięczyć się Feliksowi za jego poświęcenie w opiece nad chorą. Starszy krewny przechodzi na emeryturę i zwalnia się stanowisko w dyrekcji jednego z największych towarzystw ubezpieczeniowych, Conservateur. Leseur będzie piastował tę funkcję do końca życia zawodowego.

Pani domu

Zabiegi lekarzy z czasem przynoszą pożądany skutek. Małżonkowie korzystają z tego, by podróżować – najpierw po Francji, a później dalej. Odwiedzą dwukrotnie Rzym, Niemcy, Austrię, Belgię, Rosję, a nawet Maroko. Ukochanym miejscem pozostanie jednak położone w Jurze Jougne, gdzie Leseurowie zbudują dom letni – przez lata wakacyjne ustronie dla całej rodziny.

Poprawa zdrowia to również powrót do życia towarzyskiego. Małżonkowie chętnie chodzą do opery, teatru oraz na koncerty i wystawy. Elżbieta jest piękną, zadbaną kobietą. Umiejętnie maskuje oznaki choroby. Jest oczytana, inteligentna – rozmowa z nią sprawia przyjemność każdemu w salonie. Feliksowi pochlebia popularność żony.

Nasi bohaterowie prowadzą dom otwarty, przez który przewijają się dziennikarze, politycy, artyści – w większości znajomi z pracy i przyjaciele męża. Wszyscy się tu dobrze czują. Pani domu każdego słucha, z każdym znajdzie temat do dyskusji, każdemu okaże serce, niezależnie od poglądów. Feliks ma nadzieję, że to pierwsze oznaki jej „nawrócenia”. Nie polemizuje z wolnomyślicielami, spotyka się z ich żonami ateistkami. To przecież niemożliwe, by obcowała w takim świecie i zachowała dziecinne wierzenia!

Nawracanie

Powrót do zdrowia to również okazja, by każde z małżonków kontynuowało swoją misję nawracania drugiego. Feliks wprowadza małżonkę do środowiska antyklerykalnego. Ogranicza jej kontakty z katolickimi przyjaciółmi. Podsuwa żonie obrazoburcze lektury, uszczypliwe uwagi przemyca w formie żartu. Zobowiązania towarzyskie nie pozwalają jej uczestniczyć w codziennej mszy świętej. Rekolekcje zastępują koncerty i wernisaże. Mężczyzna specjalnie zaprasza gości w piątki, by Elżbieta zmuszona była podawać im mięso i rezygnować z postu. Wobec braku jej protestów Feliks jest przekonany, że wszystko zmierza w najlepszym kierunku.

Elżbieta bardzo szybko porzuca myśl o nawracaniu męża argumentami. Wie, że doprowadzi to jedynie do kłótni. Jest przekonana, że pierwsze i podstawowe powołanie, w którym ma się uświęcać, to powołanie do bycia dobrą żoną. Choć wiara ich dzieli, łączy ich nieprzeciętna miłość. Zatem to na niej trzeba wszystko oprzeć. To w jej imię cicho znosi krzywdzące uwagi. W jej imię rezygnuje z rekolekcji i spotkań, na które miałaby ochotę. Jeśli jej wiara nieco na tym etapie podupada, to jedynie po to, by dojrzeć – stać się świadomym wyborem. Czyta antyreligijne książki Feliksa, zaprzęgając całą swoją inteligencję w skrupulatną krytykę ich argumentacji. Wszystkie cierpienia – i cielesne, i duchowe – ofiarowuje w intencji nawrócenia męża i jego przyjaciół, których szczerze lubi i tym bardziej się za nich modli. Otwartość i przyjaźń, które każdemu oferuje, nie sprowadzają się do obycia towarzyskiego, ale wynikają z przykazania miłości bliźniego.

Wyjątkowość domu Leseurów widać szczególnie w kontekście epoki. Ostatnie lata dziewiętnastego i początek dwudziestego stulecia to okres ogromnych napięć między katolikami a ateistami we Francji. Materializm jest w modzie. Antyklerykalizm przeziera z głównych dzienników. Kiedy w 1905 roku zostanie ogłoszona słynna ustawa o laickości III Republiki, towarzyszyć jej będzie przejmowanie własności kościelnych przez państwo, zamykane będą klasztory, a zakonnicy zostaną zmuszeni do emigracji. Z drugiej strony, środowiska katolickie zwierają szeregi. Tożsamość chrześcijańska budowana jest na zasadzie opozycji i sprzeciwu wobec modernizmu, liberalizmu i coraz bardziej popularnych ruchów lewicowych. Społeczeństwo zostaje ostro podzielone, czego przypieczętowaniem będzie afera Dreyfusa. Dom Leseurów stoi na granicy dwóch światów.

Wrażliwość

Spośród wielu cech Elżbiety na pierwsze miejsce wysuwa się jej niesamowita wrażliwość na drugiego człowieka. Nic dziwnego, że znajomi męża powierzają jej swoje troski i dylematy. Większość z nich jest niewierząca. Zachowała się bogata korespondencja, która daje szansę wglądu w prostotę, z jaką kobieta opowiada o Bogu tym, którzy otwarcie Go negują. Nikogo nie nawraca, nie przekonuje. Słowa pocieszenia, porady, zachęty przeplata świadectwem swojego życia. Tłumaczy, w jaki sposób wiara pomaga jej przetrwać ciężkie chwile, w jaki sposób wpływa na jej postępowanie i podejmowanie trudnych decyzji. W epoce, gdy jedni na drugich napadają i nikt nie ma dla przeciwnika ani jednego dobrego słowa, listy Elżbiety są dla tych ludzi nieprzeciętnym znakiem łagodności, którą niesie Ewangelia. Autorka nie wchodzi nigdy na płaszczyznę ideową. Wiara nie jest dla niej opcją polityczną, ale czymś nierozerwalnie związanym ze sposobem życia, siłą, która popycha ją w stronę miłości bezwarunkowej i bez granic. Feliks nawet się nie domyśla, o czym jego żona pisze w listach z przyjaciółkami wolnomyślicielkami.

Tę wrażliwość widać również w innym epizodzie jej życia. W 1909 roku, w drodze do Jury, małżonkowie zatrzymują się na kilka dni w Burgundii. Zwiedzają słynny szpital w Beaune – wzniesiony w XV wieku klejnot architektury francuskiej. Zaglądają też na oddział chorych. Tam Elżbieta zauważa ośmiolatkę Marie. Wdaje się z nią w rozmowę i pyta, czym mogłaby jej sprawić trochę radości. Mała bardzo ucieszyłaby się z pocztówek z ładnymi obrazkami. Gdy Elżbieta wychodzi, dziewczynka z podnieceniem opowiada opiekującej się nią siostrze Marie Goby o miłej pani i obiecanych widokówkach. Zakonnica studzi jej zapał: Ludzie w podróży dużo obiecują, a potem łatwo zapominają. Niech się za wiele nie spodziewa. Jakież jest jej zdziwienie, gdy wkrótce do szpitala zaczynają regularnie przychodzić kartki z kolejnych miejsc, które Elżbieta odwiedza. Te pocztówki z krótkimi słowami wsparcia i nauki wysyła aż do śmierci dziewczynki. Później kontynuuje korespondencję z zakonnicą.

Śmierć

Śmierć nie opuszcza rodziny Leseurów. Kilka tygodni po ślubie umiera ojciec Elżbiety. Wszystkich przejmuje śmierć jej siedmioletniego bratanka oraz młodszej siostry Juliette, która umierając, zapowiada ze spokojem Feliksowi, że pewnego dnia się nawróci, a po śmierci żony zostanie księdzem. Mężczyzna czuje się nieco zażenowany tymi słowami. Ale zaprzestał już nawracania żony. Widzi, że religia przynosi jej otuchę w trudnych doświadczeniach. Jak mógłby jej tego odmówić? Sam idzie po księdza, by udzielił ostatniego namaszczenia szwagierce.

Wiosną 1911 roku stan zdrowia Elżbiety się pogarsza. Diagnoza: rak piersi. Operacja i naświetlanie kończą się pozytywnie. Kobieta zyskuje dwa kolejne lata życia. W 1913 roku małżeństwo musi przerwać służbowy wyjazd do Gandawy. Cierpienie po raz kolejny paraliżuje Elżbietę. Po powrocie do Paryża usłyszą wyrok: przerzuty. Nie ma ratunku. Zostało kilka miesięcy.

W tym ostatnim okresie wszystko inne traci dla Feliksa znaczenie. Spędza z żoną każdą wolną chwilę. Dopóki starcza jej sił, spacerują po Polach Elizejskich. Trzyma ją za rękę, przytula, gdy słabnie. Prowadzi do kaplicy. Później zaprasza do domu księdza. Ona robi wszystko, by oszczędzić mu cierpienia i łez. Drobnymi znakami, na które jeszcze ją stać, wyraża swoją wdzięczność. Okazuje czułość. Pokazuje, jak bardzo go kocha. Przeżyli razem dwadzieścia pięć lat. 3 maja 1914 roku, o dziesiątej rano Elżbieta Leseur umiera.

Dziennik

Feliks pogrąża się w żałobie i beznadziei. Każdy mebel, każda książka w gromadzonej wspólnie bibliotece przypominają mu o ukochanej żonie. Mężczyzna nie wierzy w życie po śmierci. W sekretarzyku znajduje testament duchowy – list, w którym Elżbieta po raz kolejny zapewnia go o miłości i dziękuje Bogu, że miała szczęście dzielić z nim życie. Słowa te jeszcze bardziej pogłębiają poczucie pustki i bezsensu.

Siostra Elżbiety, Amelia Duron, zaniepokojona stanem szwagra zaprasza go często do swojego domu. Któregoś dnia wręcza mu bezcenną relikwię – pamiętnik, który siostra powierzyła jej przed śmiercią. Mężczyzna bierze do ręki trzy oprawione w skórę zeszyty i zaczyna czytać. Odnajduje bezbłędny styl i kaligrafię żony. Czyta dzień po dniu historię ich małżeństwa od 1899 roku i ze zdumieniem poznaje ukryte życie zmarłej: jej modlitwy, cierpienie duchowe, gorącą troskę o nawrócenie męża. Słowa te stają się dla niego wielkim wyrzutem sumienia. Tak mało ją rozumiał! Tak bardzo ranił jej wrażliwość swoimi ironicznymi wypowiedziami o wierze. Był źródłem utrapień osoby, którą kochał. Życie by oddał, by uczynić jej chorobę lżejszą. Tymczasem sam dokładał jej ciężarów.

Przez kolejne tygodnie każdy dzień wypełnia mu ten sam rytuał: spacer na grób żony i czytanie od nowa jej zapisków. Przyjaciele są zaniepokojeni. Trzeba zrobić krok do przodu, znaleźć sobie kogoś nowego, odzyskać radość życia. Jeden z nich proponuje Feliksowi podróż, by nieco zmienił otoczenie. Ofiaruje swój samochód i daje pełną swobodę decyzji, gdzie pojadą. Odbywają podróż dookoła Francji. Odwiedzają miejsca ważne dla Elżbiety: Czarną Madonnę w Rocamadour i sanktuarium Serca Jezusowego w Paray-le-Monial. Feliks ma wrażenie, jakby towarzyszyła mu obecność ukochanej. Racjonalny do szpiku kości, nie poddaje się emocjom, tłumacząc je rozchwianiem po stracie żony. Ale z każdym dniem poczucie obecności Elżbiety się w nim potęguje, aż staje się pewnością.

Mąż zakonnik

3 sierpnia Niemcy wypowiadają Francji wojnę. Zawierucha zapędza Feliksa do Bordeaux. Odwiedza przyjaciół Elżbiety i czyta im fragmenty jej pamiętnika. Są zachwyceni. Namawiają go do ich wydania. Jako wierzący w słowach zmarłej znajdują inspirację do życia Ewangelią w małżeństwie, znoszenia cierpień, wchodzenia w dialog z wrogim chrześcijaństwu światem. Stamtąd wybiera się do Lourdes, tak drogiego Elżbiecie. Nie wie za bardzo po co. Miotają nim sprzeczne myśli. Poruszony wiarą pielgrzymów pada na kolana i ze łzami w oczach modli się do Maryi o łaskę wiary dla siebie.

Po powrocie do Paryża zaczyna regularnie chodzić do kościoła. Przyjaciel umawia go na spotkanie z dominikaninem, ojcem Janvierem z którym odtąd będzie odbywał długie rozmowy o wierze. Pod jego wpływem wstąpi do trzeciego zakonu dominikańskiego.

Jedna myśl nie daje mu jednak spokoju. Siostra Elżbiety zapowiedziała mu, umierając, że zostanie księdzem. Czy to możliwe? Czy to nie szaleństwo? Ma już ponad 50 lat. Bliscy odradzają tę drogę. To normalny zapał neofity, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. Dużo dobrego może zdziałać jako osoba świecka. Przed nim zadanie wydania i propagowania pism żony. W kolejnych latach powołanie się jednak umacnia. Nie bez wątpliwości ze strony przełożonych ostatecznie zostaje przyjęty do nowicjatu dominikanów. Surowe warunki stanowią spore wyzwanie dla przyzwyczajonego do luksusów dyrektora towarzystwa ubezpieczeniowego. Współnowicjusze mogliby być jego synami. W dniu święceń kapłańskich Feliks ma 62 lata.

Jego misja po święceniach bardzo szybko się krystalizuje. Przed wstąpieniem do zakonu wydał trzy tomy pism żony, które zdobyły ogromną popularność. Przetłumaczono je na kilkanaście języków. Co miesiąc przychodzą setki listów, na które wzorem Elżbiety regularnie odpisuje. Przełożeni zachęcają go, by kontynuował to dzieło. Jeździ nie tylko po Francji, ale i po całej Europie z konferencjami na temat żony, której popularność przerasta wszelkie oczekiwania. Ostatnie lata spędzi na przygotowaniu materiałów do jej beatyfikacji. Starania przerwie wybuch drugiej wojny światowej. W końcu zda sobie sprawę, że nie doczeka już samej beatyfikacji. Tym skrupulatniej spisuje swoje wspomnienia i zbiera dokumenty. Umiera 25 lutego 1950 roku.

Przede wszystkim miłość

Zastanawiam się, co stanowiło klucz do sukcesu Elżbiety. Tyle rodzin żyje podzielonych wiarą. Czasem różnice nie są tak radykalne, a jednak tematy religijne stanowią jedynie źródło utyskiwania na drugą osobę i desperacji, że mimo wysiłku mąż czy żona nie wierzy albo inaczej przeżywa wiarę. Elżbieta Leseur nie próbowała nawracać Feliksa argumentami, nie sprzeczała się z nim na temat Kościoła. Istotę swojego powołania widziała w byciu dobrą żoną. Była przekonana, że jest to pewna droga do świętości. Nie chciała nawrócić męża za wszelką cenę. Wierzyła Bogu, to znaczy ufała Mu, że ukochany do Niego wróci wtedy i w taki sposób, jak Bóg będzie tego chciał. To On, a nie ona, jest Zbawicielem. Przede wszystkim jednak myślę, że Elżbiecie się udało, bo ponad wszystko kochała swojego męża. Wierzyła święcie, że ta miłość jest od Boga i jeśli będzie jej strzec, Feliks w niej Go odnajdzie.|

O wznowionym kilka lat temu procesie beatyfikacyjnym Elżbiety Leuseur można się dowiedzieć więcej na stronie: www.elcause.org.

W Nowym Roku przełamaliśmy się białym opłatkiem, który symbolizuje dzielenie się naszym połamanym życiem. Przy dźwiękach gitary, wspólnym anielskim kolędowaniu, pobrzmiewaniu ciepła życzeń i życzliwych słów podzieliliśmy się czasem przeżytych świąt i tym, co wydarzyło się w naszym życiu dla nas ważnego od ostatniego spotkania. 🙂 Spożyliśmy Wspólnotową Wieczerzę. 🙂

 

Tematem spotkania była komunikacja w relacjach międzyludzkich i problemy z nią związane. Jedna z Sycharek przygotowała merytorycznie ten temat, a potem dzieliliśmy się doświadczeniami z własnego życia. Ze spotkania wychodziliśmy z jasnym przesłaniem: Jaka komunikacja w relacjach z Bogiem, taka komunikacja w relacjach z drugim człowiekiem…:)

Kochani,

Minął rok od założenia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Dziękuję Bogu za ten dar dla miasta Gdynia i okolic. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli zapoczątkować jego istnienie. Dziękuję Ks. Proboszczowi Jackowi Socha za to, że zgodził się na powstanie Ogniska w Jego parafii i podjął się trudu posługi duchowej w nim. Dziękuję Mirce za położenie podwalin pod nasze ognisko. Dziękuję Krysi i Helence, które wkładają swoje serca w naszą wspólnotę. Dziękuję wszystkim osobom, które budują naszą wspólnotę przez bycie w niej i wzrastanie siebie i innych. Dziękuję za Wasze wsparcie modlitewne i nie tylko i za to, że jesteście.

Na spotkaniu poruszaliśmy temat wcielenia Jezusa zarówno w Eucharystii, jak też w drugim człowieku. Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami.

Zapraszam serdecznie na  spotkania w Nowym Roku, które odbędą się 8 i 22 stycznia. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

Nasze grudniowe spotkania odbędą się 11 i 18 grudnia. Rozpoczniemy tradycyjnie Mszą Św. o godz. 18:30, a następnie przejdziemy do salki na starej plebanii.

W dniu 20 listopada w parafii Św. Mikołaja Biskupa w Gdyni odbyło spotkanie na temat Bożego Narodzenia w relacji do żydowskiego święta Chanuka. Wydarzenie to połączyliśmy z naszym ogniskowym spotkaniem. Link do wydarzenia poniżej.

Był to niezwykły czas spotkania z Żydem, który będąc ateistą stał się wyznawcą Jezusa Chrystusa. Niezwykłe świadectwo jego życia pokazuje, jak Bóg potrafi znaleźć człowieka wszędzie i jak na każdym z osobna wyjątkowo Mu zależy. Jak w niepowtarzalny i zaskakujący sposób potrafi przygarnąć do Swojego Miłującego Serca każdego, bez względu na płeć, wyznanie, narodowość, wiek, aby zjednoczyć wszystkich w Jednej Owczarni- Jego Owczarni.

Na kolejnym spotkaniu rozważaliśmy Słowo Boże :

„Oto twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat”. A On im odpowiedział: (…) 

„Gdybyście zrozumieli, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych” Mt 12,1-2.7

Zapraszam serdecznie na kolejne nasze spotkania, które w miesiącu listopadzie odbędą się w dniu 6 i 20.  Najpierw zapraszam na Mszę Św.  o 18:30, a potem spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego listopada 🙂

Kolejne spotkanie przyniosło nam kolejne pytania o nasze życie. Jakie lęki mam w sobie, które blokują mnie w rozwoju? Co nie pozwala nam żyć w wolności chrześcijańskiej? Jakie więzy z przeszłości nas ograniczają, jakie przekonania…

 

Był sobie mały chłopiec, który bardzo lubił chodzić do cyrku. Kiedy tylko do jego miejscowości przyjeżdżali cyrkowcy, zawsze prosił tatę albo mamę, żeby kupili mu bilet i żeby z nim poszli. Najbardziej lubił w tym cyrku oglądać wielkie słonie, dlatego, że robiły na nim ogromne wrażenie. Wzbudzała w nim absolutny podziw ich potęga, ich majestatyczność, ich wydawałaby się władza nad wszystkimi wokół. Zawsze lubił oglądać i zawsze lubił czekać na wszystkie występy słoni. Pewnego razu bardzo się zdziwił, gdy wychodząc z namiotu cyrkowego, kiedy zobaczył w zagrodzie, tuż obok namiotu, słonia, którego wcześniej widział występującego na arenie cyrkowej. Słonia przywiązanego niezbyt grubym sznurkiem do bardzo małego palika w ziemi, takiego drewienka, które było wbite. Chłopiec bardzo się zdziwił, dlaczego ten słoń nie wyrwie tego palika i dlaczego nie ucieknie, przecież jest tak potężny, jest tak silny. Zaczął pytać różnych ludzi, którzy pracowali w cyrku, swoich rodziców, kolegów, jak to jest możliwe, że słoń nie ucieka. Nikt nie potrafił mu sensownie odpowiedzieć, poza jedną odpowiedzią, która wydawała mu się na początku sensowna, ale potem zrozumiał, że to jednak nie tak. Dlatego, że powiedziano mu, że słoń jest tresowany i dlatego nie ucieknie. Ale wtedy chłopiec sobie pomyślał, że skoro jest tresowany, to po co go w ogóle przywiązywać, skoro i tak jest wytresowany, że nie ucieknie, więc nie mógł znaleźć odpowiedzi. Któregoś razu spotkał takiego bardzo starego człowieka, który sprzedawał bilety do tego cyrku i jego zapytał, czy on może coś wie na ten temat, dlaczego słoń nie wyrwie tego palika i nie ucieknie. Otóż ten starzec mu odpowiedział: Widzisz bo ten słoń, kiedy był bardzo malutki, to od samego dzieciństwa, od niemowlęctwa, od urodzenia był przywiązywany do tego palika. I mówi: Kiedy był mały, to ten palik był dla niego bardzo, bardzo silny i ten sznur też był bardzo silny. Ten stary człowiek opowiadał, że widział, tego małego słonika, który próbował codziennie z ogromną siłą wyrwać się z tego palika. Dzień w dzień, męczył się całe dnie, padał ze zmęczenia, spał kilka godzin, wstawał i znowu próbował wyrwać ten palik i w końcu doszedł do wniosku, że nie da rady. Próbował przez tyle dni, że wiedział, że go to przerasta, że to jest zbyt duża więź, zbyt duża siła w tym paliku i w tym sznurku, żeby się wyrwać i słonik przestał próbować. Mówi: Teraz, kiedy jest duży, już nie próbuje, dlatego, że ciągle pamięta, że ten palik jest nie do wyrwania. Już nawet nie próbuje włożyć jakiejkolwiek siły w te ruchy, które mogłyby go z tego wyrwać, dlatego, że w jego sercu jest pamięć o tym, że próbował godzinami i latami i to się nie udawało. Teraz już nie próbuje.

 

Może w Twoim życiu, kiedyś bardzo dawno temu, ktoś wbił taki palik i do czegoś Cię uwiązał. Może próbowałeś/może próbowałaś latami wyrwać się z takiej więzi i w końcu coś Cię przekonało, albo Ty sam, albo ktoś, że to jest ponad Twoje siły. Minęło już dużo czasu. Jesteś już bardzo dużym słoniem. Może trzeba po raz kolejny spróbować, bo ten palik nie jest taki wielki, jak Ci się wydaje.

Podczas spotkania poddaliśmy rozważaniu tekst znajdujący się poniżej. Co jest w moim życiu prawdą, a co opowieścią o nim….

 

W pewnym mieście, którego nazwy nikt nie zna, mieszkała niezwykła i piękna kobieta. Była niezwykłej urody. Miała piękne oczy, piękną twarz, niezwykłą figurę. Była bardzo pięknie ubrana. Miała niezwykłe stroje, niezwykłe suknie. No,  po prostu tylko zachwycać się i podziwiać. Chodziła po tym mieście na spacery i budziła zachwyt każdego, kto ją mijał. Wszyscy chcieli na nią patrzeć, wszyscy chcieli z nią rozmawiać, każdy chciał ją zaczepić. W tym samym mieście żyła młoda, uboga, równie piękna, ale niestety bardzo zaniedbana dziewczyna.  Była prześliczna, ale nie miała pięknych ubrań, była brudna, była uboga. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Mieszkała w tym samym mieście, chodziła tymi samymi ulicami i zazdrościła tej pięknej, cudownej, bogatej pani. Któregoś wieczoru ośmieliła się do niej podejść i powiedziała do niej, czy może mieć do niej jedną prośbę. Z drżeniem serca zapytała o to, ale pani na szczęście odpowiedziała, tak, proszę bardzo, co mogę dla ciebie zrobić? Otóż poprosiła ją, czy mogłabym chociaż jednego wieczoru  pójść razem z Tobą, żebyś wzięła mnie pod swój piękny, kosztowny płaszcz i chciałabym przechadzać się razem z Tobą. Może wtedy ktoś by mnie zauważył obok Ciebie, w Twoim towarzystwie. Pani była bardzo miła, więc się zgodziła i tak następnego dnia wieczorem, we dwie, ta jedna troszkę schowana, ale widoczna, pod pięknym płaszczem cudownej pani. Poszły na spacer. Ludzie oczywiście jak zawsze zauważali tą niezwykłą kobietę, ale kiedy z nią rozmawiali, zauważali też tą drugą. Dziwili się, że schowana w płaszczu jest równie piękna, zaniedbana, ale niezwykła, młoda dziewczyna. Piękna pani sama zaczęła rozmawiać z tą dziewczyną i nagle się zorientowała, że ona jest niezwykle mądra, że ma niezwykle ciekawe, niewyobrażalnie wręcz, niesamowite rzeczy do opowiedzenia. Pomyślała, że to jest niezwykła, fascynująca osoba. Zaprzyjaźniły się. Od tamtego czasu zaczęły chodzić razem. Zawsze teraz, kiedy idą na spacer, idą razem. Zawsze idzie piękna pani i zawsze idzie ta młoda, troszkę niewidoczna, ale obecna z nią, fascynująca dziewczyna.

Nie wiem czy wiecie, jak mają na imię? Ta młoda, trochę uboga, trochę zawstydzona i schowana dziewczyna ma na imię prawda. Ta piękna, wystrojona, na którą każdy zwraca uwagę ma na imię opowieść. One… chodzą razem.

Zapraszam serdecznie na kolejne nasze spotkania, które mam nadzieję, że wydadzą piękne owoce… Msza Św. niezmiennie o 18:30, a potem spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego października 🙂

Kochani,

Życzę wszystkim wspaniałych urlopów z Bożym błogosławieństwem.

Wypoczętych zapraszam na pierwsze spotkanie po wakacjach, które tradycyjnie rozpoczniemy Mszą Św., a następnie spotkamy się i podzielimy powakacyjną radością. 🙂

Strumień Boży 

Moja sprawiedliwość ma być większa niż tych, którzy nie są uczniami Jezusa, bo ma zawierać w sobie miłość do człowieka. W tej sprawiedliwości nie ma osądzania drugiego i wskazywania jego wad i przewin, ale jest nieustanne przyglądanie się sobie samemu: na ile to moje postępowanie nastawia przeciwko mnie drugiego człowieka.

Bo nawet, gdy ktoś mnie krzywdzi, może być w tym element i mojej winy: że w odpowiednim czasie nie powiedziałam „przestań!”, że nie zakreśliłam właściwych granic.

Moja sprawiedliwość ma być na wzór sprawiedliwości Bożej. A On nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miał życie.

Dlatego nieustannie nawiedza nieurodzajną glebę mego serca, nawadnia jej bruzdy, wyrównuje skiby, spulchnia i błogosławi. On wie, że twarda gleba grzechu i egoizmu nie przyjmie wody miłości i miłosierdzia. Wie, że musi zostać „uprawiona” cierpieniem, poznaniem własnej małości i słabości.

Dopiero, gdy strumień Bożej miłości rozleje się w mojej duszy, pojawia się plon i obfity urodzaj dobrych uczynków i pokoju serca.

Wykłady ks Marka Dziewieckiego

” Karykatury Chrześcijaństwa”
http://dfdkalisz.jezuici….php?id=3&sid=17

O HALT
http://www.youtube.com/wa…feature=related

Na naszym wakacyjnym spotkaniu dnia 7 sierpnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej o 18:30, która była również Mszą w intencji członków naszego ogniska. Potem tradycyjnie odbyło się spotkanie w salce starej plebanii. Dyskutowaliśmy o krzyżu, który jest historią naszego życia…

„NA MIARĘ”

W pewnym mieście, w pewnym tramwaju jechał pewien człowiek. Był zwykłym, normalnym człowiekiem, taki powiedzielibyśmy trochę szarak. To, co go wyróżniało to, to, że był bardzo rozżalony swoim losem. Rzeczywiście w jego życiu było sporo nieszczęść, sporo trudności, trochę cierpienia, trochę samotności. No niezbyt szczęśliwe miał życie. Był tym niezwykle przygnieciony. Uważał, że to zbyt dużo, jak na jego barki i ten krzyż, który nosi, to naprawdę coś, co nie powinno mu się przydarzyć. Jechał, patrzył na innych ludzi, zazdrościł im, pomstował na Pana Boga, dlaczego on ma najgorzej. Mówiąc krótko żalił się, żalił się i żalił. Kiedy wysiadł z tramwaju na swoim przystanku i podszedł do domu, zobaczył, że przy drzwiach stoi jakiś starszy jegomość. Przedstawił się jako Pan Bóg. Człowiek więc z dozą pewnej nonszalancji powiedział: „ No wreszcie, bo przydałoby się, żeby ktoś mi pomógł”. Pan Bóg zapytał, czy może wejść i czy mogą porozmawiać. Człowiek się zgodził. Usiedli na kanapie i Pan Bóg powiedział: „W czym mógłbym Ci pomóc?” Człowiek oczywiście wypalił od razu, ze wszystkimi swoimi żalami, troskami i z tym, że jego krzyż jest za ciężki. Pan Bóg powiedział :  „Żaden problem. Możemy to zmienić. Chodźmy.” W jednej sekundzie znaleźli się w wielkiej grocie, w której było setki, tysiące krzyży. Pan Bóg powiedział: „ Tutaj jest miejsce, gdzie można wybrać krzyż. Wejdź i wybierz, jaki Ci się tylko podoba.” Człowiekowi zaświeciły się oczy. Natychmiast zdjął swój własny krzyż, odrzucił go w kąt, pobiegł do komnaty i zaczął szukać. Przymierzał po kolei dziesiątki krzyży. Te, które wydawały mu się bardzo lekkie okazywało się, że są jakieś długie i nieporęczne. Te, które wydawały mu się bardzo małe, kiedy założył je na szyję, okazywało się, że są bardzo ciężkie. Inne go kuły, inne sprawiały, że od razu czuł się bardzo samotnie, inne sprawiały, że tracił nadzieję. Mówiąc krótko, jakikolwiek krzyż by brał, zawsze coś było nie tak, ten krzyż nie pasował do niego. W końcu już trochę zniechęcony zobaczył w rogu, w kącie, taki niewielki, średnich rozmiarów, trochę zużyty już krzyż. Bez nadziei wziął go do ręki, położył go sobie na ramionach i nagle zobaczył, że pasuje idealnie, że wszystko gra. Nie jest ani za ciężki, ani za lekki, że jest dokładnie dopasowany do niego, że wydaje się, że mógłby z czymś takim chodzić do końca życia. Więc podszedł z tym krzyżem do Pana Boga i zapytał: „ Czy naprawdę mogę wziąć właśnie ten?” Pan Bóg uśmiechnął się łagodnie i powiedział: „Oczywiście. Możesz go zabrać.” Człowiek więc wziął go na ramiona i wyszedł z groty. W świetle słońca nagle się zorientował, że to jest jego własny. Ten, który wcześniej rzucił w kąt.

 

Serdecznie zapraszam na ostanie nasze spotkanie w te wakacje. Oczywiście najpierw na Mszę Świętą na godzinę 18:30, a następnie na spotkanie w salce starej plebanii.

Bożego weekendu,

Magdalena

Na Mszy Świętej, a potem na spotkaniu, mieliśmy gości z innych ognisk. Dziękujemy za niespodziankę i obecność. Pierwszy raz na naszym spotkaniu było dziecko jednego z Sycharków. Myślę, że z tematem akurat trafiliśmy. 🙂

Bajka o zasmuconym smutku 

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. 

Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, 
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, 
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. 
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. 
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: 
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, 
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” 
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. 
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. 
“Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. 
“Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną. 
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? 
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. 
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.” 
odpowiedział smutek łamiącym się głosem. 
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”, 
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” 
Smutek westchnął głęboko. 
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? 
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, 
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. 
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi 
i towarzyszyć im przez pewien czas. 
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. 
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. 
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. 
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. 
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. 
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. 
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. 
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. 
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. 
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” 
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” 
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. 
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. 
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. 
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. 
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, 
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! 
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem 
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. 
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. 
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. 
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. 
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, 
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. 
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. 
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. 
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. 
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. 
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” 
Smutek nagle przestał płakać. 
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: 
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” 
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, 
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” 

Z Panem Bogiem,

Magdalena

Po Uczcie Pańskiej spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem szczęścia. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim pokoju ducha i równowagi w życiu we wszystkich jego obszarach. 🙂

Tajemnica szczęścia 
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. 
Proszę cię jedynie o jedno – powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.
W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? 
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. 
Wróć i spójrz na cuda mego świata – powiedział mędrzec. 
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział. 
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? – spytał mędrzec. 
Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec: 
Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata, przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce. 

Zapraszam serdecznie na kolejne spotkania ogniska w Gdyni, które odbędą się w dniach 10 i 24 lipca. Najpierw spotkamy się na Mszy Św. o godzinie 18:30 w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni, aby następnie przejść do salki znajdującej się w starej plebanii parafii, aby podzielić się sobą z bliźnim. 🙂

Po Mszy Świętej i procesji spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoim rozumieniem piekła i nieba oraz doświadczeniami piekła i nieba w swoim życiu. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim doświadczenia nieba w sobie jeszcze przed śmiercią….:)
 
 
Legenda o piekle i niebie 
 
„Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?” – zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha. 
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogrome kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami. 
To jest piekło – stwierdził mnich. 
Natomiast, abyś zrozumiał, jak jest w niebie, wyobraź sobie taki sam wspaniały pałac w którym jest też tłum ludzi, ale pełnych szczęścia. Tutaj również stoją kotły ze smakowitą zupą i każda z osób trzyma taką samą gigantyczną łyżkę jak te, które znajdowały się w piekle. Ludzie siedzą naprzeciw siebie parami. Jeden nabiera zupę i karmi swojego bliźniego. Jeśli łyżka jest dla niego zbyt ciężka, pomagają mu dwie inne osoby tak, aby mógł spokojnie zjeść tyle, ile potrzebje. Skoro tylko jedna osoba zaspokoi głód, karmią następną. 
To jest niebo – powiedział uśmiechając się zagadkowo mnich. 

Na spotkaniu w  dniu 5 czerwca dzieliliśmy się doświadczeniem modlitwy w naszym życiu, w czym pomógł nam tekst poniżej:

Małe modlitwy 
 
Pewien człowiek miał możliwość zwiedzenia nieba. Jego przewodnikiem był św. Piotr. Pod koniec wędrówki weszli do dużej sali wypełnionej paczkami. Były to paczki o bardzo różnej wielkości – od maleńkich jak pudełka zapałek, aż do ogromnych, jak kontenery. Aniołowie wynosili te paczki z sali. Wtedy człowiek zapytał św. Piotra: 
– Co oznaczają te paczki, które noszą aniołowie? 
– Są to wysłuchane modlitwy ludzi – odpowiedział św. Piotr. 
– To dlaczego są to tylko małe paczki? – pytał dalej człowiek. 
– Dlatego, że o te wielkie ludzie nie proszą – wyjaśnił św. Piotr. 
 
„Modlitwy idą i wracają – nie ma nie wysłuchanej” C. K. Norwid 

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 5 i 19 czerwca. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

Kolejne nasze spotkanie odbyło się dnia 22 maja. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, jak w naszym życiu łatwo przychodzi nam strach, smutek, a jak ciężko skupić nam się na radości i tym, co daje nam Bóg.

 

Posiłek dla diabła

Pewnego dnia diabeł był głodny. Zabrał więc ze sobą worek i wybrał się na polowanie dusz.
Miał apetyt na wyśmienity kąsek. Usadowił się więc między gałęziami liściastego drzewa, które rosło naprzeciw okna pewnego dobrego człowieka i czekał.
Dzień dobrego człowieka był jednak przejrzysty jak kryształ i przebiegał na modlitwach, wypełnianiu dobrych uczynków i szlachetnych myślach. Ani jednego odstępstwa od tej zasady. Apetyt diabła rósł coraz bardziej.
Obawiał się jednak, że nie będzie mógł tutaj nic zdziałać. Aż pewnego dnia, kiedy przypatrywał się tej białej jak śnieg duszy, spostrzegł, że i ona, podobnie jak wszystkie inne, ma jedno malusieńkie pęknięcie. Otóż każdego wieczoru człowiek pojawiał się w oknie i zachwycając się zachodzącym słońcem, pogrążał się przez moment w melancholii i smutku.
Diabłu wystarczyło to w zupełności.
Skupił całą swoją energię na tej chwili; wydrążył ją, rozszerzył i kiedy stała się już dostatecznie obszerna i pusta, wlał do niej wszystkie swoje wypróbowane mikstury: najpierw strach, potem niepewność, a na koniec desperację.
Teraz wystarczyło mu już tylko sięgnąć ręką, aby mieć wspaniałą kolację.

Po Mszy Świętej, w której uczestniczyliśmy, udaliśmy się na spotkanie, na którym zgłębialiśmy problem obojętności na krzywdę bliźniego, a także świadomości naszej grzeszności. Pomogła nam w tym opowieść umieszczona poniżej:

Ostatnie miejsce

Piekło było już prawie całkiem zapełnione, a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób. Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
– Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zająć tylko ktoś z was, kto był największym grzesznikiem, powiedział.
– Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? – zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze.
– A ty, co zrobiłeś? – zapytał go.
– Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
– Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
– Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek – starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym udziału. Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane, a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemnie świństwa i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
– Naprawdę nigdy? – zapytał z niedowierzaniem diabeł – Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?
– Jak najbardziej!
– I naprawdę nic nie zrobiłeś? – powtórzył jeszcze raz diabeł.
– Absolutnie nic!
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: – Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!

Kochani

Na kolejne spotkania zapraszam w dniach 8 i 22 maja. Spotkania rozpoczniemy Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego. Po Mszy Świętej spotkanie w salce starej plebanii.

Zapraszam serdecznie,

Magdalena

 

 

Podczas kolejnego spotkania poruszyliśmy temat błogosławieństwa i przekleństwa oraz tego, jak ważne jest to, co wypowiadamy, co często wydaje nam się nic nieznaczącymi słowami, rzuconymi ot tak, bez namysłu… A słowo może zabić albo uratować życie…

O sklepiku i supermarkecie

Ubogi Żyd, właściciel sklepiku, wyznał zmartwiony rabinowi swoje obawy i kłopoty. Oto dokładnie naprzeciwko jego „interesu” powstał wielki supermarket, czyli potężna konkurencja, której nie wytrzyma mały sklepik. Od lat należy ten kantorek do naszej rodziny – tłumaczył i jeżeli stracę klientów, oznacza to dla mnie kompletną ruinę, gdyż do niczego innego się nie nadaje.
Rabin słuchał uważnie, a potem odezwał się z namaszczeniem:
– Jeżeli boisz się właściciela supermarketu, będziesz go nienawidził. I właśnie nienawiść stanie się twoją ruiną!
– Co mam więc robić? – zapytał zrozpaczony sklepikarz.
– Każdego ranka wychodź na chodnik – odpowiedział mistrz i błogosław swemu „interesowi”, aby dobrze prosperował. Potem odwróć się i błogosław tak samo sklep naprzeciwko!
– Co?! – nie wytrzymał kupiec – mam błogosławić swego konkurenta i niszczyciela?
– Każde błogosławieństwo – tłumaczył uczony mąż – jakie dzięki tobie stanie się jego udziałem, powróci do ciebie. Ale i wszelkie zło, jakie ściągniesz na niego, wróci do ciebie i zniszczy cię doszczętnie.
Za pół roku zjawił się ten sam sklepikarz, aby rabinowi donieść, że rzeczywiście jak przewidywał musiał zwinąć swój „interes”, ale teraz jest dyrektorem supermarketu i powodzi mu się lepiej niż przedtem!

„Musimy nauczyć się żyć jak bracia,
jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy.” (Martin Luther King)

Spotkanie przeprowadziliśmy w formie uczty Agape i poruszyliśmy temat przyjaźni. Najpiękniej o przyjaźni mówi Bóg, więc wybór tekstu do rozważenia był oczywisty.

 

Prawa przyjaźni z Chrystusem
12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.  (J 15.12-17)

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 27 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Na spotkaniu w dniu 20 marca po Mszy Św. o godz. 18:30 zajęliśmy się trudnym tematem, jakim jest przebaczenie. Pomocny stał się dla nas wzruszający film o przebaczeniu, który znajduje się poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ymjla8mxFSo

Podzieliliśmy się też przemyśleniami na temat darów od Boga, za jakie jesteśmy wdzięczni. W wyniku dzielenia doszliśmy do wniosku, że mało w nas wdzięczności za to, co otrzymujemy. Dużo łask i błogosławieństwa traktujemy, jako coś oczywistego, co nam się po prostu należy, co jest takie oczywiste, że to posiadamy. Wdzięczność rodzi radość i szczęście bycia Dzieckiem Bożym. Dlaczego rezygnujemy z dziękowania Bogu za wszystko?

 

Kochani

Na kolejne spotkanie zapraszam 20 marca. Rozpoczniemy je Mszą Świętą o 18:30, aby podziękować Bogu za wszelkie łaski, które otrzymujemy i poprosić o błogosławieństwo i prowadzenie Ducha Świętego.

Serdecznie zapraszam

Magdalena

Dnia 20 lutego mieliśmy okazję kolejny raz spotkać się po Mszy Św. o godz. 18:30.

Something more – tak śpiewa Nick Vujicic.

Cudowne zdanie, jakie pod koniec pojawia się w utworze zamieszczonym poniżej:

„Jeśli nie otrzymujesz cudu… stań się nim.”

Zapraszam serdecznie do wysłuchania tego kawałka. Można słuchając go zaplątać się w nadzieję…..:)

Na spotkaniu dzieliliśmy się swoimi odczuciami w temacie następujących tekstów:

Jak siebie samego

Co to znaczy: „miłować bliźniego swego jak siebie samego”? Nigdzie nie czytamy: kochaj bliźniego jak swojego anioła, swoją anielicę, tylko: kochaj jak siebie samego. Kiedy kochamy samych siebie? Nie wtedy, kiedy siebie wychwalamy, skarżymy się, że nikt nie zwraca na nas uwagi, że nas krzywdzą, ale wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy grzesznikami, uświadamiamy sobie swoje wady. Kocham samego siebie, jeżeli liczę na Pana Boga, na lekarstwa z Bożej apteki, sakramenty święte, dzięki którym mogę się oczyścić, ochronić, i kiedy czuję, że Bóg jest miłosierdziem i tylko na Niego mogę postawić, bo mnie kocha.
Kochać bliźniego to znaczy widzieć w nim grzesznika, takiego jak ja. Jego też, jak i mnie, może uratować miłość i opieka Boża. On też, tak jak i ja, ma położyć się w klinice Bożej, aby leczono go po Bożemu.
Jeśli w bliźnim widzę grzesznika, który tak jak i ja może liczyć tylko na miłosierdzie Boże i pomoc, to znaczy, że kocham bliźniego jak siebie samego.

Ks. Jan Twardowski
 

„Tylko Duch, jeśli tchnie na glinę może stworzyć człowieka”.
Antoine de Saint-ExupéryZiemia, planeta ludzi

Na kolejne spotkanie zapraszam serdecznie 06.02.2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie. :-D
Kolejne spotkanie planujemy na 20.02.2017r.

 

 

 

Na kolejnym spotkaniu dnia 23 stycznia dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami na temat poniższego tekstu:

Lustro

W dalekim kraju wśród pięknych ośnieżonych górskich szczytów mieszkał pewien człowiek. Dawno temu opuścił miasto, w którym pracował jako profesor na uniwersytecie. Był przez wszystkich szanowany i doceniany jako fachowiec, mimo to nie czuł się szczęśliwy. Po jakimś czasie postanowił zostawić swoją pracę, sprzedał dom, w który mieszkał i udał się w góry, abym tam z dala od cywilizacji podziwiać piękno przyrody i pisać wiersze. Pisanie sprawiało mu wielką radość. Z dala od zgiełku ulic i dymiących kominów czuł, że jest bliżej natury i bliżej Boga. Tam odnalazł swoje szczęście. Wreszcie robił to, o czym marzył.
Do jego chaty rzadko zaglądali ludzie, czasem tylko jacyś zabłąkani turyści, którzy zboczyli z górskiego szlaku, prosili go o nocleg. Jednak rano skoro tylko pierwsze promienie słońca wyjrzały zza górskich szczytów – udawali się w dalszą drogę.
Po kilku latach takiego mieszkania w odosobnieniu, mężczyzna odczuł głęboko potrzebę udania się do miasta. Długo walczył z tymi myślami, w końcu postanowił się tam udać. Wyjął z komody resztki pieniędzy, które pozostały mu jeszcze z czasów, gdy był profesorem na uczelni i poszedł do miasta. Tam na jednym ze straganów kupił sobie lustro, chciał bowiem wiedzieć jak wygląda, a w chacie, w górach nie posiadał tego przedmiotu. W mieście zabawił zaledwie kilka godzin i pośpiesznie wrócił w góry.
Od ostatniej wędrówki do miasta codziennie rano bohater przeglądał się w lustrze, chcąc wiedzieć jak wygląda.
Minęło kilka miesięcy i mężczyzna znów poczuł ochotę na to, by udać się do miasta. Ruszył więc ponownie w drogę, którą pokonywał wcześniej.
Tym razem nie robił zakupów. Przechodząc ulicą spotkał jednego ze swoich kolegów, który też był profesorem na uniwersytecie. Opowiedział mu o tym, że kilka miesięcy temu kupił lustro, aby wiedzieć jak wygląda. Znajomy profesor popatrzył na niego i rzekł:
– Jeśli chcesz wiedzieć naprawdę kim jesteś, nie patrz w lustro, ono pokaże tylko twoje ciało. Patrz na wyraz twarzy człowieka, który z tobą rozmawia. Wtedy ujrzysz swoje wnętrze, i to kim naprawdę jesteś.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 23 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie.

Kochani,

Na kolejne spotkanie ogniska w Gdyni zapraszam serdecznie 9 stycznia 2017r. Rozpoczniemy tak jak zawsze, najpierw Mszą Św. w Kościele pw. Świętego Mikołaja, która odbędzie się o godzinie 18:30, a potem zapraszam na spotkanie opłatkowe, na którym podzielimy się wrażeniami ze świąt, swoimi przemyśleniami oraz wspólnie będziemy kolędować.

Bożego Nowego Roku!!!

Pierwsze spotkanie po oficjalnym otwarciu ogniska miało miejsce 19.12.2016r. Poniżej zamieszczam tekst, nad jakim się pochyliliśmy.

” A skąd wiadomo , czy to dobrze, czy to źle ?”

W biednej ormiańskiej wiosce uciekł chłopu w step ogier ,jedyny żywiciel rodziny.

-Jakiś ty biedny, jak nam ciebie żal-płakali nad nim jeszcze biedniejsi sąsiedzi.

– A skąd wiadomo ,że jak ogier ucieka w step to jest źle??? Zapytał patrząc w niebo chłop

Sąsiedzi speszeni wrócili do domów……….

Na drugi dzień ogier wrócił przyprowadzając ze stepu pięć ogierów.

-Jakiś ty mądry, człowieku , a my tacy głupi, że ciebie żałowaliśmy. Masz teraz tak
dobrze ,masz sześć ogierów

– A skąd wiadomo ,ż e sześć ogierów to dobrze?? znowu patrząc w niebo rzekł chłop.

Sąsiedzi już trochę rozeźleni opuścili jego chałupę . Za jakiś czas jedyny syn chłopa dosiadł najładniejszego ogiera ,a ten poniósł a następnie zrzucił go z grzbietu a chłopak spadając złamał nogę i trzeba było odwieźć daleko do szpitala.
Sąsiedzi znowu przybiegli……………….

– Jakiś ty mądry, jaki mądry…….wszyscyśmy się cieszyli jak jacyś głupi ,a ty…………..

-A skąd wiadomo, że jak syn łamie nogę to jest źle???? Patrząc w niebo rzekł sceptycznie chłop.

Sąsiedzi wrócili do swoich domów wściekli ,klnąc głupiego chłopa.

Za jakiś krótki czas wybuchła wojna. Wszystkich młodych chłopaków ze wsi wzięto do wojska ,a syn chłopa został w domu ….bo miał złamaną nogę.

Dzięki Woli Bożej mamy nareszcie zaszczyt i możliwość oficjalnego otwarcia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Serdecznie wszystkich zapraszam w imieniu własnym, naszego Księdza Proboszcza i Trójmiejskich Sycharków na tę uroczystość w dniu 10.12.2016r. na godzinę 10:00. Najpierw powierzymy Bożej Opiece nasze Ognisko na Mszy Świętej w Kościele pw. Św. Mikołaja w Gdyni (godzina 10:00) w Dolnym Kościele, mieszczącego się przy ul. Św. Mikołaja 1. Po uczcie duchowej zapraszamy wszystkich na ucztę dla ciała.

Z Panem Bogiem

Kronika