Parafia
kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Kronika

11 czerwca na spotkaniu rozważaliśmy jak wygląda zawierzenie Bogu w naszym życiu. Czy potrafię zaufać, że On ma dla mnie najlepszy plan, dużo doskonalszy i dający mi prawdziwe szczęście i jak często odbiegający od moich wyobrażeń…?

Rdz 17,15-21

I mówił Bóg do Abrahama: «Żony twojej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz imię jej będzie Sara. Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił, tak  że stanie się ona matką ludów i królowie będą  jej potomkami». Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się; pomyślał sobie: «Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?» Rzekł zatem do Boga: «Oby przynajmniej Izmael żył pod Twą opieką!» A Bóg mu na to: «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze, przymierze wieczne z jego potomstwem, które po nim przyjdzie. Co do Izmaela, wysłucham cię: Oto pobłogosławię mu, żeby był płodny, i dam mu niezmiernie liczne potomstwo; on będzie ojcem dwunastu książąt, narodem wielkim go uczynię. Moje zaś przymierze zawrę z Izaakiem, którego urodzi ci Sara za rok o tej porze».

* * *

Punkt 1. «Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił». Abraham i Sara są bezdzietni. W ich czasach i kulturze posiadanie dzieci było rozumiane jako błogosławieństwo, ich brak jako przekleństwo. Najgorętszym pragnieniem Abrahama i Sary było mieć dzieci, co zresztą zostało głęboko wpisane w naturę człowieka przez samego Boga. Abraham żyje w zażyłości z Panem. Bóg wiele razy mówi do niego, obiecuje mu syna i liczne potomstwo. Obietnica ta jednak nie jest sprecyzowana. Tymczasem pragnienie małżonków wciąż się nie spełnia. W podeszłym wieku Abraham i Sara rezygnują z oczekiwania, godzą się ze swoją bezpłodnością. I choć oni przyzwyczajają się do straty, Bóg nie rezygnuje z realizacji swojego planu. Teraz On mówi jednoznacznie, daje jasno określoną i wspaniałą obietnicę. Może pojawić się wątpliwość: czy Pan igra ze swoim przyjacielem Abrahamem? Nie, Bóg prowadzi go coraz mocniejszej wiary. Po drodze uczy Abrahama wytrwałości i wierności, bo to najlepszy sposób przygotowania go do przyjęcia wielkiego daru. Abraham w końcu tak zawierzy Bogu, że będzie gotów ofiarować mu ukochanego syna i stanie się ojcem wszystkich wierzących. A jak jest w Twoim życiu – czy masz jakieś głębokie niespełnione pragnienie, za którym nie masz odwagi pójść?

Punkt 2. Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się. Reakcja Abrahama jest pokorna i może trochę smutna, choć nie wydaje się on zgorzkniały. Długo żył pragnieniem i  szukał sposobu jego spełnienia. Próbował ukoić swój ból własnym sposobem – miał już syna Izmaela z niewolnicą swojej żony – Hagar. Ale to nie była ta pełnia, do której dążył, to była namiastka. Wzięcie sprawy w swoje ręce nie zawsze okazuje się dobrym rozwiązaniem. Ukazuje ludzką niepewność i zniecierpliwienie. Jednak w swoim długim życiu Abraham stopniowo jest prowadzony przez Boga do coraz głębszej bliskości. Dlatego teraz nie ma pretensji do Niego. Uznaje swoją niemoc, niezrozumienie, niedowierzanie. Nie może jednak pozbyć się ludzkiego myślenia: „Czyż człowiekowi stuletniemu może się urodzić syn?”. Uczenie się zażyłości z Bogiem nie jest zarezerwowane tylko dla Abrahama. Jest dla każdego z nas.

Jak rozmawiasz z Panem Bogiem o Twoim niespełnionym pragnieniu? Stań przed Nim taki, jaki jesteś, tu i teraz. Nie lękaj się i bądź szczery.

Punkt 3. «Ależ nie! Żona twoja, Sara, urodzi ci syna, któremu dasz imię Izaak. Z nim też zawrę przymierze». Bóg stanowczo potwierdza obietnicę, określa okoliczności i nie pozostawia wątpliwości. Liczy się ze słabością Abrahama. Nie chce od niego nadludzkiej doskonałości. Dla Pana jest ważne, że tak naprawdę Abraham chce być szczęśliwy, tak jak każdy człowiek. Sam Bóg złożył to pragnienie w jego sercu. I sam Wszechmocny będzie działał. W Nim wszystko, co jest dobre dla człowieka, jest możliwe. W pragnieniu Abrahama jest zawarty dalekosiężny plan Boży, który przyniesie więcej dobra, niż Abraham się spodziewa i zdoła zobaczyć za swojego życia.

Popatrz jeszcze raz na pragnienia, jakie odkrywałeś i odkrywasz w swoim sercu. Może znajdujesz takie, które odrzuciłeś, bo stwierdziłeś, że nie warto za nimi iść. A może spróbowałbyś pochylić się jeszcze raz nad nimi i  poszukać w nich pragnienia samego Boga dla Ciebie?

Na koniec porozmawiaj z Bogiem o tym wszystkim, co zrodziło się w Twoim sercu pod wpływem dzisiejszej modlitwy. Wypowiedz przed Nim swoje uczucia – lęku, niepewności, ale może i nadziei na prawdziwe spotkanie. Bądź szczery przed Panem. Możesz Mu podziękować za to, co odkryłeś lub poprosić Go o coś, czego bardzo potrzebujesz. Porozmawiaj z Nim przez chwilę serdecznie – jak przyjaciel z przyjacielem. Na zakończenie pomódl się słowami modlitwy „Ojcze nasz”.

28 maja odbyło się nasze kolejne spotkanie. Pochylając się nad Słowami zamieszczonymi poniżej rozmawialiśmy o zawierzeniu Bogu w naszym życiu. Próbowaliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: Jak sobie wyobrażam działanie Boga w moim życiu? Czy spodziewam się magii i fajerwerków? Czy potrafię Go znaleźć w lekkim powiewie…?

2Krl 5,8-15a
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król Izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć
królowi: «Czemu rozdarłeś swoje szaty? Niech on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok
w Izraelu». Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem i stanął przed drzwiami domu
Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie,
a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!». Rozgniewał się Naaman i odszedł
ze słowami: «Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga
swego, poruszy ręką nad miejscem [chorym] i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym?». Pełen
gniewu zawrócił, by odejść. Lecz słudzy jego przybliżyli się i przemówili do niego tymi słowami: «Mój
ojcze, gdyby prorok kazał ci spełnić coś trudnego, czy byś nie wykonał? O ileż więc bardziej, jeśli ci
powiedział: Obmyj się, a będziesz czysty». Odszedł więc Naaman i zanurzył się siedem razy w Jordanie,
według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca i został
oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: «Oto
przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem».
* * *
Punkt 1. «Idź, obmyj się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się
czysty!». Naaman jest dzielnym wojownikiem, wodzem wojska Aramejczyków. To jednak nie chroni
go przed nieszczęściem – trawi go trąd. Trąd w tamtych czasach był rozumiany jako przekleństwo,
następstwo grzechu, a w oczach ludzi – wykluczenie ze wspólnoty i śmierć. Nie istniał dla niego lek,
zostawał tylko cud. Naaman nie ma dużej wiary, ale jest ona wystarczająca, aby posłuchać rady
służącej swojej żony, nic nie znaczącej kobiety, uprowadzonej z Izraela. Ona to wysyła go do proroka
Elizeusza. Choć Aramejczycy są wrogami Izraelitów, sam Bóg troszczy się o Naamana i jest
inicjatorem całego zdarzenia. Wódz Aramejczyków zjawia się przed domem Elizeusza w całej swej
potędze, z powozem, końmi i kosztownościami. Pragnie uzdrowienia, lecz ma na to swoją koncepcję.
Elizeusz jednak nie przyjmuje takiego rozwiązania. Nie wychodzi nawet ze swego domu, aby
powitać dostojnika. Podaje prosty i konkretny sposób postępowania: „obmyj się siedem razy
w Jordanie”. Są to słowa samego Boga, przekazane przez usta Elizeusza. Naaman jeszcze nie zna
Boga, więc takie działanie wydaje mu się absurdem. Przyjrzyj się jakiemuś swojemu głębokiemu
pragnieniu, które nosiłeś w sercu, albo nosisz teraz. Jakie były albo są Twoje sposoby na jego
spełnienie?
Punkt 2. Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: «Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są
lepsze od wszystkich wód Izraela?». Gniew Naamana pokazuje, że on wciąż liczy na swoją potęgę,
honor i pomysły. Próbuje własnymi sposobami osiągnąć upragnione zdrowie, gotów jest potraktować
Boga instrumentalnie. Wymaga od Elizeusza magii. Prostota działania Boga jest dla chorego
przeszkodą. Jednocześnie jest potrzebna, aby on zrozumiał, że uzdrowienie będzie całkowicie
niezasłużonym darem. Ta prostota wymaga jedynie wykonania zwykłej czynności. Nie wyklucza
jednak odwagi, bo oznacza powierzenie się komuś mocniejszemu. A Ty jak byś się zachował będąc
na miejscu Naamana? Jeśli widzisz w sobie opór wobec takiego działania Boga, to spróbuj zobaczyć
z czego on wynika?
Punkt 3. «Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!». Naaman w końcu
wykonuje polecenie proroka. Przyjmuje radę swoich sług. Może jest zdesperowany albo znajduje
w ich słowach coś racjonalnego. Taka postawa jest bardzo ludzka i być może nam bliska. Bóg nie
wymaga od Naamana olbrzymiej wiary. Jedynie wykonania prostej czynności – obmycia się w rzece.
Naaman zostaje oczyszczony, a „ciało jego na powrót stało się jak ciało małego chłopca”. To oznacza
coś więcej niż uzdrowienie, to jest powrót do czystości małego dziecka. Następuje nie tylko
uzdrowienie ciała ale i duszy, czyli nowe życie w Bogu. Ojcowie Kościoła widzą w siedmiokrotnym
zanurzeniu się w Jordanie obraz przyjęcia siedmiu sakramentów. Naaman nie tylko spełnia swoje
pragnienie, ale jest też obdarowany wiarą. Uznaje, że „nie ma Boga poza Izraelem”. I tu realizuje się
najgłębsze pragnienie samego Boga dla Naamana. Pan chce nie tylko, aby Naaman był zdrowy,
ale żeby jego serce należało do Boga. Bóg zawsze daje więcej niż się spodziewamy, ale w swoim
czasie i na swój sposób. Przyjrzyj się jakiemuś Twojemu silnemu pragnieniu. Jeżeli zostało ono
spełnione, postaraj się poszukać głębiej i znaleźć w nim coś jeszcze, co może być głosem samego
Boga do Ciebie. A jeśli to pragnienie nie zostało spełnione, to zastanów się, co Bóg przez to chce Ci
powiedzieć.

Na spotkaniu poruszaliśmy temat strat . Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem w tym obszarze…

MK 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»  Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!»    I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

* * *

Punkt 1. Niewidomy żebrak, Bartymeusz syn Tymeusza siedział przy drodze. Bartymeusz siedział przy drodze i żebrał, być może robił to w tym miejscu od wielu lat. Nie pracował, a więc nie zarabiał na siebie – żył z tego, co inni mu dali. Pewnie w jakimś stopniu pogodził się z takim życiem, z tym, że już nic się w jego sytuacji nie zmieni. Zapewne w ruchliwym Jerychu było głośno o Jezusie i o cudach, które czynił. Te wieści dotarły także do Bartymeusza i być może obudziły jego nadzieję. Słysząc przechodzącego Jezusa, woła Go głośno. Ten niewidomy człowiek w przechodzącym Rabbim rozpoznaje Tego, który może spełnić jego największe pragnienie – umożliwić mu życie pełnią życia. Gdyby mógł, pobiegłby za Jezusem. Jakie uczucia budzą się w Tobie, kiedy myślisz o tej sytuacji?

Punkt 2. «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię»Bóg chce, żebyśmy przychodzili do Niego z naszymi troskami i problemami, żebyśmy mówili Mu o naszych pragnieniach i tęsknotach. Nie dlatego, że ich nie zna, ale dlatego, że w ten sposób pogłębia się nasza relacja z Nim. Jeżeli na modlitwie mówimy tylko to, co w naszym przekonaniu powinniśmy mówić i jednocześnie odrzucamy nasze głębokie pragnienia, jeżeli słuchamy tłumu, który mówi „siedź cicho”, to tak naprawdę nie zbliżamy się do Boga. Bóg zaprasza nas, byśmy szczerze mówili Mu o swoich tęsknotach. Także w tych trudnych chwilach, gdy nasze pragnienia nie zostają spełnione, Bóg zaprasza nas do głębszej rozmowy. Bóg pragnie naszej szczerości. Anthony de Mello SJ tak pisze: Utrzymywałem dość dobre stosunki z Panem. Prosiłem Go o różne rzeczy, mówiłem z Nim, śpiewałem Mu chwałę, dziękowałem. Kłopot w tym, że zawsze miałem wrażenie, że On chciał, bym Mu spojrzał w oczy…, czego nie robiłem. […] Wreszcie któregoś dnia zdobyłem się na odwagę i spojrzałem. W Jego oczach nie było ani wyrzutu, ani wymagań. Jego oczy mówiły jedynie: “Kocham cię!”.

Może jest w Tobie coś, co próbuje Cię powstrzymać przed podejściem do Jezusa, co próbuje Cię uciszyć, tak jak ludzie uciszali wołającego Bartymeusza? Co przeszkadza Ci w podejściu do Jezusa i spojrzeniu Mu w oczy?

Punkt 3. «Co chcesz, abym ci uczynił?». Bartymeusz staje przed Jezusem i szczerze mówi Mu o swoich pragnieniach, o swoim największym marzeniu, o tym, czego mu w życiu brakuje. On to wie.

Zabiegani, zaabsorbowani tysiącem spraw, zatroskani przede wszystkim o dzień dzisiejszy często nie uświadamiamy sobie, czego naprawdę pragniemy. Niezależnie od tego, ile w życiu osiągnęliśmy, czujemy się niespełnieni. Czujemy niepokój, czegoś nam w życiu brakuje, za czymś tęsknimy – a może to tęsknota za Kimś? Spróbuj, jak Bartymeusz, spojrzeć w swoje serce – co ono Ci podpowiada?

Dziś Jezus zatrzymuje się przy drodze Twojego życia. Patrzy na Ciebie. Pyta łagodnie: „Czego pragniesz? Co chcesz, abym Ci uczynił?” Jaka będzie Twoja odpowiedź?

W kolejnym naszym spotkaniu, które miało miejsce dnia 5 marca i rozpoczęło się Mszą Świętą o 18:30, poruszyliśmy temat pragnień, które daje Bóg. W tematykę wprowadziły nas wersety Pisma Świętego J 4,6B-15.

Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godzinyNadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!». Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?» Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: “Daj Mi się napić” – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej» . Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».
* * *
Wyobraź sobie upalne letnie południe, studnię poza miastem i siedzącego przy niej zmęczonego, spragnionego mężczyznę – Jezusa. Poczuj skwar tego dnia. Zobacz jak drogą prowadzącą z miasteczka nadchodzi kobieta, niosąca naczynie. Zbliża się do Jezusa. Przysłuchaj się ich rozmowie. Przychodzisz do studni jak Samarytanka. Zastanów się, co spowodowało, że tu właśnie przychodzisz. Czego szukasz?
Punkt 1. Nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Kobieta przyszła do studni, bo był to jeden z jej codziennych obowiązków. Mając wody pod dostatkiem nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne to było zadanie i jak cenna była woda w Palestynie w czasach Jezusa. W gorącym klimacie woda jest tym co umożliwia przeżycie, co życie daje. Tylko tam, gdzie była woda, dosłownie życiodajna, mogło rozwijać się życie. Codzienne wędrówki kobiet do studni albo źródła były podstawowym warunkiem egzystencji dla nich samych, jak i dla ich domowników.
Punkt 2. «Daj Mi pić»Przypatrz się Jezusowi, kiedy mówi te słowa – zobacz, że pragnienie jest widoczne na Jego twarzy. A może widzisz łagodną zachętę w Jego oczach, uśmiech, zaproszenie, coś co powoduje, że samotna kobieta, wbrew przyjętym zasadom, zbliża się do obcego mężczyzny i podejmuje rozmowę. Słowa Jezusa to nie tylko, oczywiste w tej sytuacji, słowa człowieka spragnionego. To początek rozmowy, zaproszenie do kontaktu, prośba o nawiązanie relacji. Jezus rozpoczyna rozmowę, bo Bóg jest zawsze pierwszy, czeka i zaprasza, żebyś odrzucił swoje lęki, nieśmiałość, obawy i spojrzał w Jego oczy. To Jego pragnienie. On chce spotkania z Tobą i zachęca Ciebie do rozmowy. Czy jesteś gotowy na takie spotkania? O co chciałbyś Go zapytać?
Punkt 3. «Daj mi tej wody»Być może Samarytanka w pierwszej chwili chciała się wycofać, zawrócić. Przezwycięża jednak obawy, odkłada dzban i podejmuje rozmowę. Nie wszystko, co Jezus mówi jest dla niej jasne, zadaje więc pytania i sama też szuka odpowiedzi. Odkładając swoje codzienne zajęcie, daje się prowadzić Jezusowi. Jest skłonna uwierzyć, że On może zaspokoić jej najważniejsze pragnienie.

Tradycyjnie po Mszy Św. o godz. 18:30 udaliśmy się do salki na spotkanie. Dzisiejszym tematem był dokument Amoris Laetitia (pol. Radość Miłości) – adhortacja papieża Franciszka o miłości w rodzinie. Powstała jako owoc dwóch synodów biskupów nt. małżeństwa i rodziny, które miały miejsce w Rzymie w 2014 i 2015 roku. Została uroczyście podpisana przez papieża w Watykanie w Roku Miłosierdzia dnia 19 marca. Oficjalne ogłoszenie miało miejsce 8 kwietnia 2016 r. Jest to druga, po Evangelii gaudium, adhortacja papieża Franciszka. Adresatami są biskupiprezbiterzydiakoniosoby konsekrowane, małżonkowie chrześcijańscy oraz wszyscy wierni świeccy. Tekst podzielony jest na 9 rozdziałów i ma 325 numerów (paragrafów). Spotkanie poprowadził nasz Opiekun Duchowy Ks. Jacek Socha.

W dniu 9 marca o godzinie 17:45 nasza Wspólnota w Gdyni prowadziła Drogę Krzyżową dla małżonków i rodzin. Poniżej znajdują się teksty wykorzystane w przeżywaniu tej uroczystości.

 

Droga Krzyżowa dla małżonków i rodziców
WSTĘP
Dziękuję Ci Jezu, że zaprosiłeś mnie na tę drogę krzyżową. Ciągle żyję w biegu i często brakuje mi nawet chwili by zastanowić się nad sobą samym i swoim życiem. Dzisiaj pragnę przyjrzeć się swojemu małżeństwu i relacjom rodzinnym. Chcę na nie spojrzeć idąc razem z Tobą drogą krzyżową. Wierzę, że to rozważanie pomoże mi zbliżyć się do Ciebie i bardziej kochać ludzi najbliższych memu sercu. Proszę Cię Jezu o łaskę spojrzenia na swoje życie w prawdzie.
I. Jezus na śmierć skazany
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Publiczna działalność Jezusa nie była łatwa. Wielokrotnie spotykał się z niezrozumieniem i próbami zamachu na Jego życie. Jednak Jego prawdziwa droga krzyżowa zaczęła się od niesprawiedliwego wyroku. Twoje życie też nie zawsze było usłane różami. Jakiś czas temu zdecydowałeś, że chcesz na zawsze połączyć się z tą drugą osobą. Dziś jesteś już żoną lub mężem. Pamiętasz dzień swojego ślubu? Wtedy na rzecz miłości postanowiłeś zrezygnować z części swojej wolności, by ofiarować się tej drugiej osobie. Byłeś wtedy szczęśliwy z dokonanego wyboru. Czy teraz po kilku, a może kilkunastu latach od tego dnia nie żyjesz tak, jak gdybyś wtedy podpisał na siebie wyrok? Czy nie traktujesz swojego małżeństwa jako początku swojej drogi krzyżowej?
II. Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus bierze na swoje ramiona ciężki krzyż w imię miłości i odpowiedzialności za los każdego człowieka. Ty wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej wziąłeś odpowiedzialność za żonę, męża i dzieci, które miały się pojawić. To był twój wybór. A czy dzisiaj nie masz może pretensji, że Bóg obarczył cię ciężarem macierzyństwa lub ojcostwa? Czy każdego dnia przyjmujesz ciężar odpowiedzialności za życie swojej rodziny? Miłość to odpowiedzialność. Nie można ich rozdzielić. Czasem może być ciężko, ale kochać to znaczy poświęcać swoje życie dla drugiego człowieka. Ten ciężar miłości będzie lżejszy, jeśli o pomoc w jego udźwignięciu poprosisz samego Jezusa.
III. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Jezus upada na oczach swojej matki i uczniów. Wiele razy w ich obecności czynił cuda, odpuszczał grzechy i przekonywał o tym, że jest Synem Bożym. A teraz On – Wszechmocny Bóg upada i nie wstydzi się tego. Każdy z nas jest człowiekiem słabym. Każdy z nas upada wielokrotnie. Tylko, że my wstydzimy się naszych upadków, nie przyznajemy się do nich. Jak często nie masz odwagi powiedzieć do swojego męża – pomyliłam się? Jak często unosisz się honorem i nie powiesz swojej żonie – miałaś rację? Jak często w obecności twoich dzieci nie chcesz przyznać się do popełnionych błędów? Tymczasem wielkość człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale że ma odwagę się podnieść.
IV. Jezus spotyka Matkę swoją
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Spotkanie z Maryją było spotkaniem bez słów. Ich wzajemna więź była tak głęboka, że żadne słowa nie były potrzebne. Wystarczyła wymiana spojrzeń. Jednak aby ludzie mogli porozumieć się bez słów muszą się bardzo dobrze znać. A żeby się poznać trzeba ze sobą rozmawiać. Często w naszych rodzinach rozmawiamy wiele o sprawach codziennych – zakupach, rachunkach, rzeczach które trzeba załatwić. Brakuje jednak rozmów o tym co ta druga osoba czuje, co myśli. Zastanów się czy patrząc na twarz swojego współmałżonka potrafisz odczytać to, co kryje się w jego sercu? Czy potrafisz rozpoznać, kiedy twoje dzieci mają problemy choć mówią, że wszystko jest w porządku? Uczmy się od Maryi i Jezusa budowania właściwych relacji rodzinnych.
V. Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Często słychać narzekanie ludzi, że całe ich życie to dom i praca. Praca i dom, i tak w kółko. Może chciałbyś po pracy odpocząć, a tu żona mówi, że trzeba jeszcze odkurzyć albo zrobić zakupy. Może chciałabyś mieć wieczorem trochę czasu dla siebie, a tu jeszcze z dziećmi trzeba lekcje odrobić. Czy czujesz się czasem w swojej rodzinie przymuszony do wykonywania codziennych obowiązków, tak jak Cyrenejczyk został zmuszony do dźwigania krzyża Jezusa? A przecież miłość to także służba. O ileż łatwiej będzie ci wykonywać twoje codzienne rodzinne obowiązki jeśli będziesz pamiętać, że „cokolwiek czyniąc jednemu z tych najmniejszych czynisz to także Jezusowi”.
VI. Weronika ociera twarz Jezusowi
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Gest Weroniki to taki drobiazg na drodze krzyżowej Jezusa. Ale nasze życie składa się właśnie z milionów drobnych i z pozoru nic nie znaczących gestów, słów i zachowań. W żadnej z Ewangelii nie ma ani słowa o Weronice. A jednak jej gest musiał być bardzo znaczący skoro przechowała go Tradycja. W małżeństwie, w rodzinie też ważne są te drobne gesty. Nie wystarczy, że małżonkowie mówią sobie o swojej miłości tylko z okazji rocznic albo jubileuszy. Żona powinna przypominać mężowi, że jest dla niej ważny. Mąż powinien powtarzać żonie, że ciągle jest dla niego najpiękniejsza. Tak bardzo potrzebne jest, żeby codziennie rozmawiać ze swoimi dziećmi. Tak ważne jest żeby się do siebie uśmiechać. Te drobiazgi są wytchnieniem pośród trudu codziennego życia.
VII. Jezus po raz drugi upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Żaden upadek człowieka nie jest tylko jego sprawą. Nie ma prywatnych grzechów. Gdy ja upadam to w pewnym sensie pociągam za sobą swoich najbliższych. Gdy człowiek grzeszy to oddala się od Boga, a w konsekwencji w jego życie wkrada się smutek i trudniej mu panować nad negatywnymi emocjami. Jego sposób zachowania bardzo szybko przenosi się na relacje małżeńskie i rodzinne. Mąż nie ma ochoty rozmawiać z żoną. Żona nie ma cierpliwości do męża. Dzieci, które widzą smutnych rodziców też zaczynają się smucić. Dlatego właśnie w imię odpowiedzialności za swoją rodzinę musisz ciągle na nowo powstawać z kolejnych upadków. Tak jak Jezus.
VIII. Jezus pociesza płaczące niewiasty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
To jest stacja przy której Jezus zachęca nas do spojrzenia na siebie, a nie na wszystkich innych wokoło. Może i dzisiaj słuchając tych rozważań pomyślałeś, że ciebie to nie dotyczy. Jest wiele rodzin z problemami, ale w twojej rodzinie nie jest tak źle. Właśnie teraz nadszedł ten moment, żeby dostrzec co możesz poprawić w swojej relacji do najbliższych ci ludzi. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Nie płacz nad rodzinami patologicznymi, nie użalaj się nad dziećmi alkoholików. Teraz zastanów się co możesz zrobić, żeby w twoim domu było więcej miłości i żeby ta miłość promieniowała na wszystkich członków twojej rodziny.
IX. Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Małżeństwo jest takim sakramentem, który wiąże ludzi na całe życie. Mąż i żona powinni przeżywać wspólnie nie tylko te dobre chwile, ale także i te złe. Upadek człowieka w grzech jest bardzo często próbą małżeńskiej miłości. Są takie grzechy, które bardziej bolą – zdrada, kłamstwo, brak zaufania, chorobliwa zazdrość. Pomimo cierpienia, ta osoba, która została zraniona nie może się wtedy odwrócić od współmałżonka. Skoro małżonkowie są jednym ciałem to znaczy, że te dwie osoby są za siebie nawzajem odpowiedzialne. Czasem człowiek nie potrafi o własnych siłach powstać z grzechu. Wtedy właśnie miłość tej drugiej osoby powinna być siłą dźwigającą z upadku. Jezus dlatego się podniósł, bo miał w sobie tę Miłość.
X. Jezus z szat obnażony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nie wystarczyło, że Jezus został skatowany. Poza cierpieniem fizycznym zgotowano mu także psychiczne. Jego elementem miało być upokorzenie Jezusa przez odarcie Go z szat. My także doskonale wiemy, że ból psychiczny jest trudniejszy do zniesienia niż ten fizyczny. Jakże często wiedzę tę wykorzystujemy przeciwko osobom nam najbliższym. Małżonkowie doskonale znają swoje upadki i w chwilach nieporozumień tak łatwo wracają do tego, co wydawało się już zapomniane. Żona wypomina mężowi jego pomyłki, a mąż obnaża żonę z jej słabości. I nie tłumacz się, że to pod wpływem emocji i zdenerwowania, bo rana zadana drugiemu człowiekowi pozostaje.
XI. Jezus do krzyża przybity
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy ileż razy codziennie przybijamy do krzyża Jezusa obecnego w drugim człowieku. Każde kłamstwo, obmowa, złośliwość, kłótnia jest przybiciem Chrystusa do krzyża. Nie mamy czasu dla współmałżonka i dziecka, nie interesujemy się życiem swojej rodziny, odnosimy się do siebie bez należnego szacunku, nie okazujemy sobie wzajemnej życzliwości, nie potrafimy sobie wybaczyć, uchylamy się od prac domowych, niszczymy swoje zdrowie przez nałogi, dajemy zły przykład naszym dzieciom, zaniedbujemy modlitwę, szukamy swoich własnych korzyści. Jakże często wbijamy gwoździe w serce drugiego człowieka, którego przecież kochamy.
XII. Jezus umiera na krzyżu
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Krzyż dla chrześcijan jest znakiem miłości. Bo na nim z miłości do człowieka umarł ten, który jest Miłością. Tyle krzyży spotykamy na co dzień. Stoją przy drogach, wiszą w szkołach i w naszych domach. Ale czy spojrzenie na krzyż wywołuje w tobie jakąkolwiek reakcję? Czy krzyż, który wisi u ciebie w domu pomaga ci w budowaniu relacji małżeńskich i rodzinnych? Nawet w najlepszym małżeństwie zdarzają się spory i nieporozumienia. Ciężko jest wtedy pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Jezus przed śmiercią przebaczył wszystkim, mimo że nikt go o to nie prosił. A czy ty patrząc na krzyż potrafisz zdobyć się na gest przebaczenia?
XIII. Jezus z krzyża zdjęty
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Matka tuli do siebie martwe ciało swego syna. Mimo że bardzo cierpi i nie rozumie tego co się wydarzyło, to nie złorzeczy na Boga i nie wpada w rozpacz. Słychać czasem, że rodzice muszą pochować swoje dziecko. Często wtedy obrażają się na Boga, bo przecież gdyby był Miłością, to nie dopuszczałby do takich sytuacji. A przecież to nie tak. Żadnego człowieka nawet męża, żony czy dziecka nie możemy kochać bardziej niż Boga. Żaden człowiek nie może stać się naszym całym światem, bo jeśli tak będzie, to po jego śmierci pogrążymy się w rozpaczy. To trudna prawda, ale sam Jezus uczył nas, że pierwszym przykazaniem jest miłość do Boga, a dopiero potem do bliźniego. Stojąc przy tej stacji uczmy się od Maryi tej właściwej hierarchii miłości.
XIV. Jezus do grobu złożony
V. Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie.
R. Żeś przez krzyż Twój święty świat odkupić raczył.
Ziemskie życie Jezusa zakończyło się. Wiemy, że po trzech dniach zmartwychwstał. Jak zapowiedział Jezus my też zmartwychwstaniemy. I będzie to zmartwychwstanie do życia, albo zmartwychwstanie do potępienia. Sakrament małżeństwa jest drogą, na której dwoje ludzi ma wspierać się wzajemnie w dążeniu do świętości. Ktoś kiedyś powiedział, że albo i mąż i żona trafią do nieba, albo żadne z nich tam nie trafi. W małżeństwie mąż i żona powinni uświęcać nie tylko siebie, ale także współmałżonka. Jeśli zaufacie Jezusowi to On swoją miłością wypełni wasze braki i słabości, a kiedyś, gdy spotkacie się w tym lepszym świecie to nie będzie już nieporozumień, problemów i różnicy zdań, lecz tylko czysta, wzajemna, bezinteresowna miłość.
ZAKOŃCZENIE
Skończyliśmy rozważanie małżeńskich i rodzicielskich relacji w oparciu o Twoją Chryste drogę krzyżową. W czasie tego nabożeństwa wiele razy była mowa o miłości. Prosimy Cię Jezu, wspomagaj nasze rodziny, aby kwitła w nich miłość która jest cierpliwa i łaskawa, która nie zazdrości i nie szuka poklasku, która nie unosi się pychą ani gniewem, która nie szuka swego i złego nie pamięta. Prosimy Cię o miłość, która wszystko wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje i wszystko przetrzyma. Niech miłość w naszych rodzinach nigdy nie ustanie.

Tematem spotkania była komunikacja w relacjach międzyludzkich i problemy z nią związane. Jedna z Sycharek przygotowała merytorycznie ten temat, a potem dzieliliśmy się doświadczeniami z własnego życia. Ze spotkania wychodziliśmy z jasnym przesłaniem: Jaka komunikacja w relacjach z Bogiem, taka komunikacja w relacjach z drugim człowiekiem…:)

Kochani,

Minął rok od założenia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Dziękuję Bogu za ten dar dla miasta Gdynia i okolic. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli zapoczątkować jego istnienie. Dziękuję Ks. Proboszczowi Jackowi Socha za to, że zgodził się na powstanie Ogniska w Jego parafii i podjął się trudu posługi duchowej w nim. Dziękuję Mirce za położenie podwalin pod nasze ognisko. Dziękuję Krysi i Helence, które wkładają swoje serca w naszą wspólnotę. Dziękuję wszystkim osobom, które budują naszą wspólnotę przez bycie w niej i wzrastanie siebie i innych. Dziękuję za Wasze wsparcie modlitewne i nie tylko i za to, że jesteście.

Na spotkaniu poruszaliśmy temat wcielenia Jezusa zarówno w Eucharystii, jak też w drugim człowieku. Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami.

Podczas spotkania poddaliśmy rozważaniu tekst znajdujący się poniżej. Co jest w moim życiu prawdą, a co opowieścią o nim….

 

W pewnym mieście, którego nazwy nikt nie zna, mieszkała niezwykła i piękna kobieta. Była niezwykłej urody. Miała piękne oczy, piękną twarz, niezwykłą figurę. Była bardzo pięknie ubrana. Miała niezwykłe stroje, niezwykłe suknie. No,  po prostu tylko zachwycać się i podziwiać. Chodziła po tym mieście na spacery i budziła zachwyt każdego, kto ją mijał. Wszyscy chcieli na nią patrzeć, wszyscy chcieli z nią rozmawiać, każdy chciał ją zaczepić. W tym samym mieście żyła młoda, uboga, równie piękna, ale niestety bardzo zaniedbana dziewczyna.  Była prześliczna, ale nie miała pięknych ubrań, była brudna, była uboga. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Mieszkała w tym samym mieście, chodziła tymi samymi ulicami i zazdrościła tej pięknej, cudownej, bogatej pani. Któregoś wieczoru ośmieliła się do niej podejść i powiedziała do niej, czy może mieć do niej jedną prośbę. Z drżeniem serca zapytała o to, ale pani na szczęście odpowiedziała, tak, proszę bardzo, co mogę dla ciebie zrobić? Otóż poprosiła ją, czy mogłabym chociaż jednego wieczoru  pójść razem z Tobą, żebyś wzięła mnie pod swój piękny, kosztowny płaszcz i chciałabym przechadzać się razem z Tobą. Może wtedy ktoś by mnie zauważył obok Ciebie, w Twoim towarzystwie. Pani była bardzo miła, więc się zgodziła i tak następnego dnia wieczorem, we dwie, ta jedna troszkę schowana, ale widoczna, pod pięknym płaszczem cudownej pani. Poszły na spacer. Ludzie oczywiście jak zawsze zauważali tą niezwykłą kobietę, ale kiedy z nią rozmawiali, zauważali też tą drugą. Dziwili się, że schowana w płaszczu jest równie piękna, zaniedbana, ale niezwykła, młoda dziewczyna. Piękna pani sama zaczęła rozmawiać z tą dziewczyną i nagle się zorientowała, że ona jest niezwykle mądra, że ma niezwykle ciekawe, niewyobrażalnie wręcz, niesamowite rzeczy do opowiedzenia. Pomyślała, że to jest niezwykła, fascynująca osoba. Zaprzyjaźniły się. Od tamtego czasu zaczęły chodzić razem. Zawsze teraz, kiedy idą na spacer, idą razem. Zawsze idzie piękna pani i zawsze idzie ta młoda, troszkę niewidoczna, ale obecna z nią, fascynująca dziewczyna.

Nie wiem czy wiecie, jak mają na imię? Ta młoda, trochę uboga, trochę zawstydzona i schowana dziewczyna ma na imię prawda. Ta piękna, wystrojona, na którą każdy zwraca uwagę ma na imię opowieść. One… chodzą razem.

Na naszym wakacyjnym spotkaniu dnia 7 sierpnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej o 18:30, która była również Mszą w intencji członków naszego ogniska. Potem tradycyjnie odbyło się spotkanie w salce starej plebanii. Dyskutowaliśmy o krzyżu, który jest historią naszego życia…

„NA MIARĘ”

W pewnym mieście, w pewnym tramwaju jechał pewien człowiek. Był zwykłym, normalnym człowiekiem, taki powiedzielibyśmy trochę szarak. To, co go wyróżniało to, to, że był bardzo rozżalony swoim losem. Rzeczywiście w jego życiu było sporo nieszczęść, sporo trudności, trochę cierpienia, trochę samotności. No niezbyt szczęśliwe miał życie. Był tym niezwykle przygnieciony. Uważał, że to zbyt dużo, jak na jego barki i ten krzyż, który nosi, to naprawdę coś, co nie powinno mu się przydarzyć. Jechał, patrzył na innych ludzi, zazdrościł im, pomstował na Pana Boga, dlaczego on ma najgorzej. Mówiąc krótko żalił się, żalił się i żalił. Kiedy wysiadł z tramwaju na swoim przystanku i podszedł do domu, zobaczył, że przy drzwiach stoi jakiś starszy jegomość. Przedstawił się jako Pan Bóg. Człowiek więc z dozą pewnej nonszalancji powiedział: „ No wreszcie, bo przydałoby się, żeby ktoś mi pomógł”. Pan Bóg zapytał, czy może wejść i czy mogą porozmawiać. Człowiek się zgodził. Usiedli na kanapie i Pan Bóg powiedział: „W czym mógłbym Ci pomóc?” Człowiek oczywiście wypalił od razu, ze wszystkimi swoimi żalami, troskami i z tym, że jego krzyż jest za ciężki. Pan Bóg powiedział :  „Żaden problem. Możemy to zmienić. Chodźmy.” W jednej sekundzie znaleźli się w wielkiej grocie, w której było setki, tysiące krzyży. Pan Bóg powiedział: „ Tutaj jest miejsce, gdzie można wybrać krzyż. Wejdź i wybierz, jaki Ci się tylko podoba.” Człowiekowi zaświeciły się oczy. Natychmiast zdjął swój własny krzyż, odrzucił go w kąt, pobiegł do komnaty i zaczął szukać. Przymierzał po kolei dziesiątki krzyży. Te, które wydawały mu się bardzo lekkie okazywało się, że są jakieś długie i nieporęczne. Te, które wydawały mu się bardzo małe, kiedy założył je na szyję, okazywało się, że są bardzo ciężkie. Inne go kuły, inne sprawiały, że od razu czuł się bardzo samotnie, inne sprawiały, że tracił nadzieję. Mówiąc krótko, jakikolwiek krzyż by brał, zawsze coś było nie tak, ten krzyż nie pasował do niego. W końcu już trochę zniechęcony zobaczył w rogu, w kącie, taki niewielki, średnich rozmiarów, trochę zużyty już krzyż. Bez nadziei wziął go do ręki, położył go sobie na ramionach i nagle zobaczył, że pasuje idealnie, że wszystko gra. Nie jest ani za ciężki, ani za lekki, że jest dokładnie dopasowany do niego, że wydaje się, że mógłby z czymś takim chodzić do końca życia. Więc podszedł z tym krzyżem do Pana Boga i zapytał: „ Czy naprawdę mogę wziąć właśnie ten?” Pan Bóg uśmiechnął się łagodnie i powiedział: „Oczywiście. Możesz go zabrać.” Człowiek więc wziął go na ramiona i wyszedł z groty. W świetle słońca nagle się zorientował, że to jest jego własny. Ten, który wcześniej rzucił w kąt.

 

Na Mszy Świętej, a potem na spotkaniu, mieliśmy gości z innych ognisk. Dziękujemy za niespodziankę i obecność. Pierwszy raz na naszym spotkaniu było dziecko jednego z Sycharków. Myślę, że z tematem akurat trafiliśmy. 🙂

Bajka o zasmuconym smutku 

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. 

Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, 
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, 
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. 
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. 
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: 
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, 
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” 
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. 
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. 
“Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. 
“Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną. 
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? 
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. 
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.” 
odpowiedział smutek łamiącym się głosem. 
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”, 
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” 
Smutek westchnął głęboko. 
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? 
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, 
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. 
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi 
i towarzyszyć im przez pewien czas. 
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. 
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. 
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. 
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. 
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. 
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. 
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. 
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. 
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. 
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” 
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” 
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. 
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. 
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. 
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. 
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, 
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! 
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem 
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. 
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. 
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. 
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. 
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, 
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. 
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. 
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. 
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. 
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. 
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” 
Smutek nagle przestał płakać. 
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: 
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” 
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, 
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” 

Z Panem Bogiem,

Magdalena

Po Uczcie Pańskiej spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem szczęścia. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim pokoju ducha i równowagi w życiu we wszystkich jego obszarach. 🙂

Tajemnica szczęścia 
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. 
Proszę cię jedynie o jedno – powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.
W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? 
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. 
Wróć i spójrz na cuda mego świata – powiedział mędrzec. 
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział. 
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? – spytał mędrzec. 
Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec: 
Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata, przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce. 
Po Mszy Świętej i procesji spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoim rozumieniem piekła i nieba oraz doświadczeniami piekła i nieba w swoim życiu. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim doświadczenia nieba w sobie jeszcze przed śmiercią….:)
 
 
Legenda o piekle i niebie 
 
„Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?” – zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha. 
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogrome kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami. 
To jest piekło – stwierdził mnich. 
Natomiast, abyś zrozumiał, jak jest w niebie, wyobraź sobie taki sam wspaniały pałac w którym jest też tłum ludzi, ale pełnych szczęścia. Tutaj również stoją kotły ze smakowitą zupą i każda z osób trzyma taką samą gigantyczną łyżkę jak te, które znajdowały się w piekle. Ludzie siedzą naprzeciw siebie parami. Jeden nabiera zupę i karmi swojego bliźniego. Jeśli łyżka jest dla niego zbyt ciężka, pomagają mu dwie inne osoby tak, aby mógł spokojnie zjeść tyle, ile potrzebje. Skoro tylko jedna osoba zaspokoi głód, karmią następną. 
To jest niebo – powiedział uśmiechając się zagadkowo mnich. 

Na spotkaniu w  dniu 5 czerwca dzieliliśmy się doświadczeniem modlitwy w naszym życiu, w czym pomógł nam tekst poniżej:

Małe modlitwy 
 
Pewien człowiek miał możliwość zwiedzenia nieba. Jego przewodnikiem był św. Piotr. Pod koniec wędrówki weszli do dużej sali wypełnionej paczkami. Były to paczki o bardzo różnej wielkości – od maleńkich jak pudełka zapałek, aż do ogromnych, jak kontenery. Aniołowie wynosili te paczki z sali. Wtedy człowiek zapytał św. Piotra: 
– Co oznaczają te paczki, które noszą aniołowie? 
– Są to wysłuchane modlitwy ludzi – odpowiedział św. Piotr. 
– To dlaczego są to tylko małe paczki? – pytał dalej człowiek. 
– Dlatego, że o te wielkie ludzie nie proszą – wyjaśnił św. Piotr. 
 
„Modlitwy idą i wracają – nie ma nie wysłuchanej” C. K. Norwid 

Po Mszy Świętej, w której uczestniczyliśmy, udaliśmy się na spotkanie, na którym zgłębialiśmy problem obojętności na krzywdę bliźniego, a także świadomości naszej grzeszności. Pomogła nam w tym opowieść umieszczona poniżej:

Ostatnie miejsce

Piekło było już prawie całkiem zapełnione, a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób. Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
– Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zająć tylko ktoś z was, kto był największym grzesznikiem, powiedział.
– Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? – zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze.
– A ty, co zrobiłeś? – zapytał go.
– Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
– Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
– Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek – starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym udziału. Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane, a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemnie świństwa i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
– Naprawdę nigdy? – zapytał z niedowierzaniem diabeł – Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?
– Jak najbardziej!
– I naprawdę nic nie zrobiłeś? – powtórzył jeszcze raz diabeł.
– Absolutnie nic!
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: – Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!

Na spotkaniu w dniu 20 marca po Mszy Św. o godz. 18:30 zajęliśmy się trudnym tematem, jakim jest przebaczenie. Pomocny stał się dla nas wzruszający film o przebaczeniu, który znajduje się poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ymjla8mxFSo

Podzieliliśmy się też przemyśleniami na temat darów od Boga, za jakie jesteśmy wdzięczni. W wyniku dzielenia doszliśmy do wniosku, że mało w nas wdzięczności za to, co otrzymujemy. Dużo łask i błogosławieństwa traktujemy, jako coś oczywistego, co nam się po prostu należy, co jest takie oczywiste, że to posiadamy. Wdzięczność rodzi radość i szczęście bycia Dzieckiem Bożym. Dlaczego rezygnujemy z dziękowania Bogu za wszystko?

 

Dnia 20 lutego mieliśmy okazję kolejny raz spotkać się po Mszy Św. o godz. 18:30.

Something more – tak śpiewa Nick Vujicic.

Cudowne zdanie, jakie pod koniec pojawia się w utworze zamieszczonym poniżej:

„Jeśli nie otrzymujesz cudu… stań się nim.”

Zapraszam serdecznie do wysłuchania tego kawałka. Można słuchając go zaplątać się w nadzieję…..:)

Pierwsze spotkanie po oficjalnym otwarciu ogniska miało miejsce 19.12.2016r. Poniżej zamieszczam tekst, nad jakim się pochyliliśmy.

” A skąd wiadomo , czy to dobrze, czy to źle ?”

W biednej ormiańskiej wiosce uciekł chłopu w step ogier ,jedyny żywiciel rodziny.

-Jakiś ty biedny, jak nam ciebie żal-płakali nad nim jeszcze biedniejsi sąsiedzi.

– A skąd wiadomo ,że jak ogier ucieka w step to jest źle??? Zapytał patrząc w niebo chłop

Sąsiedzi speszeni wrócili do domów……….

Na drugi dzień ogier wrócił przyprowadzając ze stepu pięć ogierów.

-Jakiś ty mądry, człowieku , a my tacy głupi, że ciebie żałowaliśmy. Masz teraz tak
dobrze ,masz sześć ogierów

– A skąd wiadomo ,ż e sześć ogierów to dobrze?? znowu patrząc w niebo rzekł chłop.

Sąsiedzi już trochę rozeźleni opuścili jego chałupę . Za jakiś czas jedyny syn chłopa dosiadł najładniejszego ogiera ,a ten poniósł a następnie zrzucił go z grzbietu a chłopak spadając złamał nogę i trzeba było odwieźć daleko do szpitala.
Sąsiedzi znowu przybiegli……………….

– Jakiś ty mądry, jaki mądry…….wszyscyśmy się cieszyli jak jacyś głupi ,a ty…………..

-A skąd wiadomo, że jak syn łamie nogę to jest źle???? Patrząc w niebo rzekł sceptycznie chłop.

Sąsiedzi wrócili do swoich domów wściekli ,klnąc głupiego chłopa.

Za jakiś krótki czas wybuchła wojna. Wszystkich młodych chłopaków ze wsi wzięto do wojska ,a syn chłopa został w domu ….bo miał złamaną nogę.

W dniu 10 grudnia 2016 r. odbyło się w Gdyni uroczyste otwarcie Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej. Dziękujemy wszystkim, którzy byli obecni w tym dniu na otwarciu Ogniska. Dziękujemy osobom, które włożyły trud w przyjazd z daleka do nas. Księdzu Pawłowi dziękujemy za ujmujące i bardzo refleksyjne kazanie o Bożym ogniu miłości.

Na spotkaniu było 36 osób, w tym czterech księży. Jesteśmy Bogu wdzięczni i dziękujemy Mu za Jego obecność i obecność bliźnich, którzy uczestniczyli w oficjalnym otwarciu. Dziękujemy za nieobecnych, którzy otoczyli i otaczają nas i naszą wspólnotę w Gdyni modlitwą. Dziękujemy księdzu proboszczowi Jackowi Socha za pomoc i udostępnienie sali. Dziękujemy Panu organiście za jego obecność i upiększenie muzycznie uroczystości.

Kronika