Parafia
kosciol-gdynia-mikolaja-168 Parafia pw. Św. Mikołaja, ul. Św. Mikołaja 1 >>>
Ognisko spotyka się dwa razy w miesiącu. Informacje o spotkaniu są umieszczane na stronie kilka dni przed spotkaniem. Opiekunem Ogniska jest ks. Proboszcz Jacek Socha
Archidiecezja Gdańska >>>
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Kronika

Tematem spotkania była komunikacja w relacjach międzyludzkich i problemy z nią związane. Jedna z Sycharek przygotowała merytorycznie ten temat, a potem dzieliliśmy się doświadczeniami z własnego życia. Ze spotkania wychodziliśmy z jasnym przesłaniem: Jaka komunikacja w relacjach z Bogiem, taka komunikacja w relacjach z drugim człowiekiem…:)

Kochani,

Minął rok od założenia Ogniska Wiernej Miłości w Gdyni. Dziękuję Bogu za ten dar dla miasta Gdynia i okolic. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli zapoczątkować jego istnienie. Dziękuję Ks. Proboszczowi Jackowi Socha za to, że zgodził się na powstanie Ogniska w Jego parafii i podjął się trudu posługi duchowej w nim. Dziękuję Mirce za położenie podwalin pod nasze ognisko. Dziękuję Krysi i Helence, które wkładają swoje serca w naszą wspólnotę. Dziękuję wszystkim osobom, które budują naszą wspólnotę przez bycie w niej i wzrastanie siebie i innych. Dziękuję za Wasze wsparcie modlitewne i nie tylko i za to, że jesteście.

Na spotkaniu poruszaliśmy temat wcielenia Jezusa zarówno w Eucharystii, jak też w drugim człowieku. Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami.

Podczas spotkania poddaliśmy rozważaniu tekst znajdujący się poniżej. Co jest w moim życiu prawdą, a co opowieścią o nim….

 

W pewnym mieście, którego nazwy nikt nie zna, mieszkała niezwykła i piękna kobieta. Była niezwykłej urody. Miała piękne oczy, piękną twarz, niezwykłą figurę. Była bardzo pięknie ubrana. Miała niezwykłe stroje, niezwykłe suknie. No,  po prostu tylko zachwycać się i podziwiać. Chodziła po tym mieście na spacery i budziła zachwyt każdego, kto ją mijał. Wszyscy chcieli na nią patrzeć, wszyscy chcieli z nią rozmawiać, każdy chciał ją zaczepić. W tym samym mieście żyła młoda, uboga, równie piękna, ale niestety bardzo zaniedbana dziewczyna.  Była prześliczna, ale nie miała pięknych ubrań, była brudna, była uboga. Nikt na nią nie zwracał uwagi. Mieszkała w tym samym mieście, chodziła tymi samymi ulicami i zazdrościła tej pięknej, cudownej, bogatej pani. Któregoś wieczoru ośmieliła się do niej podejść i powiedziała do niej, czy może mieć do niej jedną prośbę. Z drżeniem serca zapytała o to, ale pani na szczęście odpowiedziała, tak, proszę bardzo, co mogę dla ciebie zrobić? Otóż poprosiła ją, czy mogłabym chociaż jednego wieczoru  pójść razem z Tobą, żebyś wzięła mnie pod swój piękny, kosztowny płaszcz i chciałabym przechadzać się razem z Tobą. Może wtedy ktoś by mnie zauważył obok Ciebie, w Twoim towarzystwie. Pani była bardzo miła, więc się zgodziła i tak następnego dnia wieczorem, we dwie, ta jedna troszkę schowana, ale widoczna, pod pięknym płaszczem cudownej pani. Poszły na spacer. Ludzie oczywiście jak zawsze zauważali tą niezwykłą kobietę, ale kiedy z nią rozmawiali, zauważali też tą drugą. Dziwili się, że schowana w płaszczu jest równie piękna, zaniedbana, ale niezwykła, młoda dziewczyna. Piękna pani sama zaczęła rozmawiać z tą dziewczyną i nagle się zorientowała, że ona jest niezwykle mądra, że ma niezwykle ciekawe, niewyobrażalnie wręcz, niesamowite rzeczy do opowiedzenia. Pomyślała, że to jest niezwykła, fascynująca osoba. Zaprzyjaźniły się. Od tamtego czasu zaczęły chodzić razem. Zawsze teraz, kiedy idą na spacer, idą razem. Zawsze idzie piękna pani i zawsze idzie ta młoda, troszkę niewidoczna, ale obecna z nią, fascynująca dziewczyna.

Nie wiem czy wiecie, jak mają na imię? Ta młoda, trochę uboga, trochę zawstydzona i schowana dziewczyna ma na imię prawda. Ta piękna, wystrojona, na którą każdy zwraca uwagę ma na imię opowieść. One… chodzą razem.

Na naszym wakacyjnym spotkaniu dnia 7 sierpnia uczestniczyliśmy we Mszy Świętej o 18:30, która była również Mszą w intencji członków naszego ogniska. Potem tradycyjnie odbyło się spotkanie w salce starej plebanii. Dyskutowaliśmy o krzyżu, który jest historią naszego życia…

„NA MIARĘ”

W pewnym mieście, w pewnym tramwaju jechał pewien człowiek. Był zwykłym, normalnym człowiekiem, taki powiedzielibyśmy trochę szarak. To, co go wyróżniało to, to, że był bardzo rozżalony swoim losem. Rzeczywiście w jego życiu było sporo nieszczęść, sporo trudności, trochę cierpienia, trochę samotności. No niezbyt szczęśliwe miał życie. Był tym niezwykle przygnieciony. Uważał, że to zbyt dużo, jak na jego barki i ten krzyż, który nosi, to naprawdę coś, co nie powinno mu się przydarzyć. Jechał, patrzył na innych ludzi, zazdrościł im, pomstował na Pana Boga, dlaczego on ma najgorzej. Mówiąc krótko żalił się, żalił się i żalił. Kiedy wysiadł z tramwaju na swoim przystanku i podszedł do domu, zobaczył, że przy drzwiach stoi jakiś starszy jegomość. Przedstawił się jako Pan Bóg. Człowiek więc z dozą pewnej nonszalancji powiedział: „ No wreszcie, bo przydałoby się, żeby ktoś mi pomógł”. Pan Bóg zapytał, czy może wejść i czy mogą porozmawiać. Człowiek się zgodził. Usiedli na kanapie i Pan Bóg powiedział: „W czym mógłbym Ci pomóc?” Człowiek oczywiście wypalił od razu, ze wszystkimi swoimi żalami, troskami i z tym, że jego krzyż jest za ciężki. Pan Bóg powiedział :  „Żaden problem. Możemy to zmienić. Chodźmy.” W jednej sekundzie znaleźli się w wielkiej grocie, w której było setki, tysiące krzyży. Pan Bóg powiedział: „ Tutaj jest miejsce, gdzie można wybrać krzyż. Wejdź i wybierz, jaki Ci się tylko podoba.” Człowiekowi zaświeciły się oczy. Natychmiast zdjął swój własny krzyż, odrzucił go w kąt, pobiegł do komnaty i zaczął szukać. Przymierzał po kolei dziesiątki krzyży. Te, które wydawały mu się bardzo lekkie okazywało się, że są jakieś długie i nieporęczne. Te, które wydawały mu się bardzo małe, kiedy założył je na szyję, okazywało się, że są bardzo ciężkie. Inne go kuły, inne sprawiały, że od razu czuł się bardzo samotnie, inne sprawiały, że tracił nadzieję. Mówiąc krótko, jakikolwiek krzyż by brał, zawsze coś było nie tak, ten krzyż nie pasował do niego. W końcu już trochę zniechęcony zobaczył w rogu, w kącie, taki niewielki, średnich rozmiarów, trochę zużyty już krzyż. Bez nadziei wziął go do ręki, położył go sobie na ramionach i nagle zobaczył, że pasuje idealnie, że wszystko gra. Nie jest ani za ciężki, ani za lekki, że jest dokładnie dopasowany do niego, że wydaje się, że mógłby z czymś takim chodzić do końca życia. Więc podszedł z tym krzyżem do Pana Boga i zapytał: „ Czy naprawdę mogę wziąć właśnie ten?” Pan Bóg uśmiechnął się łagodnie i powiedział: „Oczywiście. Możesz go zabrać.” Człowiek więc wziął go na ramiona i wyszedł z groty. W świetle słońca nagle się zorientował, że to jest jego własny. Ten, który wcześniej rzucił w kąt.

 

Na Mszy Świętej, a potem na spotkaniu, mieliśmy gości z innych ognisk. Dziękujemy za niespodziankę i obecność. Pierwszy raz na naszym spotkaniu było dziecko jednego z Sycharków. Myślę, że z tematem akurat trafiliśmy. 🙂

Bajka o zasmuconym smutku 

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. 

Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, 
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, 
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. 
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. 
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: 
„Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, 
a blade wargi wyszeptały: „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” 
„Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. 
„Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. 
“Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. 
“Tak sądzisz …, zdziwił się smutek, „to dlaczego nie uciekasz przede mną. 
Nie boisz się?” „A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? 
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. 
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” „Ja … jestem smutny.” 
odpowiedział smutek łamiącym się głosem. 
Staruszka usiadła obok niego. „Smutny jesteś …”, 
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” 
Smutek westchnął głęboko. 
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? 
Ileż razy już o tym marzył. „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, 
„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. 
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi 
i towarzyszyć im przez pewien czas. 
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. 
Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. 
„Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. 
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. 
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. 
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. 
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. 
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. 
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. 
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” 
„Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” 
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. 
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. 
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. 
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. 
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, 
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! 
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem 
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. 
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. 
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. 
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. 
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, 
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. 
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. 
„Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. 
„Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. 
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. 
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” 
Smutek nagle przestał płakać. 
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: 
„Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” 
„Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, 
jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” 

Z Panem Bogiem,

Magdalena

Po Uczcie Pańskiej spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniem szczęścia. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim pokoju ducha i równowagi w życiu we wszystkich jego obszarach. 🙂

Tajemnica szczęścia 
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. 
Proszę cię jedynie o jedno – powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy.
W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? 
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. 
Wróć i spójrz na cuda mego świata – powiedział mędrzec. 
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział. 
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? – spytał mędrzec. 
Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec: 
Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata, przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce. 
Po Mszy Świętej i procesji spotkaliśmy się w salce naszych spotkań, by podzielić się swoim rozumieniem piekła i nieba oraz doświadczeniami piekła i nieba w swoim życiu. Materiały umieszczam poniżej i życzę wszystkim doświadczenia nieba w sobie jeszcze przed śmiercią….:)
 
 
Legenda o piekle i niebie 
 
„Gdzie jest piekło, a gdzie jest niebo?” – zapytał młodzieniec starego sędziwego mnicha. 
Doświadczony zakonnik pogładził długą siwą brodę i zaczął opowiadać: Wyobraź sobie, mój drogi, ogromy pałac w którym znajduje się tłum ludzi różnego wieku i stanu. Wszyscy wyglądają na śmiertelnie zagłodzonych, z podkrążonymi oczami, z zapadniętymi policzkami chociaż każdy z nich trzyma w rękach łyżki tak długie jak oni sami, a wokoło stoją ogrome kotły ze smakowitą i gorącą zupą. Jednak nikomu nie udaje się zaspokoić głodu, chociaż bardzo tego pragną. Pokarm można dostarczyć do ust tylko przy pomocy tych długich i ciężkich łyżek, co okazuje się w praktyce niemożliwe z powodu ich długości i ciężaru. Wielu z nich kłóci się między sobą. Z niespotykaną nienawiścią i piekielnymi krzykami okładają się wzajemnie łyżkami. 
To jest piekło – stwierdził mnich. 
Natomiast, abyś zrozumiał, jak jest w niebie, wyobraź sobie taki sam wspaniały pałac w którym jest też tłum ludzi, ale pełnych szczęścia. Tutaj również stoją kotły ze smakowitą zupą i każda z osób trzyma taką samą gigantyczną łyżkę jak te, które znajdowały się w piekle. Ludzie siedzą naprzeciw siebie parami. Jeden nabiera zupę i karmi swojego bliźniego. Jeśli łyżka jest dla niego zbyt ciężka, pomagają mu dwie inne osoby tak, aby mógł spokojnie zjeść tyle, ile potrzebje. Skoro tylko jedna osoba zaspokoi głód, karmią następną. 
To jest niebo – powiedział uśmiechając się zagadkowo mnich. 

Na spotkaniu w  dniu 5 czerwca dzieliliśmy się doświadczeniem modlitwy w naszym życiu, w czym pomógł nam tekst poniżej:

Małe modlitwy 
 
Pewien człowiek miał możliwość zwiedzenia nieba. Jego przewodnikiem był św. Piotr. Pod koniec wędrówki weszli do dużej sali wypełnionej paczkami. Były to paczki o bardzo różnej wielkości – od maleńkich jak pudełka zapałek, aż do ogromnych, jak kontenery. Aniołowie wynosili te paczki z sali. Wtedy człowiek zapytał św. Piotra: 
– Co oznaczają te paczki, które noszą aniołowie? 
– Są to wysłuchane modlitwy ludzi – odpowiedział św. Piotr. 
– To dlaczego są to tylko małe paczki? – pytał dalej człowiek. 
– Dlatego, że o te wielkie ludzie nie proszą – wyjaśnił św. Piotr. 
 
„Modlitwy idą i wracają – nie ma nie wysłuchanej” C. K. Norwid 

Po Mszy Świętej, w której uczestniczyliśmy, udaliśmy się na spotkanie, na którym zgłębialiśmy problem obojętności na krzywdę bliźniego, a także świadomości naszej grzeszności. Pomogła nam w tym opowieść umieszczona poniżej:

Ostatnie miejsce

Piekło było już prawie całkiem zapełnione, a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób. Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
– Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zająć tylko ktoś z was, kto był największym grzesznikiem, powiedział.
– Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca? – zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich, który umknął wcześniej jego uwadze.
– A ty, co zrobiłeś? – zapytał go.
– Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
– Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
– Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek – starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu. Widziałem jak jedni krzywdzili drugich, ale sam nie brałem w tym udziału. Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane, a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci. Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemnie świństwa i oskarżali się. Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
– Naprawdę nigdy? – zapytał z niedowierzaniem diabeł – Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?
– Jak najbardziej!
– I naprawdę nic nie zrobiłeś? – powtórzył jeszcze raz diabeł.
– Absolutnie nic!
Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia: – Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!

Na spotkaniu w dniu 20 marca po Mszy Św. o godz. 18:30 zajęliśmy się trudnym tematem, jakim jest przebaczenie. Pomocny stał się dla nas wzruszający film o przebaczeniu, który znajduje się poniżej:

https://www.youtube.com/watch?v=ymjla8mxFSo

Podzieliliśmy się też przemyśleniami na temat darów od Boga, za jakie jesteśmy wdzięczni. W wyniku dzielenia doszliśmy do wniosku, że mało w nas wdzięczności za to, co otrzymujemy. Dużo łask i błogosławieństwa traktujemy, jako coś oczywistego, co nam się po prostu należy, co jest takie oczywiste, że to posiadamy. Wdzięczność rodzi radość i szczęście bycia Dzieckiem Bożym. Dlaczego rezygnujemy z dziękowania Bogu za wszystko?

 

Dnia 20 lutego mieliśmy okazję kolejny raz spotkać się po Mszy Św. o godz. 18:30.

Something more – tak śpiewa Nick Vujicic.

Cudowne zdanie, jakie pod koniec pojawia się w utworze zamieszczonym poniżej:

„Jeśli nie otrzymujesz cudu… stań się nim.”

Zapraszam serdecznie do wysłuchania tego kawałka. Można słuchając go zaplątać się w nadzieję…..:)

Pierwsze spotkanie po oficjalnym otwarciu ogniska miało miejsce 19.12.2016r. Poniżej zamieszczam tekst, nad jakim się pochyliliśmy.

” A skąd wiadomo , czy to dobrze, czy to źle ?”

W biednej ormiańskiej wiosce uciekł chłopu w step ogier ,jedyny żywiciel rodziny.

-Jakiś ty biedny, jak nam ciebie żal-płakali nad nim jeszcze biedniejsi sąsiedzi.

– A skąd wiadomo ,że jak ogier ucieka w step to jest źle??? Zapytał patrząc w niebo chłop

Sąsiedzi speszeni wrócili do domów……….

Na drugi dzień ogier wrócił przyprowadzając ze stepu pięć ogierów.

-Jakiś ty mądry, człowieku , a my tacy głupi, że ciebie żałowaliśmy. Masz teraz tak
dobrze ,masz sześć ogierów

– A skąd wiadomo ,ż e sześć ogierów to dobrze?? znowu patrząc w niebo rzekł chłop.

Sąsiedzi już trochę rozeźleni opuścili jego chałupę . Za jakiś czas jedyny syn chłopa dosiadł najładniejszego ogiera ,a ten poniósł a następnie zrzucił go z grzbietu a chłopak spadając złamał nogę i trzeba było odwieźć daleko do szpitala.
Sąsiedzi znowu przybiegli……………….

– Jakiś ty mądry, jaki mądry…….wszyscyśmy się cieszyli jak jacyś głupi ,a ty…………..

-A skąd wiadomo, że jak syn łamie nogę to jest źle???? Patrząc w niebo rzekł sceptycznie chłop.

Sąsiedzi wrócili do swoich domów wściekli ,klnąc głupiego chłopa.

Za jakiś krótki czas wybuchła wojna. Wszystkich młodych chłopaków ze wsi wzięto do wojska ,a syn chłopa został w domu ….bo miał złamaną nogę.

W dniu 10 grudnia 2016 r. odbyło się w Gdyni uroczyste otwarcie Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej. Dziękujemy wszystkim, którzy byli obecni w tym dniu na otwarciu Ogniska. Dziękujemy osobom, które włożyły trud w przyjazd z daleka do nas. Księdzu Pawłowi dziękujemy za ujmujące i bardzo refleksyjne kazanie o Bożym ogniu miłości.

Na spotkaniu było 36 osób, w tym czterech księży. Jesteśmy Bogu wdzięczni i dziękujemy Mu za Jego obecność i obecność bliźnich, którzy uczestniczyli w oficjalnym otwarciu. Dziękujemy za nieobecnych, którzy otoczyli i otaczają nas i naszą wspólnotę w Gdyni modlitwą. Dziękujemy księdzu proboszczowi Jackowi Socha za pomoc i udostępnienie sali. Dziękujemy Panu organiście za jego obecność i upiększenie muzycznie uroczystości.

Kronika